czwartek, 20 października 2016

ROZDZIAŁ VI

"...żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej
 z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, 
ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć."
Jonathan Carroll, Poza ciszą


Skayler Fell

      Niklaus otworzył drzwi samochodu patrząc na mnie wymownie, skrzyżowałam ręce na piersi nie mając zamiaru wsiadać do środka.
- Wolisz tu zostać? - mówił łagodnie, choć jego cierpliwość powoli się kończyła - Znajdą cię, jeśli tu zostaniesz. Stefan na pewno zechce pomścić śmierć brata. - pierwotny zamilkł na chwilę, dając mi czas do namysłu. Wiedziałam, że ma rację, to tylko kwestia czasu kiedy by mnie znaleźli. Sama sobie nie poradzę, a z nim jestem bezpieczna. - Jedziemy? - zapytał, jednak tym razem nie musiał czekać długo na odpowiedź.
- Jedziemy. - odpowiedziałam z niechęcią siadając po stronie pasażera. Klaus usiadł za kierownicą z wyraźnym zadowoleniem - Co z moim samochodem?
- Spokojnie, już się tym zająłem.
- To dobrze. Lubię mój samochód.
- Sądziłem, że to mnie lubisz. - spięłam się słysząc te słowa, choć bardzo chciałam być blisko niego nie potrafiłam się przełamać i ponownie okazać swoje uczucia względem niego. Zwłaszcza, że wczorajszego wieczoru nie wiedząc dlaczego wampir odsunął się ode mnie. Na samo wspomnienie jego słodkiej krwi i tego, że tak bezwstydnie się temu poddałam, na moich policzkach poczułam rumieniec. 
- Dokąd jedziemy? - zapytałam nie reagując na jego słowa.
- Do Atlanty. Później do domu. - powiedział uśmiechając się szeroko.
- Chciałeś powiedzieć do wiedźmy? - spojrzałam na niego z lekką irytacją.
- Już myślałem, że będziesz miła. - pierwotny odpalił silnik samochodu i ruszyliśmy w drogę - Sądziłem, że nie muszę wyjaśniać kwestii twojego bezpieczeństwa. Otóż, moja ko...
- Jak wyobrażasz sobie pomoc tej wiedźmy? Wejdę tam, zrobi hokus-pokus i co? Nie będę miała tego daru? Czy czary-mary i potrafię to kontrolować? 
- Chcesz się tego pozbyć? - zapytał łagodnie. Siedziałam cicho, patrząc na drogę przed nami - Nie wiem, co ona zrobi. Musimy z nią porozmawiać. Wiem, że nie pozwolę by stała się tobie krzywda. Nie wiem dlaczego nie chcesz tego zrozumieć. - nie odezwałam się słowem, było mi głupio, że tak się uniosłam. Nie potrafię jednak inaczej.
- Chcę zachować swój dar. - odezwałam się po dłuższym czasie - Początkowo nie umiałam rozróżnić głosów w czyjejś głowie od faktycznie wypowiedzianych słów. Przytłaczał mnie natłok myśli. Teraz staram się separować je od siebie, lecz nie  zawsze się to udaje. Nie zawsze też mogę przeczytać czyjeś myśli. I nie wiem od czego to jest zależne. - dokończyłam wzruszając ramionami.
- A teraz? - zapytał zaciekawiony - Potrafisz odczytać moje myśli? - wydaje mi się, że Nik wie, jak trudno jest mi ponownie przed nim otworzyć, i choć nie potrafi to stara się być uprzejmy względem mnie. W końcu kiedyś coś nas łączyło. Spojrzałam na mężczyznę, kręcąc przecząco głową - Jestem jednym z najstarszych wampirów, więc jesteśmy odporni. - powiedział lekko rozbawionym głosem próbując rozładować atmosferę.
- Ty jesteś odporny. - powiedziałam głośniej i nieco pewniejszym głosem - Eljiah i Rebekha nie. - zrobiłam krótką pauzę - Stąd wiedziałam, że chciałeś wymazać mi pamięć. - dodałam ze smutkiem. Na twarzy Klausa pojawiło się nieme pytanie, na które moja odpowiedź była natychmiastowa - Nie, nie wiedzą o moim darze. - wampir wyraźnie odetchną z ulgą. 

***

- W tym momencie mamy dostępny jedynie apartament małżeński. - powiedział recepcjonista stojący za ladą. Niklaus uśmiechną się lekko pod nosem, rezerwując pokój na dwie noce. - Niestety apartament będzie dostępny tylko na jedną dobę. - dodał z udawaną przykrością. Pierwotny spojrzał mu prosto w oczy mówiąc:
- Zarezerwujesz dwa noclegi w apartamencie oraz kolację dla dwojga na koszt hotelu. - recepcjonista posłusznie wykonał polecenie. 

- Przyjemniej niż w motelu. - stwierdził rozglądając się po wnętrzu pokoju - Nieprawdaż?
- Tam też było sympatycznie. - uśmiechnęłam się lekko. Podchodząc do okna ujrzałam przepiękną panoramę oświetlonego nocą miasta. 
- Takich widoków  w motelu nie było. - parsknęłam wywracając oczami - Dlaczego się śmiejesz? - podszedł nieco bliżej z miną urażonego. 
- Co kto lubi. - odpowiedziałam krótko, patrząc wprost w jego niebieskie oczy - Ojciec zabierał mnie na konferencje, więc taki widok nie jest dla mnie nowością... - dodałam szybko odrywając spojrzenie. Bałam się, że mogę się w nich zatracić.
- Ale robi na tobie wrażenie. - stwierdził stając tuż za moimi plecami. Czułam jego oddech na sobie, czułam jak moje serce zaczęło przyśpieszać. Tak bardzo chciałam wtulić się w jego ramiona i ponownie poczuć, że ktoś mnie kocha, że komuś na mnie zależy. Pomimo to nie chciałam robić pierwszego kroku.
- Masz jakiś plan jutrzejszego dnia? - zapytałam starając się uspokoić emocje. 
- Nie zaprzątaj sobie tym głowy. - powiedział czule kładąc dłonie na moich ramionach. Moje ciało zesztywniało, nie wiedziałam jak zareagować, co zrobić. Odniosłam wrażenie jakby Niklaus cieszył się, że nie jestem obojętna na jego dotyk. Staliśmy tak przez chwilę w bezruchu napawając się sobą wzajemnie - Skye... - wampir zwrócił się do mnie - ...chciałem... - przerwało mu pukanie. Klaus z nieukrywaną niechęcią podszedł do drzwi w których stał postawny starszy mężczyzna z naszymi bagażami. Portier wniósł walizki do salonu i wyszedł z napiwkiem w kieszeni marynarki. 
- Chciałeś coś powiedzieć? - zapytałam chwytając za walizkę.
- Tak, chciałem przypomnieć, że o 21:00 czeka na nas stolik w restauracji. 
        Przeczuwałam, że chciał powiedzieć coś innego.  
- Będę gotowa. - burknęłam pod nosem i weszłam do łazienki biorąc gorący prysznic.  Przez głowę przechodziło mi milion myśli, ale i tak najchętniej wracałam do ostatniej chwili z Niklausem, na samo wspomnienie cieszyłam się jak dziecko. Wychodząc spod prysznica owinęłam się ciasno ręcznikiem i weszłam do sypialni, usiadłam na wielkim łożu zastanawiając się co założyć. Czterogwiazdkowy hotel, wiedziałam więc, że muszę ubrać się elegancko. Niestety nie zabrałam wszystkich rzeczy z domu ciotki i nie miałam wcześniej czasu ani głowy na sprawdzenie zawartości walizek. Westchnęłam ciężko i zabrałam się za przeglądanie rzeczy. Pierwsze na co trafiłam to czarne szpilki, "Dobry początek" - pomyślałam. Pod kilkoma bluzkami dostrzegłam różową kosmetyczkę, którą natychmiast otworzyłam, były w niej wszystkie niezbędne rzeczy do makijażu. Niestety w dalszym ciągu nie znalazłam żadnej sukienki, po chwili do rąk wpadła mi błękitna luźna koszula i białe spodnie. Podeszłam do lustra w łazience i zrobiłam nieco mocniejszy makijaż. Włosy wysuszyłam i dłońmi ułożyłam naturalne loki. Wchodząc do salonu zorientowałam się, że Klausa nie ma w apartamencie, kątem oka dostrzegłam, leżące na kanapie beżowe,  pudełko a na nim białą kopertę, otworzyłam ją i odczytałam wiadomość: "Czekam na Ciebie. Klaus". Uśmiechnęłam się pod nosem otwierając pudełko, moje oczy rozbłysły na widok znajomej sukienki wyszywanej złotą nitką ze złotymi kryształkami. 
        Przed wyjściem przejrzałam się ostatni raz w lustrze, sukienka miała długi rękaw i wcięcie z tyłu, delikatnie zarzuciłam włosy na bok, odsłaniając tym samym plecy. Przymykając oczy przypomniałam sobie naszą pierwszą randkę, miałam na sobie właśnie tą sukienkę i jedliśmy kolację w podobnej restauracji. Cały Niklaus lubi ekskluzywne wnętrza, jedzenie, samochody i wszystko co jest związane z tym słowem. 

Niklaus Mikaelson

         Piłem szampana w hotelowej restauracji, jednocześnie zastanawiając się nad obecną sytuacją, co powinienem zrobić z dziewczyną? Chcę mieć ją przy sobie, więc odpowiedź wydawałaby się prosta. Natomiast nie jestem pewien czy zaakceptuje moją sytuację, jak na razie nie zamierzam dzielić się z nią swoimi problemami, również chcę o nich zapomnieć, chociażby na moment. Teraz dzięki Skyler jest to możliwe, zawsze dobrze czułem się w jej towarzystwie. Do chwili obecnej nie potrafię zrozumieć, jak stała się dla mnie najważniejszą istotą na ziemi, i jestem wściekły na siebie, że naraziłem ją na niebezpieczeństwo. Zdaję sobie sprawę, że jestem najpotężniejszym nieśmiertelnym potworem na świecie, ale przy niej jestem tylko Klausem Mikaelsonem. 
- O mnie myślisz? - z zamyśleń wyrwał mnie słodki głos Skye, wyglądała olśniewająco.
- Pięknie wyglądasz. - powiedziałem składając pocałunek na jej dłoni. Usiedliśmy na przeciw siebie, a ja nie mogłem pojąc dlaczego tak bardzo się cieszę - Złożyłem już zamówienie. - oznajmiłem szybko - Nie masz nic przeciwko? - dodałem, wampirzyca pokręciła głową. Do naszego stolika podszedł kelner, nalał czerwone wino do kieliszków, a po chwili przyniósł przystawkę. Czułem na sobie przeszywające spojrzenie dziewczyny zdawałem sobie sprawę, że chce mnie o coś zapytać, tylko nie wie jak zacząć.
- Słucham. - powiedziałem zachęcając ją, była nieco zaskoczona.
 Po co naprawdę przyjechałeś do Salvatorów? - zapytała nadal patrząc na mnie - Wiesz może co chcieli ze mną zrobić? - wbiła widelec w łososia - Chyba tyle możesz mi powiedzieć? - dodała patrząc w swoją przystawkę, delikatnie przeżuwając kawałek ryby. Powinienem się domyślić, że nie odpuści i będzie drążyła ten temat.
- Bracia Salvatore mieli jeden wspólny najwyższy priorytet - przerwałem na chwilę by bardziej przykuć jej uwagę - chronić Elenę Gilbert, to było ich najważniejsze zadanie. Teraz został sam Stefan... - spojrzałem znacząco na dziewczynę - ...więc Elena ma o jednego psa obronnego mniej. - zaśmiałem się kpiąco.
- Co Elena ma ze mną wspólnego? - zapytała nie mając pojęcia o czym do niej mówię.
- Elena jest sobowtórem, a ty byłaś ich kartą przetargową. - spojrzała na mnie zdziwiona - Twój dar w zamian za życie Eleny. 
- Przepraszam, ale ja w dalszym ciągu nie rozumiem o co chodzi. Za życie Eleny? - widziałem irytację na twarzy Skaye, przyznam, że nieco mnie to bawiło.
- Wiesz w jaki sposób powstają hybrydy? - zapytałem.
- Wilkołak zamieniony w wampira. - odpowiedziała niechętnie.
- W skrócie, tak. - uśmiechnąłem się lekko - Wilkołak musi wypić moją krew i umrzeć mając ją w swoim układzie krwionośnym. Po przebudzeniu, będąc w trakcie przemiany powinien napić się krwi sobowtóra, czyli naszej słodkiej Eleny. - skończyłem, a na twarzy dziewczyny pojawiały się na przemian zdziwienie i niepokój - Dzięki tobie nie doszło do transakcji. - stwierdziłem z zadowoleniem.
- Traktujesz ją jak worek z krwią? - zapytała oskarżycielsko, na co mój uśmiech z twarzy szybko znikł - Jak możesz? - patrzyła na mnie z wyrzutem. 
- Przypominam, że cię torturowali. - powiedziałem ostro.
- Damon to robił. - powiedziała oschle - Teraz rozumiem co miał na myśli. Sądził, że przyjechałam na twoje zlecenie. - kręciła głową.
- Nie jest moją winą, że cię torturował! - powiedziałem szorstko przez zaciśnięte zęby. W oczach wampirzycy pojawiły się łzy.
- Masz rację, nie twoja. - była bliska płaczu, ale bardzo się powstrzymywała by nie okazać słabości - Dziękuję za kolację. - powiedziała chłodno, odchodząc od  stolika. Nie próbowałem jej zatrzymać, nic by to nie dało.
      Dopiłem lampkę wina i wyszedłem z restauracji. Byłem wściekły, kipiała we mnie złość, musiałem odreagować. Idąc ciemną wąską uliczką dostrzegłem młodą parę, podbiegłem w wampirzym tempie porywając chłopaka w drugi koniec uliczki. Agresywnie wbiłem mu kły w szyję i osuszyłem do ostatniej kropli krwi. Z daleka dobiegał mnie przeraźliwy krzyk jego partnerki.
- Witaj skarbie. - przywitałem się stając z nią twarzą w twarz, na co dziewczyna wzdrygnęła się  - Nie bój się. - powiedziałem delikatnie.
- Kim jesteś? - powiedziała drżącym głosem, bliska płaczu.
- Mam dziś dość płaczących kobiet. - stwierdziłem i patrząc jej w oczy dodałem - Nie płacz. Nie krzycz. - dziewczyna po chwili skinęła głową. 
- Co ze mną zrobisz? - zapytała wciąż drżącym głosem.
- Och, skarbie zamierzam cię zabić. - oznajmiłem czule gładząc jej policzek wierzchem dłoni. 
- Dlaczego? 
- Dlaczego? - powtórzyłem pytanie patrząc na czarnowłosą dziewczynę, która była bardziej zaskoczona wypowiedzianymi słowami ode mnie - Jestem potworem łaknącym krwi i mam problem z dziewczyną, która nie jest już moja. - patrzyła na mnie zdziwiona - To skomplikowane. - dodałem.
- Kochasz ją? - zapytała przedłużając nieco swoje życie. Chwilę się nad tym zastanowiłem i nie byłem pewny odpowiedzi.
- Może kiedyś kochałem. - dziewczyna próbowała powiedzieć coś jeszcze, ale pokazałem by była cicho - Nudzisz mnie. - dodałem i wgryzłem się w jej szyję zachłannie pijąc jej słodką krew, która była o wiele lepsza od jej towarzysza. Po kilku sekundach ciało dziewczyny było martwe, upuściłem ją nie starając się ukryć obydwu trupów. Czułem, że złość i gniew zostały wygłuszone a ich miejsce zajęło przyjemne uczucie euforii. W tym momencie nie obchodziło mnie nic, nie obchodził mnie nikt. Noc była młoda, ruszyłem więc napawać się urokami nocnego życia.

Skayler Fell

        Czułam promienie słońca ogrzewające moją twarz, leżałam z zamkniętymi oczami starając się jeszcze nie wstawać, denerwowałam się wyjazdem do czarownicy, bo nie wiem co zrobi, jeśli w ogóle coś zrobi. Powrót do domu też mnie stresował; dziwnie to brzmi: "do domu", bo tak na prawdę mój dom został sprzedany, tuż po śmierci matki, a nowym miał być ten w Mystic Falls. Niestety tam jestem niechciana i w dalszym ciągu nie mogę znaleźć swojego miejsca na ziemi. Może powrót do Nowego Orleanu nie jest złym pomysłem? I jeszcze Niklaus, tak denerwuję się  przed spojrzeniem mu w twarz i spędzeniem z nim dzisiejszego dnia. Rano zrozumiałam, że poniekąd jestem taka jak inni, oskarżam Nika o całe zło, a tymczasem jest jaki jest i nie zmienię tego, na pewno nie ja. Każdy z nas ma mroczną stronę, pierwotny ma ją po prostu nieco większą. Pamiętam, jak po premierze Jeziora Łabędziego podarował mi ogromny bukiet białych róż, uśmiechnęłam się szeroko na to wspomnienie. Znam go, jest impulsywny i mściwy, ale również  wrażliwy, miły i zabawny. Choć większość poznaje go z tej złej strony, a ja miałam to szczęście poznać każdą z jego stron. 
             Przeciągnęłam się na łóżku, z wielką niechęcią otwierając oczy, usiadłam opierając się o pikowany zagłówek. Przyglądałam się w ścianę stojącą na przeciwko mnie, nic nad zwyczajnego, zwykła gładka biała ściana.
- Witaj kochanie. - dobiegł mnie męski głos, automatycznie rozejrzałam się po sypialni i był tam, siedział wygodnie w fotelu. Jak mogłam go nie dostrzec - Jak się spało? - skinęłam głową.
- Dobrze. - dodałam po chwili. Dziś po jego wczorajszej złości nie było śladu. Przyglądał mi się uważnie, by po chwili usiąść obok mnie na łóżku. 
- Do wczorajszej rozmowy... - próbowałam mu przerwać, aby nie wracał już do tego, ale nie dopuścił mnie do słowa - ... chciałem dodać, że jadąc do Mystic Falls liczyłem na to, że cię spotkam, że uda mi się zamienić z tobą kilka słów. - opuściłam głowę nie patrząc na niego, choć on wbijał we mnie swoje błękitne oczy - Nie wiedziałem, że chodziło o ciebie. - w ustach Klausa to brzmiało, jak przeprosiny, gdyż samego słowa nie używał - Damon opowiedział mi o wampirzycy z rzadko spotykanymi umiejętnościami, wiedział, że mnie to zainteresuje...
- Nik... - przerwałam - Tęskniłam za tobą. - powiedziałam patrząc wprost w jego oczy. Widziałam zaskoczenie na jego twarzy, możemy o tym nie mówić, nawet tego nie okazywać, ale nie jesteśmy wstanie zapomnieć o tym co nas łączyło. 
- Ja też tęskniłem. - przyznał. Nasze twarze powoli zbliżały się do siebie, a między nami  rosło pożądanie. Patrzyłam w jego oczy, widziałam w nich błysk, a jego ciężki oddech otulał mój policzek. Po chwili jednym sprawnym ruchem przyciągnął mnie do siebie, moje serce przyśpieszyło. Czułam, jak jego usta łapczywie przywarły do moich, z każdym muśnięciem coraz mocniej i mocniej. W tej chwili liczyła się tylko nasza bliskość, nic innego nie miało znaczenia.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że powyższy rozdział 
przypadł Wam do gustu, tak bardzo jak mi :)
 Czekam na komentarze,  gdyż każdy jest dla mnie ogromnym 
wsparciem i dawką pozytywnej energii :)

środa, 13 lipca 2016

ROZDZIAŁ V


"Gdy ktoś kocha różę, której jedyny okaz znajduje się na jednej z milionów gwiazd, wystarczy mu na nie spojrzeć, aby być szczęśliwym.
 Mówi sobie: "Na którejś z nich jest moja róża...""
Antoine de Saint-Exupery, Mały Książę


         Damon stał przy stoliku z alkoholem popijając Burbon, odwróciwszy się w moją stronę uśmiechnął się szelmowsko. Tak, miał satysfakcję z tego do jakiego stanu mnie doprowadził, dumny z tego, że mnie torturuje. Zacisnęłam mocno zęby, zamykając przy tym oczy, nie chcę dłużej patrzyć na swojego oprawcę. Pochyliłam głowę powoli otwierając oczy, przyglądałam się miejscom w które zadał mi rany; prawie nie było po nich śladu, tylko zaschnięta krew i dziury w ubraniu. Do oczu napłynęły mi gorzkie łzy, tak bardzo chcę żeby to się skończyło. Niech mnie zabije, jeśli ma taki zamiar. Słysząc jego kroki zacisnęłam dłonie w pięści. Zły pomysł. W moje nadgarstki wbił się sznur nasączony werbeną, jęknęłam cicho. Siedziałam przywiązana na krześle, sznur oplatał moje ręce i nogi, wbijał się przy najmniejszym ruchu.

       Chwycił mnie za włosy i szarpnął, odchylając głowę do tyłu, bacznie przyglądając się mojej twarzy.

- Zaczniesz mówić? - zapytał - Wiesz, że nie chcę cię skrzywdzić. Po prostu sama się o to prosisz. - dodał głaszcząc delikatnie mój policzek.
- Idź do diabła. - wycedziłam.
- Bądź miła, proszę. - wypuścił z uścisku włosy - Zacznijmy od początku. - usiadł na krześle na przeciw opierając się o oparcie - Kto cię tu przysłał i po co? 
- Powiedziałam już. - westchnęłam ciężko - Moi rodzice nie żyją, mam tu jedyną rodzinę. Przyjechałam, żeby dokończyć ostatnią klasę. - spojrzałam prosto w jego niebieskie oczy - Nie wierzysz mi.- stwierdziłam kręcą głową - Dlaczego mi nie wierzysz? Co jest z tobą nie tak? - krzyknęłam.
- Co jest ze mną nie tak? - parsknął śmiechem - To nie ja mam dziwny wpływ na zachowania wampirów. - powiedział oburzony.
- Poważnie? Jakoś nie mogę skłonić abyś mnie wypuścił. - odpowiedziałam ironicznie, Damon niechętnie skinął głową na znak zgody - To nie ma sensu. - zaczęłam wskazując na skrępowane nadgarstki - Nie wiem czego ode mnie chcesz. Damon...proszę...
- Nad rzeką współczułem tobie, mówię szczerze, co więcej sądzę, że w innych okolicznościach moglibyśmy się zaprzyjaźnić. - powiedział podchodząc do komody, do dłoni wziął drewniany kołek. Czułam jak ostrze wbija się w mój brzuch, z ust wydobył się stłumiony krzyk bólu. Moje oczy znów wypełniły się gorzkimi łzami, nie potrafię być silna, już nie. Jak mam być silna? Jak mam uciec od bólu jaki mi towarzyszy?

 ***

        Moje ciało leżało bezwiednie na krześle, gdy do salonu weszła Bonnie. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Damonem, po czym podeszła do mnie pewnym krokiem. Przez chwilę przyglądałam się jej twarzy, która nie wyrażała żadnych emocji. Nie próbowałam czytać w jej myślach, bo nie dałabym rady, jestem zbyt słaba. Dziewczyna mocno chwyciła moją głowę szepcząc coś w nieznanym mi języku. Czułam jakby przez mój mózg przeszedł prąd, jakby miał się zaraz usmażyć. Bonnie coraz głośniej wypowiadała zaklęcie, chcąc zajrzeć w każdy zakamarek mojego umysłu. Nie miałam sił by z nią walczyć...


***

        Stałam zamyślona przy oknie, czując na sobie spojrzenie Niklausa. Niezmiernie cieszyłam się, że jest teraz ze mną; chciałabym wpaść w jego ramiona i poczuć się bezpieczna. Jednak wszystko w swoim czasie, obecnie nurtuje mnie jedno pytanie i nie omieszkam się go zadać. Spojrzałam ukradkiem na wampira co nie umknęło jego uwadze, odwzajemnił się spoglądając wprost w moje oczy. Poczułam, jak po moim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Odwróciłam się szybko, nie mogłam patrzeć na niego w ten sposób. Nik sądzi, że mnie zauroczył, że go nie pamiętam; nie może dostrzec w moich oczach miłości do niego. 

Wzięłam kilka głębszych oddechów, starając się uspokoić emocje. Chwilę przyglądałam się parze stojącej na parkingu, głośno kłócili się o jakieś głupoty, nie wsłuchiwałam się w to co mówią czy myślą, bo i nie interesowało mnie to. Interesowało mnie zupełnie co innego. Usiadłam pośrodku łóżka krzyżując nogi, włosy zaczesałam za uszy, wyprostowałam plecy i pewnie zapytałam:
- Co robiłeś w domu Salvatorów? - pierwotny uniósł lekko kąciki ust, uwielbiam jego uśmiech, i to w jaki sposób na mnie patrzy. 
- Odwiedziłem starych znajomych. - odpowiedział krótko - Nie rozmawiajmy o mnie, tylko o tobie. - twarz Klausa pochmurniała, a w oczach można było dostrzec troskę - Co ty tam robiłaś? - na samo wspomnienie tego co się tam wydarzyło chciało mi się płakać.
- Przechodziłam tortury. - odpowiedziałam starając się zachować pewność siebie - Współczuję doboru znajomych. - dodałam zgryźliwie. 
- Co on ci zrobił? - zapytał siadając na łóżku na przeciw mnie.
- To nie ma znaczenia. Damon nie żyje. - był tak blisko mnie, a ja nie mogłam się do niego przytulić. 
- Powiedział mi o twoich zdolnościach, czy to prawda? - zapytał najdelikatniej jak tylko potrafił. Nie patrząc na wampira skinęłam głową, nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że nie jest tu ze względu na mnie, lecz na mój dar. To było by okropne. - Spójrz na mnie. - poprosił - Nie zrobię ci krzywdy. - powiedział patrząc mi w oczy - Pomogę ci. Znam wiedźmę, która pomoże ci zapanować nad darem. - mówił z entuzjazmem - Wystarczy, że się zgodzisz.
- Muszę to przemyśleć. - niechętnie wstałam z łóżka zwiększając odległość między nami - Dlaczego to robisz? Inny wampir na twoim miejscu zabił by mnie, albo torturował, ewentualnie próbowałaby wykorzystać mój dar. Więc dlaczego jesteś miły?
- To rozmowa na inny dzień. - odpowiedział ponownie uśmiechając się do mnie tak, jak najbardziej lubię.
- Dlaczego na inny? - ponownie usiadłam na łóżku - Możesz opowiedzieć mi teraz. - uśmiechnęłam się patrząc w jego piękne niebieskie oczy. Chciałabym, żeby nasze rozstanie nigdy nie miało miejsca. Tak bardzo mi go brakowało.



Niklaus Mikaelson

        Porwałem dziewczynę  w ramiona, gdy tylko weszliśmy przez próg wynajętego domku. Przytulając ją mocno do siebie pochłaniałem jej słodki zapach; najcudowniej było czuć, gdy odwzajemniała uścisk starając się przywrzeć do mnie jak najbliżej. Jeszcze większym optymizmem napawała mnie perspektywa wspólnie spędzonego weekendu tylko my dwoje, z dala od wampirzych i wilczych problemów. Skye delikatnie odsunęła się ode mnie szepcząc:

- Cieszę się, że jesteśmy tu razem. - uśmiechnęła się szeroko, jej uśmiech był wspaniały. Ująłem twarz dziewczyny w dłoniach mówiąc, że też się cieszę, po czym delikatnie musnąłem jej usta.
       Uśmiechnąłem się na to wspomnienie, była to jedna ze wspanialszych chwil jakie razem spędziliśmy. Nigdy nie spodziewałem się, że ktoś zawładnie moim sercem tak jak zrobiła to Skye. Nie sądziłem, że jestem skłonny by pokochać kogoś tak mocno, że ktoś stanie się dla mnie najcenniejszym skarbem. 
- O czym myślisz? - zapytała dziewczyna odrywając mnie tym samym od wspomnień. 
- Nie wiesz? - odpowiedziałem kpiąco, po chwili dodając - O tobie. - mina Skyler była wyraźnie zdziwiona, nie spodziewała się takiej odpowiedzi, bo i dlaczego miałaby? Przecież dzięki mnie niczego nie pamięta. Jestem idiotą! - Znaliśmy się długo przed dzisiejszym dniem. - chciała mi przerwać, ale kontynuowałem - Dla twojego dobra zmusiłem cię byś o mnie zapomniała i wyjechała z Nowego Orleanu. - powiedziałem z żalem w głosie patrząc na dziewczynę, jednak jej zdziwienie nie było takie jakiego bym się spodziewał i jej reakcja była dosyć spokojna. 
- Jak widać nie wyszło mi to na dobre. - odpowiedziała zdenerwowana. Poniekąd ma rację, nie przechodziła by przez piekło, gdyby została, gdybym się nią zaopiekował. Te wyrzuty sumienia będą mi towarzyszyły przez całe życie. 

Skyler Fell

       Pierwotny opowiedział mi jedynie odrobinę, nie zdradzając większych szczegółów naszej znajomości. Obawiam się jednak, że jestem gorszą aktorką niż przypuszczałam, zbyt spokojnie zareagowałam na informację o wymazywaniu pamięci. Popatrzyłam na wampira siedzącego w  obskurnym ciemnozielonym fotelu, wiedziałam, że męczą go motele, i wolałby jakiś ekskluzywny hotel, natomiast mnie to w zupełności wystarcza.
- Jestem głodna. - powiedziałam wstając z łóżka - Masz jakiś woreczek? 
- Nie. - odpowiedział krótko - Ale możesz się napić stąd. - wskazał na swój nadgarstek.
- To jest zbyt intymne. - stwierdziłam przypominając sobie jego słowa, które kiedyś mi powiedział - Pasuję. - powiedziałam chłodno kierując się w stronę drzwi. Zatrzymał mnie słodki zapach jego krwi. Odwróciłam się w stronę Klausa - Dobrze. - zgodziłam się delikatnie oblizując dolną wargę. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. 
- Jeśli odpowiesz mi na jedno pytanie. - spojrzał na mnie znacząco wstając z fotela, skinęłam głową zgadzając się - Jakim sposobem nadal mnie pamiętasz? Przecież cię zauroczyłem. - nie spodziewałam się takiego pytania na które nie chciałam odpowiadać, ale głód doskwierał mi coraz bardziej. Wiedziałam również, że w końcu będę musiała się przyznać.
- Na prawdę chcesz wiedzieć? - zapytałam nie oczekując odpowiedzi. Podeszłam bliżej, zmniejszając odległość między nami. Patrząc mu prosto w oczy powiedziałam - Nigdy o tobie nie zapomniałam, Nik. Nigdy nie chciałam o tobie zapomnieć. - czułam napływające do oczu łzy. Niepewnie chwyciłam jego rękę przysuwając nadgarstek do moich ust, delikatnie go nagryzając. Poczułam słodką krew, oparłam się plecami o tors pierwotnego. Czułam jak moje ciało ogarnia przyjemne ciepło, jak moje serce szaleje. Rozkoszowałam się każdą kropelką życiodajnego płynu. Czując jego drugą dłoń na swojej talii, lekko odsunęłam od ust nadgarstek. Nie wiedziałam co zrobić. Miałam ochotę mocno się do niego przytulić i utonąć w jego pocałunku.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Kochani, 
przepraszam, że powyższy rozdział pojawił się tak późno. 
Niestety ze względu na ilość obowiązków, 
jaka na mnie spadła nie byłam w stanie napisać i udostępnić kolejnej części
w terminie takim którym chciałam. Staram się dopracowywać każdy rozdział, tak aby Wam czytało się dobrze i żeby historia płynęła takim trybem jaki obrałam.

Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu.
Każdy pozostawiony komentarz jest dla mnie ogromnym wsparciem
i dawką pozytywnej energii.

czwartek, 19 maja 2016

ROZDZIAŁ IV

   "Przyłapałem się w tej samej chwili na tym, 
że nie zawsze, nie zawsze oczywiście, 
ale czasami, jeśli akurat się śmieję, 
to dlatego, żeby po prostu nie zapłakać..."
- Edward Stachura, "Falujący na wietrze"


Skyler Fell

      Leżałam słaba na zimnej podłodze, nie miałam siły by wstać. Z wielkim trudem obróciłam się na plecy, moim oczom ukazał się mrok. Byłam w jakieś celi, choć nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem. Moje ciało powoli się wysuszało, czułam przytłaczający i palący głód. Nie wiem przez jak długi czas jestem zamknięta, ale w tym momencie liczyła się tylko krew, tak bardzo pragnęłam zaspokoić swoje pragnienie. Próbowałam odciągnąć swoje myśli o głodzie, przymknęłam oczy przypominając sobie wszystkie zdane mi rany. Ponownie poczułam ból, który mi zadawał. Łzy spłynęły po policzkach, spodziewam się, że to nie będzie koniec. Ścisnęłam mocno powieki tak by powstrzymać kolejne łzy. Usłyszałam kroki, resztkami sił oparłam się plecami o ścianę. W drzwiach dostrzegłam Stefana.
- Kiepsko wyglądasz. - powiedział podchodząc do mnie. Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć, wydałam z siebie jedynie płytki jęk - To powinno trochę pomóc. - do szklanki wlał krew z woreczka i pomógł mi się napić.
- Dziękuję. - wyszeptałam oddając puste naczynie, czułam jak moje żyły przestają mnie palić, jak ciało odżywa, choć porcja była mała uśmierzyła ból – Jak długo tu jestem? - zapytałam, czułam jak mój głos drży.
- Tydzień. - spojrzałam wprost w oczy ciemnego blondyna, nie kłamał.
- Tydzień? - powtórzyłam, na co Stefan skinął głową – Meredith musi się martwić. - widziałam żal w jego oczach.
- Przykro mi. - powiedział zaciskając usta w cienką linię.
- Poważnie? Jakoś nie było ci przykro, kiedy Damon mnie torturował. - warknęłam.
- To nie znaczy, że się z nim zgadzam. - ponownie podał mi szklankę z krwią – Różnimy się. Mój brat jest porywczy i impulsywny, nie jest dla niego problemem zabicie człowieka czy wampira. Nie ma...
- To co jeszcze robię tu żywa? - zapytałam przerywając.
- Nie ma wyrzutów sumienia. - dokończył puszczając moje pytanie mimo uszu.
- A ty masz? - zapytałam ironicznie, ale Stefan jakby przestał zwracać na mnie uwagę. Wyglądał jakby nasłuchiwał głosów, poszłam w jego ślady i również wytężyłam słuch. W salonie znajdowały się co najmniej cztery osoby, słyszałam dwa kobiece głosy i dwa męskie. Rozmawiali o... pogodzie? Serio? Ja tu ledwo dyszę a oni rozmawiają o pogodzie? Poczułam ręce Stefana na ramionach, podniósł mnie przyciskając do ściany. Podając mi resztę czerwonego płynu prosił bym była cicho. Dopiłam pozostały płyn.
- Wyprowadzę cię stąd. - spojrzałam zdziwiona na mężczyznę – Mówiłem, różnimy się.
- Stefan! - usłyszeliśmy donośne wołanie Damona – Przyprowadź ją! - popatrzyłam z przerażeniem.
- Oszukałeś mnie. - powiedziałam cofając się.
- Skye, zaufaj mi. - prosił.
- Nie, nie będę przechodziła tego jeszcze raz. - podbiegłam do niego skręcając kark. - Przepraszam. - powoli skierowałam się do wyjścia z piwnicy, obmyślając jednocześnie plan zemsty. Nie zastanawiałam się nad tym czy się uda, chciałam jedynie zemsty. Podbiegłam z wampirzą prędkością do Damona wbijając mu dłoń w klatkę piersiową łapiąc za serce. Widziałam na jego twarzy przerażenie i zdziwienie, nie chciał umierać. Nie obchodziło mnie to jednak, wzbierała we mnie nienawiść. „Zrób to. Nie żałuję tego co ci zrobiłem. Powinienem cię zabić.” pomyślał. Do oczu napłynęły mi łzy – Giń. - szepnęłam wyrywając serce z jego klatki piersiowej. Po chwili usłyszałam głośny rozpaczliwy krzyk dziewczyny.

Klaus Mikelson

        Nie byłem w Mystic Falls od kilku miesięcy, ale patrząc na nie mogę stwierdzić, że nic się nie zmieniło. Miałem nadzieję zobaczyć dziewczynę, której kazałem o mnie zapomnieć. Ciężko zniosłem jej wyjazd, nie sądziłem, że kiedykolwiek ktoś może zawładnąć moim sercem, a na pewno nie tak krucha istota jak ona. Brakuje mi jej. Potrafiła mnie rozbawić, jak nikt inny. Była lekiem na całe zło. 
        Podjechałem pod rezydencję braci Salvatore, podszedłem do drzwi i zadzwoniłem. W progu stanęła Caroline, witając się ze mną chłodno. W salonie Damon stał przy oknie, Elena siedziała na sofie, spięła się na mój widok. 
- Klaus, mój przyjacielu. - powiedział Damon. 
- Przyjacielu? - zapytałem ze śmiechem – Czym zasłużyłem sobie na tak miłe powitanie? - usiadłem na kanapie naprzeciwko Eleny.
- Mamy dziś ładną pogodę . - odpowiedział lekko uśmiechnięty.
- Zaiste, dzień jest piękny. - zgodziłem się.
- Był piękny, dopóki się nie zjawiłeś. - usłyszałem ironiczny głos Caroline.
- Jestem urażony, Caroline. - powiedziałem teatralnie udając dotkniętego.
- Przejdźmy do sedna. - powiedziała stanowczo Elena patrząc na Damona.
- Stefan! Przyprowadź ją! - krzyknął patrząc na mnie znacząco.
- Chcesz mi dać niewolnicę? - zadrwiłem.
- Propozycję. Wymianę.
- Zamieniam się w słuch. - zachęciłem do rozwinięcia.
- Dziewczyna, którą zaraz przyprowadzi mój brat ma szczególny i wyjątkowy dar. Potrafi wpływać na zachowanie ludzi, czarownic, wampirów i czyta im w myślach. Zainteresowany? - skinąłem głową pytając co chce w zamian – Nie skrzywdzisz więcej Eleny.
- Ciekawe, ale muszę się zastanowić co mi się bardziej opłaca. - wstałem kierując się ku wyjściu – Chętnie przekonam się co ta dziewczyna potrafi. Kto z was będzie królikiem doświadczalnym? - zapytałem unosząc kąciki ust. Nie usłyszałem jednak odpowiedzi, gdyż do pokoju wbiegła wampirzyca o długich czerwonych włosach. Stanęła przed Damonem i z nienawiścią wyrwała mu serce, ciało wampira opadło bezwładnie na podłogę. Salon został wypełniony przeraźliwym krzykiem Eleny, ale nie interesowało mnie to. Nie interesowała mnie też śmierć starszego Salvatore, moją uwagę przykuła dziewczyna, która go zabiła. Miała tę samą twarz, którą chciałem dziś zobaczyć. Nie dowierzałem w to, że ją widzę. Patrzyłem prosto w jej piękne zielone oczy i widziałem w nich przerażenie, smutek i nienawiść. Chciałem coś powiedzieć, przywitać się, ale szybko wybiegła nie zwracając na mnie uwagi. Bo dlaczego by miała? Kazałem jej o mnie zapomnieć. Stałem jeszcze chwilę zbierając swoje uczucia, które obudziła we mnie Skye. Muszę ją znaleźć, muszę z nią porozmawiać.

Skyler Fell

        Wbiegłam przerażona do domu, na rękach miałam krew Damona. Zabiłam kogoś. Wyrządził mi tyle krzywdy przez te kilka dni, cała nienawiść wezbrała we mnie i nie potrafiłam nawet tego powstrzymać. Nie chciałam tego powstrzymać. I to jest w tym najstraszniejsze, chciałam go zabić. Pragnęłam jego śmierci. Niestety nie dało mi to ulgi, wręcz przeciwnie czuję się jeszcze podlej. 
        W salonie natknęłam się na Meredith. Nie zdawała się być wzruszona moim wyglądem. Tak jakbym jej wcale nie obchodziła.
- Musisz się wyprowadzić. - powiedziała stanowczo wskazując na stojące w przedpokoju walizki. Nie zauważyłam ich wcześniej – Zrozum. Nie chcę mieszkać z wampirem. - ciągnęła.
- I nie interesuję cię nawet co działo się ze mną przez miniony tydzień? - zapytałam zaskoczona jej postawą.
- Nie. - powiedziała chłodno - Wiedziałam gdzie jesteś. - spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
- Nadal jesteś moją ciotką i na prawdę nie obchodziło cię to co mogą mi zrobić? Że mogłam umrzeć?
- Moja bratanica umarła w dniu, w którym została wampirem. - powiedziała dobitnie tak bym wreszcie zrozumiała, że jestem tu niechciana. - Dla ludzi jesteś zwykłym człowiekiem i teoretycznie za dwa tygodnie skończysz osiemnaście lat, i będziesz musiała zadbać o siebie sama. Nie chcę, żebyś tu dłużej mieszkała.
- Rozumiem. - powiedziałam chwytając rączkę walizki – Tata, by się na to nie zgodził.
- Twój tata nie żyje. - powiedziała twardo – Skye, nasza rodzina walczy z wampirami, a nie staje się nimi. Nikt normalny nie decyduje się zostać potworem.
- Ja zdecydowałam. - powiedziałam pewna siebie – Po tym jak moja matka nasłała na mnie wampirzego mordercę! - krzyknęłam powstrzymując łzy. Widziałam zmieszanie i strach w jej oczach. - Właśnie tak było. - z szuflady komody wyjęłam kluczyki do czerwonego mustanga, którego dostałam na siedemnaste urodziny od taty. Walizki wystawiłam na werandę – Do widzenia. - powiedziałam wychodząc z domu. Nigdy nie powiedziałam Meredith prawdy, bo bardzo lubiła moją mamę i nie sądzę, że uwierzyłaby mi.


***
       Jechałam przed siebie szybko, słuchając głośno muzyki. Nie chciała dopuścić do siebie myśli tego co się stało, tego co zrobiłam, jak potraktowała mnie Meredith. Chciałam znaleźć się gdzieś w bezpiecznym miejscu zwanym domem. Poczułam jak mój żołądek się ścisnął, nie z głodu, lecz z bólu, który nagle przeszył całe moje ciało. Czułam to gdy zginął tata, gdy chciałam popełnić samobójstwo, gdy Nik kazał mi o nim zapomnieć. Niklaus. Wydawało mi się, że go dziś widziałam. Niemożliwe. Co by robił u Salvatorów? Jestem wyczerpana i chyba mam zwidy. To nie był on, tylko moja chora wyobraźnia. Tak bardzo za nim tęsknię, że zaczęłam go sobie wymyślać.
       Zatrzymałam samochód przed jakimś motelem. "Muszę odpocząć" - pomyślałam opierając głowę o kierownicę. Siedziałam tak kilka minut, starając się pozbierać emocjonalnie. Nie mogłam się znowu rozsypać. Nie teraz kiedy jestem sama bez żadnego wsparcia. 
      Palcami rozczesałam włosy i pozostawiłam rozpuszczone. Kurtkę zapięłam, zakrywając tym samym zniszczoną i zakrwawioną bluzkę; w spodniach zrobiłam kilka dodatkowych dziur; dłonie schowałam w czarnych rękawiczkach, które znalazłam w schowku w samochodzie.
    Weszłam  do niewielkiego pomieszczenia, za ladą siedziała młoda ciemnowłosa dziewczyna. Lekceważąco zapytała w czym pomóc, lustrując mnie tym samym z góry w dół. Poprosiłam o pokój na końcu motelu. Nie miałam ochoty na wampirze sztuczki, choć z tym jest o wiele łatwiej. Recepcjonistka wpisała moje dane do systemu, podała mi klucz i wskazała drogę do pokoju. 
- Wszystko dobrze?- zapytała ponownie przyglądając się mojej osobie. 
- Tak. - odpowiedziałam wychodząc.

Klaus Mikelson

- Ale jak to nie przyjdziesz? - usłyszałem głos wbiegającej na balkon dziewczyny - To nie potrwa długo. Sam, obiecałeś. - powiedziała łamiącym się głosem - Koniec? Nie rozumiem. Dlaczego? Sam! Sam! - odsuwając telefon od ucha głośno westchnęła.
- Problem z chłopakiem? - zapytałem dotąd nie zauważony przez blondynkę. Zadrżała na dźwięk mojego głosu - Nie chciałem cię przestraszyć.
- Nie przestraszałeś. - odpowiedziała rozluźniając się - Nie spodziewałam się nikogo tutaj, wszyscy goście są w środku. - dodała.
- Słuszna uwaga. - uśmiechnąłem się lekko - Jednakże, to ty jesteś gwiazdą dzisiejszego wieczoru, więc cieszę się, że mogę spędzić z tobą krótką chwilę. - dostrzegłem delikatny rumieniec na twarzy dziewczyny.
- Niestety nie każdy tak uważa. - wzruszyła ramionami.
- Kłopoty w raju? - zapytałem wskazując na telefon.
- Już nie, tak mi się wydaje. - westchnęła lekko opierając się o barierkę - Chłopak ze mną zerwał.
- Idiota. - roześmiała się przez łzy - Nie wie jaki skarb wypuścił z rąk. - podszedłem bliżej, stając przed dziewczyną, otarłem chusteczką jej łzy - Nie powinnaś płakać, masz piękne oczy.
- Ty też. - odpowiedziała wpatrując się we mnie, słyszałem jak jej serce szalało - Powinnam już pójść. - odsunąwszy się ode mnie podeszła do drzwi - Kim jesteś? - zapytała.
- Przyjacielem. - uśmiechnąłem się serdecznie do dziewczyny, jej twarz wyraźnie się rozpogodziła - Jestem Niklaus.
- Dziękuję Nik, przyjacielu. - odpowiedziała znikając w tłumie gości.

***
         Siedziałem w samochodzie na parkingu patrząc, jak czerwonowłosa dziewczyna idzie w stronę wynajętego pokoju, ciągnąc za sobą dwie walizki. Chciałem podejść, przywitać się, nie mogę sobie jednak na to pozwolić. Nie pamięta mnie i po tym jak zobaczyła mnie w domu Salvatorów nie zaufa mi. "Co oni ci zrobili kochana?" - pomyślałem. Zastanawiające są również słowa Damona o zdolnościach Skye. Czy to prawda? Jednakże to schodziło na dalszy plan, najważniejsze jest teraz jej bezpieczeństwo. Nikt już jej nie skrzywdzi. 
         Pragnąłem poczuć jej bliskość, ponownie spojrzeć w jej cudowne oczy, które pochłaniają mnie bez reszty. Trzymając ją w swych ramionach poczuć słodki zapach jej ciała. Stałem przed drzwiami do pokoju zastanawiając się czy dobrze robię, czy powinienem ponownie zjawiać się w jej życiu? Czy mogę bezkarnie mącić jej w głowie? Nie mogę jej chronić na odległość, co ważniejsze nie chcę tego robić w ten sposób. Chcę stać przy jej boku, bez względu na to czy mnie pamięta. Będę ją zawsze chronił. Otarłem twarz dłonią i zapukałem do drzwi. Usłyszałem cichy głos dziewczyny.
- Kto tam? 
- Przyjaciel. - odpowiedziałem denerwując się coraz bardziej. Nie potrafię przypomnieć sobie kiedy ostatnim razem tak się czułem. Po chwili drzwi do pokoju otworzyły się, a zza nich wyglądała przestraszona dziewczyna.
- Ty masz być moim przyjacielem? - zapytała chłodno - Znam swoich przyjaciół i oni nie bratają się z moimi wrogami. - dodała chowając się za drzwiami - Czego ode mnie chcesz?
- Chcę ci pomóc. - odpowiedziałem tak by czuła, że może mi zaufać chociaż odrobinę. Po chwili wahania uchyliła szerzej drzwi, wpuszczając mnie do środka. 

niedziela, 1 maja 2016

ROZDZIAŁ III

"Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie."
   Paulo Coelho

Skyler Fell:
         Stałam w łazience patrząc na swoje odbicie w lustrze, jasna cera, teraz wydawała się porcelanowa, piżama zwisała jak by za duża o rozmiar, spojrzenie puste, nie było w nim nawet łez. Czułam, że moja nienawiść do siebie samej rośnie, z każdą chwilą coraz bardziej; gorycz, gorycz tego, że faktycznie przeze mnie zginęła osoba, którą tak bardzo kochałam. Która tak bardzo kochała mnie. Przeze mnie, mama, jest teraz złamana bólem i osamotniona. Nie ma już swojego ukochanego. Nie ma też córki, bo dla niej umarłam w dniu wypadku, tak jak tata. Tylko, że za mną nie tęskni. Zacisnęłam dłoń na rękojeści noża i pomyślałam o Niku. Dzwonił niedawno. Wiem, że martwi się o mnie i niechętnie zostawił mnie dziś samą, ale zdaję sobie sprawę, że nie będę miała lepszej okazji do zrealizowania swojego planu. Dzisiaj, albo nigdy. Chociaż tak bardzo jest mi głupio, że w taki sposób muszę rozstać się z nim, nie mówiąc co do niego czuję. Chwyciłam rękojeść w obie dłonie i przyłożyłam zimne ostrze do brzucha, wiedziałam, że nie mogę zwlekać, z całej siły pchnęłam nóż głęboko w swoje wnętrze. Czułam, jak ból przeszywa całe moje ciało. Jak każda maleńka komórka mojego ciała cierpi. Upadłam. Krew opuszczała mój organizm, nie próbowałam jej powstrzymać, niedługo to się skończy. Umrę, już niedługo. Powieki stały się ciężkie, a oddech płytki. Widziałam ciemność, byłam sama w mroku, lecz po chwili w oddali rozbłysło jasne światło. Śmiało kroczyłam w jego kierunku, by przejść przez most i pozwolić mojej duszy odnaleźć spokój.
       Otarłam łzy na to wspomnienie. Zwątpiłam w siebie, czego nie powinnam nigdy zrobić. Niestety nie potrafię zmienić przeszłości, choć bardzo żałuję tego co zrobiłam, ale gdyby nie ten incydent nie byłabym teraz tym kim jestem, a właściwie -  tym czym jestem. 
       Podchodząc do okna wzięłam, z podręcznej lodówki, woreczek z czerwonym płynem. Meredith regularnie mnie zaopatruje, ale nie chciała tego trzymać w swojej lodówce. Usiadłam na parapecie i patrząc w przestrzeń wypiłam krew, która, jak jedzenie ludzi utrzymuje mnie przy życiu. 
- Skyler. - słyszałam delikatny, ale męski głos.
- Eljiah? - wyszeptałam słabo - Co się stało? - spojrzał na mnie przerażony i zły jednocześnie, byłam zdezorientowana i oszołomiona, lecz po chwili przypomniałam sobie co przed momentem zrobiłam.
- Coś ty sobie wyobrażała?! - podniósł głos - Dlaczego to zrobiłaś?! - nie widziałam go jeszcze tak złego. Na co dzień spokojny i opanowany, teraz kipiał ze wściekłości. 
- I tak nie zrozumiesz. - usiadłam rozglądając się po wnętrzu, siedziałam na ogromnym łóżku, które stało po środku dużego pokoju - Gdzie jesteśmy? Jak ja wciąż...?
- Jesteś w naszej rezydencji. Dałem ci swoją krew. - powiedział i skierował się do wyjścia, obrócił się delikatnie - Niklaus jest w drodze powrotnej. - dodał i wyszedł. Nie, to nie możliwe, że opowiedział to wszystko Nikowi, chciałam zaprotestować, ale byłam zbyt słaba i musiałam odpocząć.
        Szybko pokręciłam głową, nagle poczułam ten sam strach co wtedy. Pamiętam, jak bardzo obawiałam się naszej rozmowy.


***
        Starałam zachowywać się normalnie, tak by nie wzbudzać żadnych podejrzeń, choć tak na prawdę byłam mocno roztrzęsiona przez te wspomnienia, które chcąc nie chcąc wywołał Damon. Ale teraz muszę skoncentrować się na szkole i zapomnieć o tym co było, chociaż na chwilę. Przy szafkach spotkałam Caroline, przywitałyśmy się serdecznie. Nie wiem dlaczego polubiłam tą blondynkę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytała szepcząc, spojrzałam na nią zdziwiona, ale po chwili już wszystko było jasne. Zobaczyłam w jej myślach rozmowę z chłopakiem, o imieniu Stefan, mówili o mnie i o moim wampiryzmie - Mi mogłaś powiedzieć. - ciągnęła cicho. Mogłam? Teoretycznie, ale wczoraj nie wiedziałam, że jest wampirem.

- Nie wiem o czym mówisz. - odpowiedziałam wymijająco.
- Wiem, że jesteś wampirem. - ostatnie słowo powiedziała prawie bezgłośnie. 
- Ty też nie powiedziałaś, że nim jesteś. - ucięłam krótko. W tej chwili podeszły do nas dwie dziewczyny, jedna z nich była mojego wzrostu, miała oliwkową cerę, brązowe włosy i oczy, druga zaś była niższa z ciemnymi kręconymi włosami i brązowymi oczami. Caroline przedstawiła nas sobie; wyższa miała na imię Elena, a druga - Bonnie.
- Więc...jesteś tu nowa. - stwierdziła Bonnie, skinęłam głową, patrząc jak męczy się nad kolejnym pytaniem.
- Skąd jesteś? - zapytała Elena przerywając ciszę, która trwała moment.
- Z Nowego Orleanu, w Luizjanie. - odpowiedziałam dumnie, jak na rodowitego nowoorleańczyka przystało. Spojrzałam na dziewczyny patrzące na siebie znacząco, w ich myślach zobaczyłam pierwotną hybrydę. Niklaus. - Coś nie tak? - zapytałam, udając, że nie znam powodu ich zdziwienia. 
- Nie.
- Wszystko dobrze.
- Jest w porządku.
       Odpowiedziały jednocześnie. Nie muszę czytać im w myślach, żeby stwierdzić, że coś kręcą. Nie chciałam jednak o nic pytać.
- Widzimy się na historii. - Caroline szybko zmieniła temat i odeszła z koleżankami. Chwilę później odebrałam telefon, niestety nikt się nie odezwał, słyszałam jedynie oddech osoby, która dzwoniła. 

        Dzisiejszym tematem przewodnim w szkole była impreza w pensjonacie u Salvatorów, nikt o niczym innym nie mówił. Nawet dziewczyny na historii rozmawiały o tym, gdzie Pan Saltzman kilkakrotnie je uciszał. Caroline rzuciła kolorową kartkę na ławkę, rozwinęłam ją - to była ulotka informująca o dzisiejszej imprezie z dopiskiem "Idziesz?". Odwróciłam się w stronę blondynki i pokręciłam przecząco głową. Widziałam, jak robi minę zbitego psa. Wzniosłam oczy ku górze i szepnęłam cicho: "Dobrze". Pomimo wewnętrznego sprzeciwu zdecydowałam, że pójdę na tą imprezę, w końcu kiedyś umiałam się bawić. Czy teraz też będę potrafiła? Tego nie wiem.


***
        Zbliżała się dziewiętnasta, a ja z minuty na minutę coraz bardziej się denerwowałam. Nie wiem dlaczego, to przecież zwykła impreza. Wzięłam głęboki oddech. "Myśl pozytywnie" powiedziałam do siebie. Spojrzałam w lustro, założyłam ciemnoszarą luźną bluzkę, czarne dopasowane legginsy, czarną kurtkę skórzaną, a stopy włożyłam w czarne wysokie botki. Rozpuściłam luźne czerwone loki na ramiona. Wyglądałam nieziemsko. Uśmiechnęłam się do siebie. Głowa do góry, dziś nie będziesz szarą myszką. Dziś jesteś pewna siebie, boska i uwodzicielska. Wychodząc z pokoju usłyszałam dzwonek do drzwi, to pewnie Matt. Caroline, chciała mieć pewność, że na pewno będę. Zeszłam powoli do przedpokoju w którym czekał na mnie średniego wzrostu blondyn. Poznaliśmy się i poszliśmy w stronę jego samochodu. Nie była to super fura, a zwykły czerwony pick up. 
        Gdy dojechaliśmy na miejsce impreza była już rozkręcona. Wprost z drzwi wejściowych weszliśmy do ogromnego salonu, który był sercem całej zabawy. Nie sądziłam, że zjawi się tutaj, tak dużo osób. Podeszliśmy do grupy stojącej w rogu, były tam między innymi Caroline, Elena i Bonnie oraz dwóch chłopaków. Jednego z nich widziałam w myślach Care, miał na imię Stefan, a drugi Tyler. Stef był wampirem, a Ty hybrydą, wyczułam to wyraźnie gdy wymieniliśmy uścisk dłoni. Dlaczego to nie działa za każdym razem? Wyszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Porwała mnie melodia, czułam, że zrzucam z siebie ciężar, który tak długo w sobie nosiłam. Czułam się lekka jak piórko. Nic nie miało znaczenia, cieszyłam się tą chwilą. Muzyka powoli zwolniła, każdy dookoła znalazł sobie partnera/partnerkę, a ja wymknęłam się na taras, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Znalazłem cię. - usłyszałam za sobą znajomy męski głos.
- A w jakim celu mnie szukałeś? - zapytałam odwracając się.
- Porozmawiać. - na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech - Może coś więcej.
- Serio? - uśmiechnęłam się zalotnie idąc pewnym krokiem w stronę Damona - Ty i ja? - zadrwiłam stojąc wprost przed nim, nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów, czułam jego ciepły oddech - Bez urazy. - uśmiechając się wyjęłam z jego dłoni szklankę z bursztynowym płynem, upijając łyk zaczęłam się cofać - Jesteś przystojny, seksowny też, ale nie jesteś w moim typie. - uśmiechnęłam się zadziornie. 
- Szkoda. - rzucił ironicznie - Moglibyśmy być dobrym teamem. - powiedziawszy to szybko zbliżył się do mnie - Nie będzie bolało księżniczko. - poczułam zimną igłę wbijającą się w moją szyję, tracąc przytomność osunęłam się bezwiednie w ramiona Damona.


***
       Usiadłam na łóżku dotykając zakrwawionej koszuli. Nie byłam w stanie pojąć co się stało. Nik stał oparty o ścianę, widziałam wściekłość, smutek i żal w jego oczach. Nerwowo zaciskał dłoń w pięść. 
- Jesteś w trakcie przemiany. - powiedział spokojnie Eljiah.
- Musisz zdecydować czy chcesz być wampirem. - powiedział oschle Nik - Szczerze wątpię, że się zdecydujesz. - ciągnął - Chciałaś się zabić, więc nie wierzę w to, że zechcesz żyć wiecznie, będąc krwiożerczą bestią. - krzyknął przyciskając mnie tym samym do ściany. 
- Niklaus! Zostaw ją! - Eljiah starał się mi pomóc - Zostaw ją! - powtórzył głośniej odrywając Nika ode mnie. 
- Powodzenia. - powiedział wychodząc. 
- Nienawidzi mnie, prawda? - odezwałam się pierwszy raz odkąd się obudziłam. Czułam jak moje oczy napełniają się łzami. 
- Znasz go. Wiesz jaki potrafi być impulsywny. - skinęłam głową, wiedząc, że Eljiah ma rację. Zdaję sobie również sprawę, że szybko nie wybaczy mi mojej próby samobójczej. Nie wiem, czy ja też ją sobie wybaczę. 
- Jak to się stało? - zapytałam - Jak ktoś mógł tu wejść niepostrzeżenie i mnie zabić? - Eljiah westchnął lekko. 
- Twoja matka zawarła pakt z jednym z wampirów. Przenik do naszej społeczności i wykorzystał chwilę w której byłaś sama. - zrobił krótką przerwę - Tak mi przykro. 
- Moja matka? Moja matka. - powtarzałam do siebie, nie dowierzając w to co mówił pierwotny. Spojrzałam na niego mówiąc - Nigdy nie chciałam zostać wampirem. Nie wiem jak i czy poradzę sobie z tym. - mówiłam niepewnie. Teraz zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę nie chcę umierać. Los dał mi kolejną szansę. Nie będzie to życie o którym zawsze marzyłam, ale zrobię wszystko by było dla mnie jak najlepsze. Wzięłam głęboki oddech - Chcę zostać wampirem. - dodałam stanowczo, a na twarzy Eljiaha dostrzegłam delikatny uśmiech.


***
- Wstawaj! - usłyszałam męski głos - No już, grzeczna dziewczynka.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytałam słabym głosem.
- Twojej pomocy. 
- Wolę umrzeć niż tobie pomóc! - warknęłam lekko.
- Nie kuś mnie słońce. 

niedziela, 24 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ II

       
"Najwięcej radości sprawia błysk szczęścia w oczach
 kogoś, kto czuje, że mu współczujemy, że go rozumiemy,
 że się interesujemy jego problemami.
W takich chwilach czujemy jakąś delikatną, duchową
więź między nami. Dla takich chwil warto żyć. "
                                                                      Don Marquis



         Poczułam ciarki na swoim ciele, sądziłam, że jestem tu sama. Ładna? Przecież nawet nie widział mojej twarzy.
- Rozmyśla. - odpowiedziałam trochę speszona - Jak zacząć na nowo przystojniaku? - dodałam pewniej - Tak by zapomnieć o przeszłości? I pozbyć się bólu i cierpienia? - usłyszałam głuchą ciszę. 
- Cóż, to akurat jest trudne. - ponownie usłyszałam głos nieznajomego. - Nie da się całkiem zapomnieć o rzeczach złych, to między innymi one kształtują twój charakter i osobowość.
- A co jeśli niszczą cię od środka. - powiedziałam łamiącym się głosem. Słyszałam jak zaczął się zbliżać w moim kierunku.
- Co tak strasznego mogło Cię spotkać? - zapytał siadając obok mnie na kamieniu. Spojrzałam na niego i oniemiałam. Był idealny. Wysoki brunet z niebieskimi oczami z nutą tajemniczości. Czułam jak moje mięśnie się napięły. 
- Na pewno chcesz wiedzieć? - zapytałam drżącym głosem. Skinął głową zachęcając mnie do kontynuowania. Jeszcze nigdy nie mówiłam o tym głośno, nikomu się nie zwierzałam. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że mogę o tym opowiedzieć. I to zupełnie obcemu mężczyźnie, który i tak zapomni o moim istnieniu. Ale może właśnie tego potrzebuję? Może w końcu poczuję ulgę i naprawdę ruszę dalej ze swoim życiem? Odwróciłam wzrok od nieznajomego delikatnie przygryzając wargę. - Kilka miesięcy temu miałam poważny wypadek samochodowy. - zamilkłam na chwilę - Tego dnia długo trenowałam. Przygotowywałam się do ważnego występu. W balecie. - uśmiechnęłam się lekko - Mama chciała, abym tańczyła. - zamilkłam ponownie - Tata odebrał mnie z próby. Jechał szybko. Spieszył się, bo tego dnia była ich rocznica ślubu. Miał spotkać się z mamą w restauracji. Nie... nie wyrobił się na zakręcie i... uderzył... w nadjeżdżający samochód. - zeszłam z kamienia i wzięłam głęboki oddech. Muszę chwilę ochłonąć. Odwróciłam się w stronę mojego rozmówcy. Ubrany był cały na czarno, czarna bluzka, czarne spodnie i buty, nawet skórzana kurtka, dodawało mu to jeszcze więcej tajemniczości – Miałam tylko złamaną nogą. Lekarze mówili, że to cud, że wyszłam z tego cało. Niestety tacie zabrakło tego szczęścia. Zginął na miejscu. - oparłam się o kamień - Matka wpadła w depresję, nie potrafiła się z tego otrząsnąć. Obwiniała mnie o śmierć taty. Cały czas mówiła, że to moja wina. - poczułam jak napływają mi do oczu łzy. - Że to ja powinnam umrzeć.
- To nie była twoja wina. - powiedział czule.
- Teraz to wiem, ale moja matka tak długo obarczała mnie tym, że...zaczęłam w to wierzyć. - ponownie usiadłam na kamieniu - Próbowała mnie zabić. - Zamilkłam, wiedziałam, że nie mogę powiedzieć jednego bardzo istotnego faktu.- Moja własna matka chciała mojej śmierci. Tak bardzo mnie nienawidziła. - czułam, że nieznajomy nie wiedział co powiedzieć, chyba nie spodziewał się takiej historii - Trzy miesiące temu znalazłam ją martwą w domu. Popełniła samobójstwo, bo nie mogła dużej na mnie patrzeć. I tak wylądowałam tutaj, w Mystic Falls. - skończyłam swoją opowieść - Przepraszam. - powiedziałam niepewnie.
- Nie masz za co. - uśmiechnął się do mnie lekko - Jak się teraz czujesz? - zapytał z troską w głosie.
- Lepiej. - westchnęłam lekko - Nikomu o tym nie opowiadałam. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś. Potrzebowałam aby ktoś mnie wysłuchał. - patrzyłam w oczy nieznajomemu, a on to odwzajemnił. - I jak mam zacząć żyć od nowa? - dodałam.
- Nie zaczniesz. - stwierdził krótko. Oderwałam swoje spojrzenie od niego kręcąc głową - Musisz nauczyć się z tym żyć. Rodzice byli ważną częścią twojego życia, tak jak każdego innego. Powinnaś zamknąć ten rozdział. - złapał delikatnie mój podbródek i zwrócił moją twarz ku sobie - Czas zacząć nowy. - uśmiechnął się lekko, a moje ciało przeszły ciarki od jego delikatnego i tak subtelnego dotyku. Czułam jak zatracam się w jego spojrzeniu. Byliśmy tylko my, tylko ja i nieznajomy. 
Damon Salvatore:
     Patrzyłem w jej piękne zielone oczy i czułem jak mój głód przybiera na sile. Mimo, że szczerze jej współczułem nie mogłem zapomnieć o tym po co tu na prawdę przyszedłem. Przycisnąłem dziewczynę z całej siły do drzewa, nie wydawała się być przerażona, patrzyła na mnie ze spokojem. Odgarnąłem włosy z jej szyj i czułem jak wysuwają się moje kły. Chciałem poczuć smak jej krwi. Po chwili to ja zostałem przyciśnięty do drzewa. Byłem zdezorientowany, nie wiedziałem jak mogłem tego nie zauważyć.
- Dziś się nie pożywisz! - powiedziała delikatnie, a ja czułem jak mój głód odchodzi. Jakim cudem? Nie miałem ochoty na krew, nie miałem ochoty na zabijanie. Nie potrafiłem się jej sprzeciwić, byłem oszołomiony. - Idź do domu. - powiedziawszy to  zniknęła. Spoglądałem przed siebie i próbowałem uzmysłowić sobie, co przed momentem się wydarzyło.

***
        Siedziałem w salonie popijając bursztynowy płyn, do tej pory nie jestem świadomy tego co ze mną zrobiła ta czerwonowłosa dziewczyna. W jaki sposób mogła wpłynąć na moje zachowanie? Wiem, jak działa zauroczenie i to nie było to.
- Mamy problem. - powiedziałem do wchodzącego Stefana. 
- Jaki? - spojrzał zdziwiony.
- Poważny i czerwony. - powiedziałem, stojąc na wprost brata - Czas na imprezę. - dodałem po chwili upijając łyk Burbonu.
- Nie bardzo rozumiem. Mamy problem, a ty chcesz organizować imprezę?
- Yuup! - wyjąłem telefon z kieszeni spodni i zadzwoniłem do Eleny, aby pomogła zorganizować imprezę, możliwie jak najszybciej. - Mamy nowego wampira w Mystic Falls. - oznajmiłem wychodząc z domu.

Skyler Fell:

      Wygłupiłam się. Jak mogłam się tak zachować? Nie powinnam ujawniać tego kim jestem. Pierwszy dzień, a ja wszystko zawaliłam. Meredith ostrzegała mnie przed innymi wampirami, nie sądziłam jednak, że spotkam jednego z nich tak szybko. Zwierzyłam się, nie znając go. Jak bardzo nie mądrze postąpiłam. Teraz wie o mnie więcej niż ja o nim. Chodziłam nerwowo po salonie, nie wiedziałam jak miałam się uspokoić. Potrafię wpłynąć na zachowania innych, a nie umiem uspokoić siebie. Co za ironia. Ciocia była na dyżurze w szpitalu, i nie miałam z kim porozmawiać. Tak bardzo chciałabym wrócić do domu. Nienawidzę tego miejsca. Chcę...stąd zniknąć. Podeszłam do barku i wyciągnęłam butelkę whisky, upiłam łyk z butelki. Jednak nieznajomy miał rację, muszę zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Dokładnie tak zrobię. Postanowiłam, że wyjdę z domu i poznam nocne życie Mystic Falls.


   ***
        Weszłam do miejscowego miejscowego baru, ku mojemu zdziwieniu nie było tłoczno, cóż to nie jest Nowy Orlean, że każdy bar jest przepełniony po brzegi nie zważając na dzień tygodnia. Usiadłam przy barze mając nadzieję, że uda mi się zamówić jakiegoś drinka. Podszedł do mnie barman pytając co podać, poprosiłam o whisky. Spojrzał na mnie jakby chciał sprawdzić, czy może spełnić moje życzenie; po chwili postawił przede mną szklaneczkę z bursztynowym płynem. "Tylko ten jeden" - pomyślał. Uśmiechnąwszy się upiłam łyk alkoholu. Obróciłam się na stołku spoglądając na salę, zajęte były dosłownie trzy stoliki; w rogu siedziały przyjaciółki opowiadając o swoich romansach, po środku siedziało małżeństwo w rocznicę ślubu, mężczyzna był zdenerwowany, a kobieta znudzona, oboje chcieli mieć tą kolację za sobą, pod oknem siedziała mała grupka znajomych ze szkoły, chłopaki opowiadali głupie dowcipy, a dziewczyny chichotały. Mimowolnie spojrzałam w stronę drzwi, w których stał mężczyzna. Ten sam który chciał się mną pożywić. Nasze spojrzenia spotkały się, widziałam łobuzerski uśmiech na twarzy nieznajomego. Podszedł i bez pytania usiadł obok mnie przy barze zamawiając burbon. Czułam jak świdruje mnie wzrokiem, chciałam zajrzeć do jego umysłu, ale coś mnie blokowało. Nie mogłam przedrzeć  się przez zaporę, którą postawił.
- Jak się czujesz? - zapytał po chwili, obróciłam się lekko w jego stronę upewniając się, że pytane było skierowane do mnie.
- Serio cię to obchodzi? - zapytałam gorzko. 
- Nie. - odpowiedział chłodno - Opowiedziałaś mi swoją historię i chciałbym wiedzieć jak czujesz się z tym, że najprawdopodobniej zrobiłaś źle?
- Błędy są po to by je popełniać. - nie przyznam się do swojego błędu, nie jemu, nie mam zamiaru użalać się nad sobą. Wzruszyłam ramionami i upiłam łyk whisky. - Ty nie popełniasz błędów?
- Więcej niż ci się wydaje. - uśmiechnął się lekko. Odrobinę się rozluźniłam.
- Jestem Skyler. - przedstawiłam się wyciągając dłoń do wampira. Spojrzał na mnie potem na dłoń i odwzajemniając uścisk przedstawił się. 
        Nie wiedziałam dlaczego z nim rozmawiam, po co ciągnę ten idiotyczny dialog, który do niczego nie prowadzi. Czułam, że coś kombinuję tylko niestety nie mogłam odgadnąć co. Wtem przypomniałam sobie istotną sentencję "Przyjaciół trzeba mieć blisko, ale wrogów jeszcze bliżej". Może i nie mogę dostać się do jego głowy, ale jestem dziewczyną, rzadko który facet opiera się urokowi. Większość z nich lubi flirtować. Dopiłam swój alkohol i poprosiłam barmana o następnego drinka.
- Masz dowód? - zapytał.
- Wcześniej nie potrzebowałeś. - dogryzłam wskazując na pustą szklankę, barman spojrzał na mnie spod byka brązowymi oczami, był zły za to co powiedziałam. - Dziękuję. -powiedziałam serdecznie, gdy postawił przede mną pełną szklankę, od razu upiłam łyk. - I tobie również dziękuję. - skierowałam swoje spojrzenie na Damona.
- Mnie? - zapytał zdziwiony. 
- Tak, tobie. - uśmiechnęłam się uwodzicielsko - Natchnąłeś mnie do zmiany. - uniosłam szklaneczkę do góry - Za nowy start. - powiedziałam stukając jego szklankę swoją i wypiłam do dna. Wiedziałam, że mi się przygląda. Czyli plan działa. Uśmiechnęłam się szeroko na tę myśl. Spojrzałam na telefon by sprawdzić godzinę, jest już po północy, a w barze zostaliśmy tylko my. Głośno westchnęłam - Muszę już iść. - powiedziałam wstając ze stołka, umyślnie potknęłam się mając nadzieję, że robienie z siebie idiotki nie poszło na marne. Damon w porę mnie złapał, ratując tym samym od upadku. 
- Odwiozę cię. - stwierdził stanowczo mocno mnie do siebie przyciskając. Po chwili siedzieliśmy w jego niebieskim Chevrolecie Camaro - Mogę cię o coś zapytać? - spojrzałam zdziwiona, ale skinęłam głową zgadzając się. - Nie opowiedziałaś w jaki sposób zostałaś wampirem?