czwartek, 19 maja 2016

ROZDZIAŁ IV

   "Przyłapałem się w tej samej chwili na tym, 
że nie zawsze, nie zawsze oczywiście, 
ale czasami, jeśli akurat się śmieję, 
to dlatego, żeby po prostu nie zapłakać..."
- Edward Stachura, "Falujący na wietrze"


Skyler Fell

      Leżałam słaba na zimnej podłodze, nie miałam siły by wstać. Z wielkim trudem obróciłam się na plecy, moim oczom ukazał się mrok. Byłam w jakieś celi, choć nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem. Moje ciało powoli się wysuszało, czułam przytłaczający i palący głód. Nie wiem przez jak długi czas jestem zamknięta, ale w tym momencie liczyła się tylko krew, tak bardzo pragnęłam zaspokoić swoje pragnienie. Próbowałam odciągnąć swoje myśli o głodzie, przymknęłam oczy przypominając sobie wszystkie zdane mi rany. Ponownie poczułam ból, który mi zadawał. Łzy spłynęły po policzkach, spodziewam się, że to nie będzie koniec. Ścisnęłam mocno powieki tak by powstrzymać kolejne łzy. Usłyszałam kroki, resztkami sił oparłam się plecami o ścianę. W drzwiach dostrzegłam Stefana.
- Kiepsko wyglądasz. - powiedział podchodząc do mnie. Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć, wydałam z siebie jedynie płytki jęk - To powinno trochę pomóc. - do szklanki wlał krew z woreczka i pomógł mi się napić.
- Dziękuję. - wyszeptałam oddając puste naczynie, czułam jak moje żyły przestają mnie palić, jak ciało odżywa, choć porcja była mała uśmierzyła ból – Jak długo tu jestem? - zapytałam, czułam jak mój głos drży.
- Tydzień. - spojrzałam wprost w oczy ciemnego blondyna, nie kłamał.
- Tydzień? - powtórzyłam, na co Stefan skinął głową – Meredith musi się martwić. - widziałam żal w jego oczach.
- Przykro mi. - powiedział zaciskając usta w cienką linię.
- Poważnie? Jakoś nie było ci przykro, kiedy Damon mnie torturował. - warknęłam.
- To nie znaczy, że się z nim zgadzam. - ponownie podał mi szklankę z krwią – Różnimy się. Mój brat jest porywczy i impulsywny, nie jest dla niego problemem zabicie człowieka czy wampira. Nie ma...
- To co jeszcze robię tu żywa? - zapytałam przerywając.
- Nie ma wyrzutów sumienia. - dokończył puszczając moje pytanie mimo uszu.
- A ty masz? - zapytałam ironicznie, ale Stefan jakby przestał zwracać na mnie uwagę. Wyglądał jakby nasłuchiwał głosów, poszłam w jego ślady i również wytężyłam słuch. W salonie znajdowały się co najmniej cztery osoby, słyszałam dwa kobiece głosy i dwa męskie. Rozmawiali o... pogodzie? Serio? Ja tu ledwo dyszę a oni rozmawiają o pogodzie? Poczułam ręce Stefana na ramionach, podniósł mnie przyciskając do ściany. Podając mi resztę czerwonego płynu prosił bym była cicho. Dopiłam pozostały płyn.
- Wyprowadzę cię stąd. - spojrzałam zdziwiona na mężczyznę – Mówiłem, różnimy się.
- Stefan! - usłyszeliśmy donośne wołanie Damona – Przyprowadź ją! - popatrzyłam z przerażeniem.
- Oszukałeś mnie. - powiedziałam cofając się.
- Skye, zaufaj mi. - prosił.
- Nie, nie będę przechodziła tego jeszcze raz. - podbiegłam do niego skręcając kark. - Przepraszam. - powoli skierowałam się do wyjścia z piwnicy, obmyślając jednocześnie plan zemsty. Nie zastanawiałam się nad tym czy się uda, chciałam jedynie zemsty. Podbiegłam z wampirzą prędkością do Damona wbijając mu dłoń w klatkę piersiową łapiąc za serce. Widziałam na jego twarzy przerażenie i zdziwienie, nie chciał umierać. Nie obchodziło mnie to jednak, wzbierała we mnie nienawiść. „Zrób to. Nie żałuję tego co ci zrobiłem. Powinienem cię zabić.” pomyślał. Do oczu napłynęły mi łzy – Giń. - szepnęłam wyrywając serce z jego klatki piersiowej. Po chwili usłyszałam głośny rozpaczliwy krzyk dziewczyny.

Klaus Mikelson

        Nie byłem w Mystic Falls od kilku miesięcy, ale patrząc na nie mogę stwierdzić, że nic się nie zmieniło. Miałem nadzieję zobaczyć dziewczynę, której kazałem o mnie zapomnieć. Ciężko zniosłem jej wyjazd, nie sądziłem, że kiedykolwiek ktoś może zawładnąć moim sercem, a na pewno nie tak krucha istota jak ona. Brakuje mi jej. Potrafiła mnie rozbawić, jak nikt inny. Była lekiem na całe zło. 
        Podjechałem pod rezydencję braci Salvatore, podszedłem do drzwi i zadzwoniłem. W progu stanęła Caroline, witając się ze mną chłodno. W salonie Damon stał przy oknie, Elena siedziała na sofie, spięła się na mój widok. 
- Klaus, mój przyjacielu. - powiedział Damon. 
- Przyjacielu? - zapytałem ze śmiechem – Czym zasłużyłem sobie na tak miłe powitanie? - usiadłem na kanapie naprzeciwko Eleny.
- Mamy dziś ładną pogodę . - odpowiedział lekko uśmiechnięty.
- Zaiste, dzień jest piękny. - zgodziłem się.
- Był piękny, dopóki się nie zjawiłeś. - usłyszałem ironiczny głos Caroline.
- Jestem urażony, Caroline. - powiedziałem teatralnie udając dotkniętego.
- Przejdźmy do sedna. - powiedziała stanowczo Elena patrząc na Damona.
- Stefan! Przyprowadź ją! - krzyknął patrząc na mnie znacząco.
- Chcesz mi dać niewolnicę? - zadrwiłem.
- Propozycję. Wymianę.
- Zamieniam się w słuch. - zachęciłem do rozwinięcia.
- Dziewczyna, którą zaraz przyprowadzi mój brat ma szczególny i wyjątkowy dar. Potrafi wpływać na zachowanie ludzi, czarownic, wampirów i czyta im w myślach. Zainteresowany? - skinąłem głową pytając co chce w zamian – Nie skrzywdzisz więcej Eleny.
- Ciekawe, ale muszę się zastanowić co mi się bardziej opłaca. - wstałem kierując się ku wyjściu – Chętnie przekonam się co ta dziewczyna potrafi. Kto z was będzie królikiem doświadczalnym? - zapytałem unosząc kąciki ust. Nie usłyszałem jednak odpowiedzi, gdyż do pokoju wbiegła wampirzyca o długich czerwonych włosach. Stanęła przed Damonem i z nienawiścią wyrwała mu serce, ciało wampira opadło bezwładnie na podłogę. Salon został wypełniony przeraźliwym krzykiem Eleny, ale nie interesowało mnie to. Nie interesowała mnie też śmierć starszego Salvatore, moją uwagę przykuła dziewczyna, która go zabiła. Miała tę samą twarz, którą chciałem dziś zobaczyć. Nie dowierzałem w to, że ją widzę. Patrzyłem prosto w jej piękne zielone oczy i widziałem w nich przerażenie, smutek i nienawiść. Chciałem coś powiedzieć, przywitać się, ale szybko wybiegła nie zwracając na mnie uwagi. Bo dlaczego by miała? Kazałem jej o mnie zapomnieć. Stałem jeszcze chwilę zbierając swoje uczucia, które obudziła we mnie Skye. Muszę ją znaleźć, muszę z nią porozmawiać.

Skyler Fell

        Wbiegłam przerażona do domu, na rękach miałam krew Damona. Zabiłam kogoś. Wyrządził mi tyle krzywdy przez te kilka dni, cała nienawiść wezbrała we mnie i nie potrafiłam nawet tego powstrzymać. Nie chciałam tego powstrzymać. I to jest w tym najstraszniejsze, chciałam go zabić. Pragnęłam jego śmierci. Niestety nie dało mi to ulgi, wręcz przeciwnie czuję się jeszcze podlej. 
        W salonie natknęłam się na Meredith. Nie zdawała się być wzruszona moim wyglądem. Tak jakbym jej wcale nie obchodziła.
- Musisz się wyprowadzić. - powiedziała stanowczo wskazując na stojące w przedpokoju walizki. Nie zauważyłam ich wcześniej – Zrozum. Nie chcę mieszkać z wampirem. - ciągnęła.
- I nie interesuję cię nawet co działo się ze mną przez miniony tydzień? - zapytałam zaskoczona jej postawą.
- Nie. - powiedziała chłodno - Wiedziałam gdzie jesteś. - spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
- Nadal jesteś moją ciotką i na prawdę nie obchodziło cię to co mogą mi zrobić? Że mogłam umrzeć?
- Moja bratanica umarła w dniu, w którym została wampirem. - powiedziała dobitnie tak bym wreszcie zrozumiała, że jestem tu niechciana. - Dla ludzi jesteś zwykłym człowiekiem i teoretycznie za dwa tygodnie skończysz osiemnaście lat, i będziesz musiała zadbać o siebie sama. Nie chcę, żebyś tu dłużej mieszkała.
- Rozumiem. - powiedziałam chwytając rączkę walizki – Tata, by się na to nie zgodził.
- Twój tata nie żyje. - powiedziała twardo – Skye, nasza rodzina walczy z wampirami, a nie staje się nimi. Nikt normalny nie decyduje się zostać potworem.
- Ja zdecydowałam. - powiedziałam pewna siebie – Po tym jak moja matka nasłała na mnie wampirzego mordercę! - krzyknęłam powstrzymując łzy. Widziałam zmieszanie i strach w jej oczach. - Właśnie tak było. - z szuflady komody wyjęłam kluczyki do czerwonego mustanga, którego dostałam na siedemnaste urodziny od taty. Walizki wystawiłam na werandę – Do widzenia. - powiedziałam wychodząc z domu. Nigdy nie powiedziałam Meredith prawdy, bo bardzo lubiła moją mamę i nie sądzę, że uwierzyłaby mi.


***
       Jechałam przed siebie szybko, słuchając głośno muzyki. Nie chciała dopuścić do siebie myśli tego co się stało, tego co zrobiłam, jak potraktowała mnie Meredith. Chciałam znaleźć się gdzieś w bezpiecznym miejscu zwanym domem. Poczułam jak mój żołądek się ścisnął, nie z głodu, lecz z bólu, który nagle przeszył całe moje ciało. Czułam to gdy zginął tata, gdy chciałam popełnić samobójstwo, gdy Nik kazał mi o nim zapomnieć. Niklaus. Wydawało mi się, że go dziś widziałam. Niemożliwe. Co by robił u Salvatorów? Jestem wyczerpana i chyba mam zwidy. To nie był on, tylko moja chora wyobraźnia. Tak bardzo za nim tęsknię, że zaczęłam go sobie wymyślać.
       Zatrzymałam samochód przed jakimś motelem. "Muszę odpocząć" - pomyślałam opierając głowę o kierownicę. Siedziałam tak kilka minut, starając się pozbierać emocjonalnie. Nie mogłam się znowu rozsypać. Nie teraz kiedy jestem sama bez żadnego wsparcia. 
      Palcami rozczesałam włosy i pozostawiłam rozpuszczone. Kurtkę zapięłam, zakrywając tym samym zniszczoną i zakrwawioną bluzkę; w spodniach zrobiłam kilka dodatkowych dziur; dłonie schowałam w czarnych rękawiczkach, które znalazłam w schowku w samochodzie.
    Weszłam  do niewielkiego pomieszczenia, za ladą siedziała młoda ciemnowłosa dziewczyna. Lekceważąco zapytała w czym pomóc, lustrując mnie tym samym z góry w dół. Poprosiłam o pokój na końcu motelu. Nie miałam ochoty na wampirze sztuczki, choć z tym jest o wiele łatwiej. Recepcjonistka wpisała moje dane do systemu, podała mi klucz i wskazała drogę do pokoju. 
- Wszystko dobrze?- zapytała ponownie przyglądając się mojej osobie. 
- Tak. - odpowiedziałam wychodząc.

Klaus Mikelson

- Ale jak to nie przyjdziesz? - usłyszałem głos wbiegającej na balkon dziewczyny - To nie potrwa długo. Sam, obiecałeś. - powiedziała łamiącym się głosem - Koniec? Nie rozumiem. Dlaczego? Sam! Sam! - odsuwając telefon od ucha głośno westchnęła.
- Problem z chłopakiem? - zapytałem dotąd nie zauważony przez blondynkę. Zadrżała na dźwięk mojego głosu - Nie chciałem cię przestraszyć.
- Nie przestraszałeś. - odpowiedziała rozluźniając się - Nie spodziewałam się nikogo tutaj, wszyscy goście są w środku. - dodała.
- Słuszna uwaga. - uśmiechnąłem się lekko - Jednakże, to ty jesteś gwiazdą dzisiejszego wieczoru, więc cieszę się, że mogę spędzić z tobą krótką chwilę. - dostrzegłem delikatny rumieniec na twarzy dziewczyny.
- Niestety nie każdy tak uważa. - wzruszyła ramionami.
- Kłopoty w raju? - zapytałem wskazując na telefon.
- Już nie, tak mi się wydaje. - westchnęła lekko opierając się o barierkę - Chłopak ze mną zerwał.
- Idiota. - roześmiała się przez łzy - Nie wie jaki skarb wypuścił z rąk. - podszedłem bliżej, stając przed dziewczyną, otarłem chusteczką jej łzy - Nie powinnaś płakać, masz piękne oczy.
- Ty też. - odpowiedziała wpatrując się we mnie, słyszałem jak jej serce szalało - Powinnam już pójść. - odsunąwszy się ode mnie podeszła do drzwi - Kim jesteś? - zapytała.
- Przyjacielem. - uśmiechnąłem się serdecznie do dziewczyny, jej twarz wyraźnie się rozpogodziła - Jestem Niklaus.
- Dziękuję Nik, przyjacielu. - odpowiedziała znikając w tłumie gości.

***
         Siedziałem w samochodzie na parkingu patrząc, jak czerwonowłosa dziewczyna idzie w stronę wynajętego pokoju, ciągnąc za sobą dwie walizki. Chciałem podejść, przywitać się, nie mogę sobie jednak na to pozwolić. Nie pamięta mnie i po tym jak zobaczyła mnie w domu Salvatorów nie zaufa mi. "Co oni ci zrobili kochana?" - pomyślałem. Zastanawiające są również słowa Damona o zdolnościach Skye. Czy to prawda? Jednakże to schodziło na dalszy plan, najważniejsze jest teraz jej bezpieczeństwo. Nikt już jej nie skrzywdzi. 
         Pragnąłem poczuć jej bliskość, ponownie spojrzeć w jej cudowne oczy, które pochłaniają mnie bez reszty. Trzymając ją w swych ramionach poczuć słodki zapach jej ciała. Stałem przed drzwiami do pokoju zastanawiając się czy dobrze robię, czy powinienem ponownie zjawiać się w jej życiu? Czy mogę bezkarnie mącić jej w głowie? Nie mogę jej chronić na odległość, co ważniejsze nie chcę tego robić w ten sposób. Chcę stać przy jej boku, bez względu na to czy mnie pamięta. Będę ją zawsze chronił. Otarłem twarz dłonią i zapukałem do drzwi. Usłyszałem cichy głos dziewczyny.
- Kto tam? 
- Przyjaciel. - odpowiedziałem denerwując się coraz bardziej. Nie potrafię przypomnieć sobie kiedy ostatnim razem tak się czułem. Po chwili drzwi do pokoju otworzyły się, a zza nich wyglądała przestraszona dziewczyna.
- Ty masz być moim przyjacielem? - zapytała chłodno - Znam swoich przyjaciół i oni nie bratają się z moimi wrogami. - dodała chowając się za drzwiami - Czego ode mnie chcesz?
- Chcę ci pomóc. - odpowiedziałem tak by czuła, że może mi zaufać chociaż odrobinę. Po chwili wahania uchyliła szerzej drzwi, wpuszczając mnie do środka. 

niedziela, 1 maja 2016

ROZDZIAŁ III

"Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie."
   Paulo Coelho

Skyler Fell:
         Stałam w łazience patrząc na swoje odbicie w lustrze, jasna cera, teraz wydawała się porcelanowa, piżama zwisała jak by za duża o rozmiar, spojrzenie puste, nie było w nim nawet łez. Czułam, że moja nienawiść do siebie samej rośnie, z każdą chwilą coraz bardziej; gorycz, gorycz tego, że faktycznie przeze mnie zginęła osoba, którą tak bardzo kochałam. Która tak bardzo kochała mnie. Przeze mnie, mama, jest teraz złamana bólem i osamotniona. Nie ma już swojego ukochanego. Nie ma też córki, bo dla niej umarłam w dniu wypadku, tak jak tata. Tylko, że za mną nie tęskni. Zacisnęłam dłoń na rękojeści noża i pomyślałam o Niku. Dzwonił niedawno. Wiem, że martwi się o mnie i niechętnie zostawił mnie dziś samą, ale zdaję sobie sprawę, że nie będę miała lepszej okazji do zrealizowania swojego planu. Dzisiaj, albo nigdy. Chociaż tak bardzo jest mi głupio, że w taki sposób muszę rozstać się z nim, nie mówiąc co do niego czuję. Chwyciłam rękojeść w obie dłonie i przyłożyłam zimne ostrze do brzucha, wiedziałam, że nie mogę zwlekać, z całej siły pchnęłam nóż głęboko w swoje wnętrze. Czułam, jak ból przeszywa całe moje ciało. Jak każda maleńka komórka mojego ciała cierpi. Upadłam. Krew opuszczała mój organizm, nie próbowałam jej powstrzymać, niedługo to się skończy. Umrę, już niedługo. Powieki stały się ciężkie, a oddech płytki. Widziałam ciemność, byłam sama w mroku, lecz po chwili w oddali rozbłysło jasne światło. Śmiało kroczyłam w jego kierunku, by przejść przez most i pozwolić mojej duszy odnaleźć spokój.
       Otarłam łzy na to wspomnienie. Zwątpiłam w siebie, czego nie powinnam nigdy zrobić. Niestety nie potrafię zmienić przeszłości, choć bardzo żałuję tego co zrobiłam, ale gdyby nie ten incydent nie byłabym teraz tym kim jestem, a właściwie -  tym czym jestem. 
       Podchodząc do okna wzięłam, z podręcznej lodówki, woreczek z czerwonym płynem. Meredith regularnie mnie zaopatruje, ale nie chciała tego trzymać w swojej lodówce. Usiadłam na parapecie i patrząc w przestrzeń wypiłam krew, która, jak jedzenie ludzi utrzymuje mnie przy życiu. 
- Skyler. - słyszałam delikatny, ale męski głos.
- Eljiah? - wyszeptałam słabo - Co się stało? - spojrzał na mnie przerażony i zły jednocześnie, byłam zdezorientowana i oszołomiona, lecz po chwili przypomniałam sobie co przed momentem zrobiłam.
- Coś ty sobie wyobrażała?! - podniósł głos - Dlaczego to zrobiłaś?! - nie widziałam go jeszcze tak złego. Na co dzień spokojny i opanowany, teraz kipiał ze wściekłości. 
- I tak nie zrozumiesz. - usiadłam rozglądając się po wnętrzu, siedziałam na ogromnym łóżku, które stało po środku dużego pokoju - Gdzie jesteśmy? Jak ja wciąż...?
- Jesteś w naszej rezydencji. Dałem ci swoją krew. - powiedział i skierował się do wyjścia, obrócił się delikatnie - Niklaus jest w drodze powrotnej. - dodał i wyszedł. Nie, to nie możliwe, że opowiedział to wszystko Nikowi, chciałam zaprotestować, ale byłam zbyt słaba i musiałam odpocząć.
        Szybko pokręciłam głową, nagle poczułam ten sam strach co wtedy. Pamiętam, jak bardzo obawiałam się naszej rozmowy.


***
        Starałam zachowywać się normalnie, tak by nie wzbudzać żadnych podejrzeń, choć tak na prawdę byłam mocno roztrzęsiona przez te wspomnienia, które chcąc nie chcąc wywołał Damon. Ale teraz muszę skoncentrować się na szkole i zapomnieć o tym co było, chociaż na chwilę. Przy szafkach spotkałam Caroline, przywitałyśmy się serdecznie. Nie wiem dlaczego polubiłam tą blondynkę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytała szepcząc, spojrzałam na nią zdziwiona, ale po chwili już wszystko było jasne. Zobaczyłam w jej myślach rozmowę z chłopakiem, o imieniu Stefan, mówili o mnie i o moim wampiryzmie - Mi mogłaś powiedzieć. - ciągnęła cicho. Mogłam? Teoretycznie, ale wczoraj nie wiedziałam, że jest wampirem.

- Nie wiem o czym mówisz. - odpowiedziałam wymijająco.
- Wiem, że jesteś wampirem. - ostatnie słowo powiedziała prawie bezgłośnie. 
- Ty też nie powiedziałaś, że nim jesteś. - ucięłam krótko. W tej chwili podeszły do nas dwie dziewczyny, jedna z nich była mojego wzrostu, miała oliwkową cerę, brązowe włosy i oczy, druga zaś była niższa z ciemnymi kręconymi włosami i brązowymi oczami. Caroline przedstawiła nas sobie; wyższa miała na imię Elena, a druga - Bonnie.
- Więc...jesteś tu nowa. - stwierdziła Bonnie, skinęłam głową, patrząc jak męczy się nad kolejnym pytaniem.
- Skąd jesteś? - zapytała Elena przerywając ciszę, która trwała moment.
- Z Nowego Orleanu, w Luizjanie. - odpowiedziałam dumnie, jak na rodowitego nowoorleańczyka przystało. Spojrzałam na dziewczyny patrzące na siebie znacząco, w ich myślach zobaczyłam pierwotną hybrydę. Niklaus. - Coś nie tak? - zapytałam, udając, że nie znam powodu ich zdziwienia. 
- Nie.
- Wszystko dobrze.
- Jest w porządku.
       Odpowiedziały jednocześnie. Nie muszę czytać im w myślach, żeby stwierdzić, że coś kręcą. Nie chciałam jednak o nic pytać.
- Widzimy się na historii. - Caroline szybko zmieniła temat i odeszła z koleżankami. Chwilę później odebrałam telefon, niestety nikt się nie odezwał, słyszałam jedynie oddech osoby, która dzwoniła. 

        Dzisiejszym tematem przewodnim w szkole była impreza w pensjonacie u Salvatorów, nikt o niczym innym nie mówił. Nawet dziewczyny na historii rozmawiały o tym, gdzie Pan Saltzman kilkakrotnie je uciszał. Caroline rzuciła kolorową kartkę na ławkę, rozwinęłam ją - to była ulotka informująca o dzisiejszej imprezie z dopiskiem "Idziesz?". Odwróciłam się w stronę blondynki i pokręciłam przecząco głową. Widziałam, jak robi minę zbitego psa. Wzniosłam oczy ku górze i szepnęłam cicho: "Dobrze". Pomimo wewnętrznego sprzeciwu zdecydowałam, że pójdę na tą imprezę, w końcu kiedyś umiałam się bawić. Czy teraz też będę potrafiła? Tego nie wiem.


***
        Zbliżała się dziewiętnasta, a ja z minuty na minutę coraz bardziej się denerwowałam. Nie wiem dlaczego, to przecież zwykła impreza. Wzięłam głęboki oddech. "Myśl pozytywnie" powiedziałam do siebie. Spojrzałam w lustro, założyłam ciemnoszarą luźną bluzkę, czarne dopasowane legginsy, czarną kurtkę skórzaną, a stopy włożyłam w czarne wysokie botki. Rozpuściłam luźne czerwone loki na ramiona. Wyglądałam nieziemsko. Uśmiechnęłam się do siebie. Głowa do góry, dziś nie będziesz szarą myszką. Dziś jesteś pewna siebie, boska i uwodzicielska. Wychodząc z pokoju usłyszałam dzwonek do drzwi, to pewnie Matt. Caroline, chciała mieć pewność, że na pewno będę. Zeszłam powoli do przedpokoju w którym czekał na mnie średniego wzrostu blondyn. Poznaliśmy się i poszliśmy w stronę jego samochodu. Nie była to super fura, a zwykły czerwony pick up. 
        Gdy dojechaliśmy na miejsce impreza była już rozkręcona. Wprost z drzwi wejściowych weszliśmy do ogromnego salonu, który był sercem całej zabawy. Nie sądziłam, że zjawi się tutaj, tak dużo osób. Podeszliśmy do grupy stojącej w rogu, były tam między innymi Caroline, Elena i Bonnie oraz dwóch chłopaków. Jednego z nich widziałam w myślach Care, miał na imię Stefan, a drugi Tyler. Stef był wampirem, a Ty hybrydą, wyczułam to wyraźnie gdy wymieniliśmy uścisk dłoni. Dlaczego to nie działa za każdym razem? Wyszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Porwała mnie melodia, czułam, że zrzucam z siebie ciężar, który tak długo w sobie nosiłam. Czułam się lekka jak piórko. Nic nie miało znaczenia, cieszyłam się tą chwilą. Muzyka powoli zwolniła, każdy dookoła znalazł sobie partnera/partnerkę, a ja wymknęłam się na taras, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Znalazłem cię. - usłyszałam za sobą znajomy męski głos.
- A w jakim celu mnie szukałeś? - zapytałam odwracając się.
- Porozmawiać. - na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech - Może coś więcej.
- Serio? - uśmiechnęłam się zalotnie idąc pewnym krokiem w stronę Damona - Ty i ja? - zadrwiłam stojąc wprost przed nim, nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów, czułam jego ciepły oddech - Bez urazy. - uśmiechając się wyjęłam z jego dłoni szklankę z bursztynowym płynem, upijając łyk zaczęłam się cofać - Jesteś przystojny, seksowny też, ale nie jesteś w moim typie. - uśmiechnęłam się zadziornie. 
- Szkoda. - rzucił ironicznie - Moglibyśmy być dobrym teamem. - powiedziawszy to szybko zbliżył się do mnie - Nie będzie bolało księżniczko. - poczułam zimną igłę wbijającą się w moją szyję, tracąc przytomność osunęłam się bezwiednie w ramiona Damona.


***
       Usiadłam na łóżku dotykając zakrwawionej koszuli. Nie byłam w stanie pojąć co się stało. Nik stał oparty o ścianę, widziałam wściekłość, smutek i żal w jego oczach. Nerwowo zaciskał dłoń w pięść. 
- Jesteś w trakcie przemiany. - powiedział spokojnie Eljiah.
- Musisz zdecydować czy chcesz być wampirem. - powiedział oschle Nik - Szczerze wątpię, że się zdecydujesz. - ciągnął - Chciałaś się zabić, więc nie wierzę w to, że zechcesz żyć wiecznie, będąc krwiożerczą bestią. - krzyknął przyciskając mnie tym samym do ściany. 
- Niklaus! Zostaw ją! - Eljiah starał się mi pomóc - Zostaw ją! - powtórzył głośniej odrywając Nika ode mnie. 
- Powodzenia. - powiedział wychodząc. 
- Nienawidzi mnie, prawda? - odezwałam się pierwszy raz odkąd się obudziłam. Czułam jak moje oczy napełniają się łzami. 
- Znasz go. Wiesz jaki potrafi być impulsywny. - skinęłam głową, wiedząc, że Eljiah ma rację. Zdaję sobie również sprawę, że szybko nie wybaczy mi mojej próby samobójczej. Nie wiem, czy ja też ją sobie wybaczę. 
- Jak to się stało? - zapytałam - Jak ktoś mógł tu wejść niepostrzeżenie i mnie zabić? - Eljiah westchnął lekko. 
- Twoja matka zawarła pakt z jednym z wampirów. Przenik do naszej społeczności i wykorzystał chwilę w której byłaś sama. - zrobił krótką przerwę - Tak mi przykro. 
- Moja matka? Moja matka. - powtarzałam do siebie, nie dowierzając w to co mówił pierwotny. Spojrzałam na niego mówiąc - Nigdy nie chciałam zostać wampirem. Nie wiem jak i czy poradzę sobie z tym. - mówiłam niepewnie. Teraz zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę nie chcę umierać. Los dał mi kolejną szansę. Nie będzie to życie o którym zawsze marzyłam, ale zrobię wszystko by było dla mnie jak najlepsze. Wzięłam głęboki oddech - Chcę zostać wampirem. - dodałam stanowczo, a na twarzy Eljiaha dostrzegłam delikatny uśmiech.


***
- Wstawaj! - usłyszałam męski głos - No już, grzeczna dziewczynka.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytałam słabym głosem.
- Twojej pomocy. 
- Wolę umrzeć niż tobie pomóc! - warknęłam lekko.
- Nie kuś mnie słońce.