środa, 13 lipca 2016

ROZDZIAŁ V


"Gdy ktoś kocha różę, której jedyny okaz znajduje się na jednej z milionów gwiazd, wystarczy mu na nie spojrzeć, aby być szczęśliwym.
 Mówi sobie: "Na którejś z nich jest moja róża...""
Antoine de Saint-Exupery, Mały Książę


         Damon stał przy stoliku z alkoholem popijając Burbon, odwróciwszy się w moją stronę uśmiechnął się szelmowsko. Tak, miał satysfakcję z tego do jakiego stanu mnie doprowadził, dumny z tego, że mnie torturuje. Zacisnęłam mocno zęby, zamykając przy tym oczy, nie chcę dłużej patrzyć na swojego oprawcę. Pochyliłam głowę powoli otwierając oczy, przyglądałam się miejscom w które zadał mi rany; prawie nie było po nich śladu, tylko zaschnięta krew i dziury w ubraniu. Do oczu napłynęły mi gorzkie łzy, tak bardzo chcę żeby to się skończyło. Niech mnie zabije, jeśli ma taki zamiar. Słysząc jego kroki zacisnęłam dłonie w pięści. Zły pomysł. W moje nadgarstki wbił się sznur nasączony werbeną, jęknęłam cicho. Siedziałam przywiązana na krześle, sznur oplatał moje ręce i nogi, wbijał się przy najmniejszym ruchu.

       Chwycił mnie za włosy i szarpnął, odchylając głowę do tyłu, bacznie przyglądając się mojej twarzy.

- Zaczniesz mówić? - zapytał - Wiesz, że nie chcę cię skrzywdzić. Po prostu sama się o to prosisz. - dodał głaszcząc delikatnie mój policzek.
- Idź do diabła. - wycedziłam.
- Bądź miła, proszę. - wypuścił z uścisku włosy - Zacznijmy od początku. - usiadł na krześle na przeciw opierając się o oparcie - Kto cię tu przysłał i po co? 
- Powiedziałam już. - westchnęłam ciężko - Moi rodzice nie żyją, mam tu jedyną rodzinę. Przyjechałam, żeby dokończyć ostatnią klasę. - spojrzałam prosto w jego niebieskie oczy - Nie wierzysz mi.- stwierdziłam kręcą głową - Dlaczego mi nie wierzysz? Co jest z tobą nie tak? - krzyknęłam.
- Co jest ze mną nie tak? - parsknął śmiechem - To nie ja mam dziwny wpływ na zachowania wampirów. - powiedział oburzony.
- Poważnie? Jakoś nie mogę skłonić abyś mnie wypuścił. - odpowiedziałam ironicznie, Damon niechętnie skinął głową na znak zgody - To nie ma sensu. - zaczęłam wskazując na skrępowane nadgarstki - Nie wiem czego ode mnie chcesz. Damon...proszę...
- Nad rzeką współczułem tobie, mówię szczerze, co więcej sądzę, że w innych okolicznościach moglibyśmy się zaprzyjaźnić. - powiedział podchodząc do komody, do dłoni wziął drewniany kołek. Czułam jak ostrze wbija się w mój brzuch, z ust wydobył się stłumiony krzyk bólu. Moje oczy znów wypełniły się gorzkimi łzami, nie potrafię być silna, już nie. Jak mam być silna? Jak mam uciec od bólu jaki mi towarzyszy?

 ***

        Moje ciało leżało bezwiednie na krześle, gdy do salonu weszła Bonnie. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Damonem, po czym podeszła do mnie pewnym krokiem. Przez chwilę przyglądałam się jej twarzy, która nie wyrażała żadnych emocji. Nie próbowałam czytać w jej myślach, bo nie dałabym rady, jestem zbyt słaba. Dziewczyna mocno chwyciła moją głowę szepcząc coś w nieznanym mi języku. Czułam jakby przez mój mózg przeszedł prąd, jakby miał się zaraz usmażyć. Bonnie coraz głośniej wypowiadała zaklęcie, chcąc zajrzeć w każdy zakamarek mojego umysłu. Nie miałam sił by z nią walczyć...


***

        Stałam zamyślona przy oknie, czując na sobie spojrzenie Niklausa. Niezmiernie cieszyłam się, że jest teraz ze mną; chciałabym wpaść w jego ramiona i poczuć się bezpieczna. Jednak wszystko w swoim czasie, obecnie nurtuje mnie jedno pytanie i nie omieszkam się go zadać. Spojrzałam ukradkiem na wampira co nie umknęło jego uwadze, odwzajemnił się spoglądając wprost w moje oczy. Poczułam, jak po moim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Odwróciłam się szybko, nie mogłam patrzeć na niego w ten sposób. Nik sądzi, że mnie zauroczył, że go nie pamiętam; nie może dostrzec w moich oczach miłości do niego. 

Wzięłam kilka głębszych oddechów, starając się uspokoić emocje. Chwilę przyglądałam się parze stojącej na parkingu, głośno kłócili się o jakieś głupoty, nie wsłuchiwałam się w to co mówią czy myślą, bo i nie interesowało mnie to. Interesowało mnie zupełnie co innego. Usiadłam pośrodku łóżka krzyżując nogi, włosy zaczesałam za uszy, wyprostowałam plecy i pewnie zapytałam:
- Co robiłeś w domu Salvatorów? - pierwotny uniósł lekko kąciki ust, uwielbiam jego uśmiech, i to w jaki sposób na mnie patrzy. 
- Odwiedziłem starych znajomych. - odpowiedział krótko - Nie rozmawiajmy o mnie, tylko o tobie. - twarz Klausa pochmurniała, a w oczach można było dostrzec troskę - Co ty tam robiłaś? - na samo wspomnienie tego co się tam wydarzyło chciało mi się płakać.
- Przechodziłam tortury. - odpowiedziałam starając się zachować pewność siebie - Współczuję doboru znajomych. - dodałam zgryźliwie. 
- Co on ci zrobił? - zapytał siadając na łóżku na przeciw mnie.
- To nie ma znaczenia. Damon nie żyje. - był tak blisko mnie, a ja nie mogłam się do niego przytulić. 
- Powiedział mi o twoich zdolnościach, czy to prawda? - zapytał najdelikatniej jak tylko potrafił. Nie patrząc na wampira skinęłam głową, nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że nie jest tu ze względu na mnie, lecz na mój dar. To było by okropne. - Spójrz na mnie. - poprosił - Nie zrobię ci krzywdy. - powiedział patrząc mi w oczy - Pomogę ci. Znam wiedźmę, która pomoże ci zapanować nad darem. - mówił z entuzjazmem - Wystarczy, że się zgodzisz.
- Muszę to przemyśleć. - niechętnie wstałam z łóżka zwiększając odległość między nami - Dlaczego to robisz? Inny wampir na twoim miejscu zabił by mnie, albo torturował, ewentualnie próbowałaby wykorzystać mój dar. Więc dlaczego jesteś miły?
- To rozmowa na inny dzień. - odpowiedział ponownie uśmiechając się do mnie tak, jak najbardziej lubię.
- Dlaczego na inny? - ponownie usiadłam na łóżku - Możesz opowiedzieć mi teraz. - uśmiechnęłam się patrząc w jego piękne niebieskie oczy. Chciałabym, żeby nasze rozstanie nigdy nie miało miejsca. Tak bardzo mi go brakowało.



Niklaus Mikaelson

        Porwałem dziewczynę  w ramiona, gdy tylko weszliśmy przez próg wynajętego domku. Przytulając ją mocno do siebie pochłaniałem jej słodki zapach; najcudowniej było czuć, gdy odwzajemniała uścisk starając się przywrzeć do mnie jak najbliżej. Jeszcze większym optymizmem napawała mnie perspektywa wspólnie spędzonego weekendu tylko my dwoje, z dala od wampirzych i wilczych problemów. Skye delikatnie odsunęła się ode mnie szepcząc:

- Cieszę się, że jesteśmy tu razem. - uśmiechnęła się szeroko, jej uśmiech był wspaniały. Ująłem twarz dziewczyny w dłoniach mówiąc, że też się cieszę, po czym delikatnie musnąłem jej usta.
       Uśmiechnąłem się na to wspomnienie, była to jedna ze wspanialszych chwil jakie razem spędziliśmy. Nigdy nie spodziewałem się, że ktoś zawładnie moim sercem tak jak zrobiła to Skye. Nie sądziłem, że jestem skłonny by pokochać kogoś tak mocno, że ktoś stanie się dla mnie najcenniejszym skarbem. 
- O czym myślisz? - zapytała dziewczyna odrywając mnie tym samym od wspomnień. 
- Nie wiesz? - odpowiedziałem kpiąco, po chwili dodając - O tobie. - mina Skyler była wyraźnie zdziwiona, nie spodziewała się takiej odpowiedzi, bo i dlaczego miałaby? Przecież dzięki mnie niczego nie pamięta. Jestem idiotą! - Znaliśmy się długo przed dzisiejszym dniem. - chciała mi przerwać, ale kontynuowałem - Dla twojego dobra zmusiłem cię byś o mnie zapomniała i wyjechała z Nowego Orleanu. - powiedziałem z żalem w głosie patrząc na dziewczynę, jednak jej zdziwienie nie było takie jakiego bym się spodziewał i jej reakcja była dosyć spokojna. 
- Jak widać nie wyszło mi to na dobre. - odpowiedziała zdenerwowana. Poniekąd ma rację, nie przechodziła by przez piekło, gdyby została, gdybym się nią zaopiekował. Te wyrzuty sumienia będą mi towarzyszyły przez całe życie. 

Skyler Fell

       Pierwotny opowiedział mi jedynie odrobinę, nie zdradzając większych szczegółów naszej znajomości. Obawiam się jednak, że jestem gorszą aktorką niż przypuszczałam, zbyt spokojnie zareagowałam na informację o wymazywaniu pamięci. Popatrzyłam na wampira siedzącego w  obskurnym ciemnozielonym fotelu, wiedziałam, że męczą go motele, i wolałby jakiś ekskluzywny hotel, natomiast mnie to w zupełności wystarcza.
- Jestem głodna. - powiedziałam wstając z łóżka - Masz jakiś woreczek? 
- Nie. - odpowiedział krótko - Ale możesz się napić stąd. - wskazał na swój nadgarstek.
- To jest zbyt intymne. - stwierdziłam przypominając sobie jego słowa, które kiedyś mi powiedział - Pasuję. - powiedziałam chłodno kierując się w stronę drzwi. Zatrzymał mnie słodki zapach jego krwi. Odwróciłam się w stronę Klausa - Dobrze. - zgodziłam się delikatnie oblizując dolną wargę. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. 
- Jeśli odpowiesz mi na jedno pytanie. - spojrzał na mnie znacząco wstając z fotela, skinęłam głową zgadzając się - Jakim sposobem nadal mnie pamiętasz? Przecież cię zauroczyłem. - nie spodziewałam się takiego pytania na które nie chciałam odpowiadać, ale głód doskwierał mi coraz bardziej. Wiedziałam również, że w końcu będę musiała się przyznać.
- Na prawdę chcesz wiedzieć? - zapytałam nie oczekując odpowiedzi. Podeszłam bliżej, zmniejszając odległość między nami. Patrząc mu prosto w oczy powiedziałam - Nigdy o tobie nie zapomniałam, Nik. Nigdy nie chciałam o tobie zapomnieć. - czułam napływające do oczu łzy. Niepewnie chwyciłam jego rękę przysuwając nadgarstek do moich ust, delikatnie go nagryzając. Poczułam słodką krew, oparłam się plecami o tors pierwotnego. Czułam jak moje ciało ogarnia przyjemne ciepło, jak moje serce szaleje. Rozkoszowałam się każdą kropelką życiodajnego płynu. Czując jego drugą dłoń na swojej talii, lekko odsunęłam od ust nadgarstek. Nie wiedziałam co zrobić. Miałam ochotę mocno się do niego przytulić i utonąć w jego pocałunku.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Kochani, 
przepraszam, że powyższy rozdział pojawił się tak późno. 
Niestety ze względu na ilość obowiązków, 
jaka na mnie spadła nie byłam w stanie napisać i udostępnić kolejnej części
w terminie takim którym chciałam. Staram się dopracowywać każdy rozdział, tak aby Wam czytało się dobrze i żeby historia płynęła takim trybem jaki obrałam.

Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu.
Każdy pozostawiony komentarz jest dla mnie ogromnym wsparciem
i dawką pozytywnej energii.