niedziela, 23 lipca 2017

ROZDZIAŁ VIII



"Don't let her go."


Skyler Fall       

      Patrzyłam w kolejną szklaneczkę z burbonem i dziękowałam, że wampiry nieco wolniej się upijają. Będąc człowiekiem nie piłam dużo wysokoprocentowego alkoholu, cóż teraz już nim nie jestem. Jestem inna. Na samą myśl mocniej ściskam szklankę, czasem tęsknię za byciem normalnym człowiekiem. Brak mi tej beztroski, zwykłego spotkania z przyjaciółkami w kawiarni. Tęsknię nawet za baletem. Szybko odpędziłam od siebie te ponure myśli. Nigdy nie będę człowiekiem i chcąc nie chcąc muszę się z tym pogodzić, a nie użalać się nad sobą.
       Przyglądałam się na swoje odbicie w lusterku schowanym za butelkami, widziałam w nim siebie. Przecież to normalne idiotko? Fikcją jest, że wampiry nie widzą swojego odbicia. Taki zabobon niczym nie poparty. Jednak w lustrze widziałam zupełnie inną dziewczynę, wyglądała jak ja. Miała moje oczy, nos i uśmiech, ale to nie byłam ja. Nawet nie przypominam sobie, kiedy pofarbowałam włosy. Co oni mi zrobili? Jak długo mnie przetrzymywali?
- Którego mamy dzisiaj? - zapytałam barmankę.
- Drugi października. - odpowiedziała nie patrząc na mnie.
        Czułam, jak wszystko dookoła zaczyna wirować. Niemożliwe, że straciłam cztery miesiące. Dlaczego nic nie pamiętam? Łzy cisnęły mi się do oczu, a w gardle czułam rosnącą gulę. Jednym duszkiem wypiłam szklaneczkę whiskey i poprosiłam o dolewkę. I jeszcze jedną, i jeszcze...
- Kiepski dzień? - zapytał siedzący obok mężczyzna, nie zwróciłam nawet uwagi kiedy się dosiadł.
- Jeden z gorszych. - odpowiedziałam już wstawiona - A Twój? - zapytałam w rewanżu.
- Też nie najlepszy.
- Zatem wypijmy za to by było lepiej. - uniosłam szklankę i upiłam większy łyk. Czułam na sobie wzrok mężczyzny - Ty nie pijesz? 
- Wszystko w porządku? - zwróciła się do mnie kelnerka.
- Tak, dlaczego pytasz? - spojrzałam ze zdziwieniem na dziewczynę.
- Rozmawiasz sama  ze sobą. - wlepiałam w nią oczy nie dowierzając w to co  mówi. Siedzący obok brunet wydawał się taki realny, czy to samotność się na mnie odbija? Mam omamy? 
- Nie widzisz, tego... obok...? - wydukałam wskazując miejsce obok. Barmanka pokręciła przecząco głową. Spojrzałam w stronę mężczyzny, siedział w tym samym miejscu. Jednak jego zachowanie było zaskakujące, wzruszył ramionami a na jego twarzy widać było żal. Kręcąc głową odsunęłam od siebie szklaneczkę z burbonem i podziękowałam barmance. 
         Wychodząc z baru usłyszałam swoje imię, mimowolnie odwróciłam się. W moją stronę szedł ciemnoskóry mężczyzna, z kumplami.
- Nie wiedziałem, że wróciłaś. Urządziłbym imprezę. - powiedział głośno akcentując słowo impreza, na co tłum zaczął mu wtórować. Wróciłam? Może i wróciłam. Chociaż nie przypominam sobie, żebym w ogóle wyjeżdżała.
- Wybacz, zapomniałam zadzwonić. - odpowiedziałam ironicznie odwracając się od wampira.
- Klaus wie, że błąkasz się sama? - Klaus? Jaki Klaus? Przymknęłam na chwilę oczy, nie mogę pozwolić, żeby Marcel zorientował się, że coś jest nie tak.
- Jestem dużą dziewczynką, nie potrzebuję  niańki. - odparłam  ponownie stając twarzą w stronę mężczyzny, z aroganckim uśmiechem dodając - W przeciwieństwie do ciebie. Serio potrzebujesz takiej obstawy? - zadrwiłam.
- Wyostrzył ci się dowcip. - powiedział ze śmiechem, odprawiając swoich bodygardów - Kłopoty w raju? - dodał poważniej, tym  pytaniem zbił mnie z pantałyku.
- Zależy o który pytasz. - obecnie w żadnym nie byłam, co najwyżej w swoim własnym piekle. 
- O ciebie i Klausa. - odpowiedział z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
- Jesteś zazdrosny? - zaśmiałam się, jednocześnie starając się wymigać z udzielania odpowiedzi. 
- Zawsze. - odpowiedział a na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech - Na długo przyjechałaś? Może zdążę zwołać jakiś komitet powitalny.
- Dziękuję za troskę, ale... Nie zrozum mnie źle, miło że się przywitałeś, ale na mnie już czas. - uśmiechnęłam się ironicznie i wyszłam pośpiesznie z baru. Nie miałam ochoty prowadzić dalej tej bezcelowej konwersacji. Szłam prosto przed siebie, ale po chwili na mojej drodze ponownie stanął Marcel.
- Serio? - przechyliłam głowę na bok i patrzyłam z niedowierzaniem na wampira.
- Co słychać u Klausa? Dawno go nie widziałem. W dalszym ciągu pragnie zająć moje miejsce?
- Może zapytasz o to jego samego? - odparłam zastanawiając się kim jest Klaus.
- Właśnie Marcel. Dlaczego sam mnie nie zapytasz? - za plecami usłyszałam brytyjski akcent, moje ciało zesztywniało, bo wiedziałam, że to Klaus. Bałam się odwrócić by sprawdzić kim jest i jak wygląda. A z tego co zdążyłam się zorientować, jest jakąś bliską mi osobą. Czy nie urażę go swoją reakcją na jego widok? Może pomógłby mi zrozumieć co mi się stało?
       Powoli odwróciłam się i...
       ...zamarłam.

Niklaus Mikaelson

- Klaus. - wypowiedziała ledwie słyszalnie moje imię. Dobrze, że już ją znalazłem, tak bardzo się o nią martwiłem. Tak, właśnie ja. Teraz pozostaje mi jedynie szybko spławić Marcela i nakłonić Skye, by mi zaufała.
- Wszędzie cię szukałem, kochanie. - podszedłem bliżej dziewczyny, jej zdziwienie było ogromne, gdy ująłem jej dłoń - Marcel, przyjacielu. - powiedziałem akcentując ostatnie słowo. Kiedyś był moim przyjacielem, traktowałem go nawet jak własnego syna. Niestety czasy się zmieniły, my się zmieniliśmy, wszystko jest inne. Jednak w tym momencie nie jest to istotne. Pragnę jak najszybciej porwać stąd Skye. - Jak się miewa twoje królestwo? 
- Perfekcyjnie. - odparł śmiejąc się przy tym gorzko - Poza kilkoma trupami, na obrzeżach miasta. - dodał krzyżując ręce na piersi - Mam nadzieję, że nie masz z tym nic wspólnego.
- Jeśli twoi przyjaciele nie wchodzą mi w drogę. - uśmiechnąłem się ironicznie, w dalszym ciągu trzymając dłoń wampirzycy. Jestem pozytywnie zaskoczony, że jeszcze nie uciekła i odwzajemnia uścisk. 
- I niech tak zostanie. - skwitował i zwrócił się do Skye - Miło było znowu cię zobaczyć.
- Ciebie również. - odpowiedziała delikatnie z wyczuwalną niechęcią. Przynajmniej pamięta, że na Marcela trzeba uważać. Pożegnaliśmy się kurtuazyjnie z wampirem, i zostaliśmy sami na środku ulicy, w dalszym ciągu trzymając się za ręce. Czekałem, aż dziewczyna się odezwie. - Jesteś Klaus Mikaelson? - zapytała pewnym chłodnym głosem.
- Tak. - odpowiedziałem bez chwili zastanowienia i już wiedziałem, że nie taką odpowiedź chciała usłyszeć. Wyrywając swoją dłoń uciekła w wampirzym tempie. Nie mogłem pozwolić jej uciec. - Daj mi szansę. - powiedziałem przyciskając dziewczynę do drzewa.
- Szansę? - wydyszała zdezorientowana - Na co? - dodała nieco ostrzej.
- Żebym mógł tobie pomóc. Wszystko wyjaśnić.
- Nie! - krzyknęła próbując wyrywać się z mojego uścisku - Twoja rodzina nie dała mi nic prócz cierpienia! Twój brat zabił moją matkę, przez niego w wypadku zginął mój ojciec, a na koniec zamienił mnie w to! - powiedziała z obrzydzeniem - Powiedz mi dlaczego miałabym zaufać tobie po tym wszystkim co mnie spotkało?! - jej twarz była pełna złości.
- To wszystko jest kłamstwem! - krzyknąłem, przez chwilę zobaczyłem strach w jej oczach. Ginewra dopięła swego, chciała się zemścić na mnie krzywdząc najbliższą mi osobę; muszę znaleźć sposób, aby pomóc Skye. Nie wiem jeszcze w jaki sposób, ale coś wymyślę  - Pozwól, że wytłumaczę tobie to wszystko na spokojnie w domu. -  dodałem opanowany.
- Nigdzie z tobą nie pójdę. - parsknęła - Dopiero co uciekłam z tego więzienia, na pewno tam nie wrócę! 
- Nie byłaś więziona! - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
- Jasne, byłam na wczasach w rezydencji Mikaelson'ów. Jakoś sobie nie przypominam, żebym...
-Wiedźma wymazała ci wspomnienia! - krzyknąłem wypuszczając ją z uścisku.
- Co takiego? Żartujesz, prawda? - spojrzała na mnie przerażona - Powiedz, że żartujesz! - krzyknęła przyciskając mnie do drzewa. Z troską patrzyłem w oczy wampirzycy, tak bardzo chciałbym nie mieć racji. Nie odrywając spojrzenia odsunęła się ode mnie, jakby zaczęła zdawać sobie sprawę, że mówię prawdę. Po chwili jednak podeszła - Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. - zaczęła spokojnie - Chciałabym, żebyś zostawił mnie w spokoju. Nie wchodź mi więcej w drogę, ani ty ani twoja rodzina. - oczy miała pełne złości. 
       Wziąłem głęboki oddech mocno zaciskając zęby, bez namysłu chwyciłem wampirzycę za szyję, skręcając jej kark.
- Przepraszam kochanie, ale nie dałaś mi wyboru. - szepnąłem podnosząc ciało z ziemi.


***
        Położyłem ciało dziewczyny na łóżku, w tym samym pokoju w którym obudziła się dziś rano. Odgarniając kosmyk mahoniowych włosów z jej twarzy, zastanawiałem się co bardziej zabolało, to że mnie nie pamięta czy jej widoczna nienawiść? Nie wiem. Mam jeszcze chwilę zanim się obudzi.
- Wymyślimy coś Nik. - z progu dobiegł mnie głos Rebeki.
- Mam taką nadzieję. - odparłem krótko wychodząc z pokoju, w salonie czekał na mnie Eljiah - Zaczekamy, aż  się obudzi wtedy spróbuję z nią porozmawiać jeszcze raz. 
- Wiem, kto może nam pomóc. - siedział na sofie z księgą naszej matki na kolanach. Przykuł moją uwagę, jednocześnie miałem nadzieję, że to jakiś sensowny pomysł. 
- Zamieniam się w słuch. - odparłem krzyżując ręce - Kim jest ta osoba?
- To Davina.