niedziela, 11 lutego 2018

ROZDZIAŁ X


"Miłość wszystko zwycięża i my ulegamy miłości.
Omnia vincit Amor; et nos cedamus Amori. (łac.)"
Wergiliusz



Niklaus Mikaelson

        Wbiegłem do drewnianego domku, na podłodze w salonie leżała nieprzytomna Skye.
- Co jej zrobiłaś?! - krzyknąłem ściskając Ginewrę za szyję.
- To co chciałeś. - wydukała - Nikt już jej nie pomoże. - uśmiechnęła się szyderczo.
- Napraw to! - krzyknąłem mocniej ściskając wiedźmę za gardło.
- Ani ja, ani żadna czarownica nie zdejmie zaklęcia. Musisz się z tym pogodzić. - zadrwiła.
        Nie zastanawiając się skręciłem Ginewrze kark, ciało opadło bezwiednie na podłogę. Podszedłem do wampirzycy, wierzchem dłoni gładziłem jej policzek. Miałem się tobą opiekować, a nie narażać na kolejne niebezpieczeństwo. 
- Przepraszam. - wyszeptałem unosząc wciąż nieprzytomne ciało Skye i wyszedłem zostawiając dom czarownicy daleko za sobą.
       Obudziłem się z przyspieszonym oddechem, moje serce kołatało jak szalone na wspomnienie tamtego dnia. Wiem, że to co spotkało Skye jest moją winą. Sam chciałem, aby o mnie zapomniała, a Ginewra... Spojrzałem na budzik stojący na szafce nocnej, była szósta rano. Poszedłem pod prysznic, chciałem aby gorąca woda obmyła mnie z poczucia winy, tak bardzo chciałbym cofnąć czas. Niestety na to jest za późno, jedyne co mi pozostaje to ciągła walka z teraźniejszością i błędami przeszłości.
          Wychodząc z łazienki dobiegł mnie hałas z parteru. Szybko ubrałem jeansy, bluzkę z długim rękawem i  zbiegłem boso do kuchni. Pomiędzy wyspą a lodówką stała Skye, wampirzyca notowała coś w zeszycie, a tuż obok leżały dwie puste torebki po krwi. 
- Cześć. - przywitałem się.
- Cześć. - odpowiedziała wyraźnie speszona moją obecnością, odruchowo schowała zeszyt do torby i wyrzuciła torebki do kosza. Zdawałem sobie sprawę, że po naszej wczorajszej rozmowie nie będzie miała ochoty na konwersację ze mną.
- Jak się czujesz? - zapytałem, by po chwili skarcić się za to w myślach. Potrafię zabić, bez wyrzutów sumienia, a przy niej czuję się jak zwykły śmiertelnik. Jak to jest w ogóle możliwe?
- Dobrze. - odpowiedziała krótko, siadając na hokerze posłała mi przelotny uśmiech. Wtedy dotarło do mnie, że moje uczucie do wampirzycy jest wciąż tak silne, a może silniejsze. Tak, na pewno silniejsze. Podszedłem do Skye ujmując jej twarz w dłonie, patrzyła na mnie piękną zielenią swych oczu. Przyglądałem się, z zachwytem, miłości mojego życia...Czy to nie są wielkie słowa? Są, ale dla Skye warto. Skradła moje serce w dniu kiedy pierwszy raz ją ujrzałem, miała na sobie długą białą sukienkę, wirowała w tańcu na corocznej paradzie. Była wtedy taka beztroska, szczęśliwa. Włosy spięte miała w luźny warkocz, a w nie wpięte świeże kwiaty. Właśnie. Włosy. Ująłem pukiel palcami, jak mogłem nie zauważyć?
- Dobra decyzja. - stwierdziłem z uśmiechem.
- Też tak sądzę. - odwzajemniła uśmiech, a jej oczy zabłyszczały. Chciałem pocałować wampirzycę, lecz w ostatnim momencie powstrzymałem się. Chciałem, aby pamiętała to co było między nami, chcę aby to była jej decyzja.
        W tym samym momencie podjąłem decyzję, przed, którą broniłem się przez długi czas. Muszę przynajmniej spróbować, może okaże się, że Ginewra blefowała...


***
       Zaczekałem, aż Skye wyjdzie z domu, chociaż najchętniej zatrzymałbym ją przy sobie i nigdzie nie pozwolił wyjść. Nie mogę być tak samolubny, nie przy niej. Usiadłem na sofie, w salonie.
- Przystaję na twoją propozycję. - Eljiah uniósł głowę z nad książki i spojrzał na mnie zaintrygowany. 
- Na co dokładniej? - dopytał.
- Davina. - odpowiedziałem krótko przykuwając jego uwagę.
- Widzę, że przemyślałeś sprawę i zdałeś sobie sprawę z jej powagi. - uśmiechnąłem się lekko - Cieszę się, że w końcu podjąłeś tę decyzję.
- Próbowaliśmy wszystkiego, oprócz Daviny. Wiem, że jest potężną wiedźmą i jeżeli ona nie zdejmie zaklęcia to nikt inny tego nie zrobi. - odparłem chcąc ukryć smutek w moim głosie, nie mogę okazywać słabości.
- Co z jej darem? - zapytał znienacka - Wspominała coś o tym? Mówiłeś Skye?
- Nie wiem, nic nie mówiła. - nie zaprzątałem sobie tym głowy, może jednak powinienem? Po chwili Eljiah wstał z fotela, poprawił garnitur i skierował się do wyjścia.
- Dokąd idziesz? - zapytałem.
- Zawrzeć układ. - zatrzymał się w progu salonu patrząc na mnie zapytał - Idziesz?

Skyer Fall


Drogi pamiętniku,

To co wydarzyło się dziś rano, było niesamowite. Czułam się wspaniale, gdy patrzył na mnie, gdy jego usta...były tak blisko moich...Dlaczego nie mogę myśleć o czymś innym? Tylko o Klausie? Powinnam skoncentrować się na prowadzonych lekcjach, a nie na... cudownych ustach Pierwotnego. Skye! Ogarnij się! 
       Odłożyłam pamiętnik do torby, patrząc na grających na boisku chłopaków i wtórujące im dziewczęta, przyznam, że patrzę się na nich z zazdrością. Tak, właśnie zazdrością. Zazdroszczę im tej beztroski, tego, że nie mają świadomości, że wokół nich krążą istoty uważane za mit, za fikcję filmową,  jednak nie. Wampiry, wilkołaki i czarownice istnieją naprawdę, a ja jestem jedną z nich. Tą która nie powinna istnieć.
- Który ci się podoba? - usłyszałam znajomy głos.
- Żaden. - parsknęłam.
- A zapomniałem o Klausie. Przepraszam. - próbowałam spiorunować go spojrzeniem - Widziałem, jak na niego patrzysz. - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Jesteś zazdrosny? - zażartowałam.
- Żebyś wiedziała. - odparł zbyt poważnie.
- Powiesz mi w końcu kim jesteś? - spojrzałam na niego błagalnie - I co chcesz ode mnie? 

- Wszystko w swoim czasie. - powiedział i  znikł. Zawsze mi to robi. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i skierowałam się do budynku na ostatnią lekcję. 

***
      Po zajęciach zaszłam do kawiarni po kawę, chcąc zachować swoje dawne zwyczaje, przynajmniej te, które pamiętam. Usiadłam w rogu sali, wyjęłam pamiętnik, aby dopisać kilka słów.
          Przy stoliku obok siedziały dwie matki z córkami, które rozmawiały o zbliżającym się Halloween.
- A ja będę Królewną Śnieżką. - powiedziała z entuzjazmem jedna z nich.
- Głupia jesteś, przecież to nie jest straszne. - odparła druga. 
- Mary. - upomniała ją mama.
- Ale to prawda! Śnieżka nie jest straszna.
- Przebranie nie musi być straszne. - dodała mama Mary - Nie każda dziewczynka musi przebrać się za wampira, jak ty sobie to wymyśliłaś. - na chwilę zmroziło moją krew słysząc słowo "wampir". 
- Wampiry są fajne! - krzyknęła obruszona Mary, jej mama uśmiechnęła się lekko zaczesując kosmyk jej włosów za ucho. 
- Ale twoich wampirów nikt nie uratuje, a moją Śnieżkę tak.
- Ciekawe kto? Wilkołak? - zakpiła Mary.
- Nie! Książę! - Mary patrzyła niedowierzająco - Tak pocałuje ją i zdejmie zaklęcie złej czarownicy! - mówiła pewnie - Pocałunek prawdziwej miłości zwycięży wszystko.
        Jakby mnie olśniło, uśmiechnęłam się szeroko do siebie. Czyżby naprawdę to było takie banalne? Czy ta historia z bajki może być prawdą? Tego nie wiem, ale warto spróbować. Wybiegłam pośpiesznie z kawiarni wpadając na jakiegoś mężczyznę, po chwili okazało się, że jest nim pierwotny.
- Wiedziałem, że tu cię znajdę. - powiedział zadowolony.
- Klaus?! Musimy porozmawiać. - zaczęłam szybko.
- Znalazłem rozwiązanie. - ujął moją twarz w dłonie - To ostatnia możliwość.
- Jaka?!
    Nie powiedział nic, chwycił moją dłoń i zaprowadził do samochodu. W drodze próbowałam dowiedzieć się co takiego chciał mi powiedzieć przez stwierdzenie: "Znalazłem rozwiązanie", ale niewiele mówił. W tym momencie żałowałam, że nie umiem czytać w myślach.
       Zaparkował przy starych magazynach. Spojrzałam zaskoczona na Klausa, jego entuzjazm gdzieś uleciał i znowu stał się tym złym pierwotnym. Wychodząc z samochodu dostrzegłam zbliżającego się Marcela, a tuż za nim niewysoką młodą dziewczynę. Co on tu robi? Kim ona jest? Co wymyślił Klaus? 
- Klaus?! - spojrzałam na niego pytająco - Co my tu robimy?
- Zaufaj mi. - odparł patrząc mi prosto w oczy.
       Dziewczyna stała przede mną pewna siebie, uśmiechając się lekko powiedziała:
- Będzie bolało.
        Nie kłamała. Bolało. Próbowała złamać zaklęcie, ale wiem, że jej się nie uda, bo rozwiązanie jest inne. Bezbolesne i przyjemne. Opadając na kolana z mojego gardła wyrwał się przeraźliwy krzyk, pełen bólu i cierpienia. Nie mogłam nad tym zapanować, tak bardzo chciałam, aby przestała. Pomyślałam o mojej matce, nie wiem dlaczego akurat o niej, pamiętam jej cierpienie po stracie taty, nienawiść do mnie. Dlaczego to do mnie wraca? Cmentarz, jestem nad jej grobem, czytam napis na nagrobku "Celine Claire, Kochająca Siostra, Matka i Żona" podnoszę wzrok wyżej i widzę czarownicę, tą która zmusza mnie do cierpienia, nasze spojrzenia się spotkały, a ból odszedł. Po chwili wróciłam do siebie. Nie rozumiem co się stało. Niepewnie podniosłam wzrok na wiedźmę, stała w tym samym miejscu, ale nieco zmieniona. Uśmiech, który jej towarzyszył znikł, tak jak pewność siebie. Słyszałam jej przyśpieszone bicie serca, a na twarzy czarownicy zagościło zdezorientowanie i strach. 
- Davina! - Marcel podszedł do dziewczyny, kładąc dłoń na jej ramieniu - Wszystko w porządku?
Podniosłam się z kolan, ocierając łzy. Przy moim boku szybko znalazł się Klaus.
- Tak. - odparła brunetka do Marcela - Nie pomogę. - powiedziała drżącym głosem - Zaklęcie... jest zbyt skomplikowane, silne. Musiała je rzucić potężna czarownica. - dodała pośpiesznie, patrząc na mnie niepewnie.
- Jak to jej nie pomożesz?! - wyrwał się Klaus, prawie rzucając się na dziewczynę, w obronie której stanął Marcel - Mieliśmy układ! - krzyknął - Davina miała pomóc Skye! - ponownie krzyknął.

- Spokojnie. Robiła co mogła. Słyszałeś, zaklęcie jest zbyt silne, nie możemy zrobić nic więcej. - wampir próbował załagodzić sytuację, ale byłam niemal przekonana, że tylko pogarsza sprawę. Stanęłam między wampirami.
- Znajdziemy inny sposób. - powiedziałam spokojnie patrząc pierwotnemu prosto w oczy.
- Nie rozumiesz?! - czułam pogardę w jego głosie - Davina była ostatnią deską ratunku dla ciebie, tylko ona mogła...złamać zaklęcie.
- Widocznie przeceniłeś jej możliwości. Trudno będę musiała jakoś żyć z tą luką w pamięci.
- Ja nie zamierzam. - odparł.
- Słucham? - zapytałam, chociaż doskonale usłyszałam co powiedział - Tak bardzo przeszkadza tobie, że nie jestem tą samą dziewczyną, którą znałeś? Nawet jeśli wróci mi pamięć już nigdy nią nie będę! - czułam napływające do oczu łzy. Klaus stał niewzruszony moimi słowami i nie ukrywam rozczarowało mnie to. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i odeszłam w wampirzym tempie. 

***
        Wbiegłam z impetem do domu Mikaelsonów, podeszłam do stolika z burbonem i nalałam do szklanki, wypijając zawartość jednym duszkiem. 
- Coś poszło nie tak? - usłyszałam głos Eljiah, siedział w fotelu.
- Plan Klausa nie powiódł się. - odparłam ironicznie, dolewając sobie alkoholu.
- Marcel nie wywiązał się z układu? Powiedz co się stało?
- Marcel jest okay, to Davina okazała się za słaba. Nie poradziła sobie z zaklęciem. - upiłam łyk burbonu - Poważnie kochałam Klausa? - mówiłam dalej zdenerwowana - Chyba byłam jakąś totalną idiotką!
- Ginewra była potężną wiedźmą, mogliśmy wziąć pod uwagę to, że młoda czarownica sobie z tym nie poradzi. - spojrzał na mnie łagodnie - Znajdziemy inny sposób.
- To samo mu powiedziałam! - krzyknęłam dopijając bursztynowy płyn.
- Tak, na twoje pierwsze pytanie i nie na drugie. - uśmiechnął się do mnie lekko - Mnie też czasami trudno nad nim nadążyć i zrozumieć jego słowa i często postępowanie, ale jestem pewny tego, że Niklaus cię kocha. - powiedział ciepło, a mi przez chwilę zrobiło się strasznie głupio, ale tylko przez chwilę bo w salonie nagle zjawił się Klaus. Patrzył na mnie zaniepokojony, nie zamierzałam jednak podejmować rozmowy. Nie odezwałam się do niego słowem, wzięłam szklankę i butelkę z burbonem, po czym poszłam do swojego pokoju.
             Usiadłam na parapecie, po raz kolejny uzupełniłam szklankę burbonem, upiłam łyk, ale smak już nie był taki sam, jak przed kilkoma minutami. Chciałam wyciągnąć pamiętnik z torby, ale torbę zostawiłam w samochodzie Klausa. A propos Klausa, jestem niemal przekonana, że będzie szukał rozwiązania tego problemu, tak coraz bardziej wydaje mi się, że uważa moją częściową amnezję  za problem. Nie wiem jak długo uda mi się to znosić. Dzisiejszego poranka odniosłam wrażenie, że zależy mu na mnie, bez względu na to czy pamiętam co między nami było czy nie.  Że chce mnie taką jaka jestem. Widocznie myliłam się. Tylko dlaczego to mnie tak boli? Nie rozumiem. Może jednak powinnam z nim porozmawiać? Tak na spokojnie? Genialny plan, porozmawiam z nim jutro rano. Ale ze mnie tchórz!? Nie po prostu chcę zaczekać aż opadną emocje. Pokręciłam głową i wzięłam łyk burbonu. 
- Serio musisz tak o nim myśleć? - usłyszałam głos Franka.
- Serio musisz być taki ciekawski? - odgryzłam się.
- Coraz bardziej cię lubię. - parsknęłam - Gardzisz moimi uczuciami?
- Frank jesteś martwy. 
- Właściwie ty też. 
- Racja. - przytaknęłam - Co dziś robiłeś? Straszyłeś jakieś niegrzeczne dzieci? Nawiedzałeś jakiś dom? Czy co tam duchy robią?
- Ha, zabawne. Nawiedzam jedynie ciebie. - uśmiechnął się szelmowsko na moje niedowierzające spojrzenie - Poważnie myślisz, że straszyłbym dzieci? - popatrzył na mnie urażony.
- Nie wyglądasz na takiego, który lubi dzieci. - parsknęłam.
- Powiedz mi więc na jakiego wyglądam. - skrzyżował ręce na piersi oczekując ode mnie odpowiedzi.
- Więc wyglądasz na pewnego siebie aroganckiego wampira, który nie potrafi okazywać uczuć i uchodzi za twardziela.
- Auć! - udał dotkniętego - Mogłaś być milsza.
- Tylko po co? - spojrzałam przez okno, dzień powoli się kończył, by ustąpić miejsca nocy - Nie powiesz mi nic?
- Nie. Chociaż właściwie. - w jego oczach dostrzegłam niepokój - Przez ten czas zdążyłem trochę ciebie poznać i polubić. Myślę, że w innych okolicznościach moglibyśmy się zaprzyjaźnić. - uśmiechnął się nieznacznie - Moje wcześniejsze podejrzenia były bezpodstawne. - mówił, ale nie wiedziałam o czym - Chciałem chronić moich przyjaciół i rodzinę, sądziłem, że ty nam zagrażasz. Teraz wiem, że to było jedynie moje urojenie, a wszystko przez nienawiść do Klausa, ale ty nie jesteś taka jak on. Nie rozumiem jak możesz kochać kogoś takiego jak on.
- Przejdziesz do rzeczy? - ponagliłam zirytowana jego wywodami. To moja sprawa kogo obdarzam uczuciem, a kogo nie.
- Wiem, że jeśli odzyskasz pamięć to nasza przyjaźń się skończy, i nie będę miał o to do ciebie pretensji, bo zrobiłem tobie złe rzeczy. - mówił szczerze, cokolwiek mi zrobił naprawdę tego żałował - Chciałem cię ostrzec. - powiedział patrząc w stronę drzwi.

Po chwili w pokoju rozległo się pukanie.
- Przed kim? - szepnęłam.
- Przyjdą po ciebie. - dodał patrząc na mnie - Uważaj na siebie.
- Kto przyjdzie?
Ponownie rozległo się pukanie. Instynktownie spojrzałam w stronę drzwi, chciałam ponaglić Franka, ale znikł, więc nie dowiedziałam się przed kim chciał mnie ostrzec. Pokręciłam z niedowierzaniem głową wstając by otworzyć drzwi, za którymi stał Klaus.
- Przyniosłem twoją torbę. - oryginalny pretekst.
- Dzięki. - odparłam bez entuzjazmu odbierając od wampira torbę.
- Chciałem z tobą porozmawiać. Mogę wejść?
Uchyliłam szerzej drzwi przystając na jego prośbę.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytałam zdenerwowana siadając wygodnie na łóżku.
- Przepraszam cię za dziś, nie powinienem decydować za ciebie. - oparł się o komodę - Masz rację, nie jesteś tą samą dziewczyną, którą poznałem, ale nie przeszkadza mi to. Nie chcę byś tak myślała.
- Jak mam nie myśleć w ten sposób skoro na siłę chcesz przywrócić mi pamięć? 
- Bo nie chcę abyś pamiętała tylko to co wpoiła tobie Ginewra. Chcę abyś pamiętała każdą spędzoną ze mną chwilę.
- Nie pomyślałeś może czego ja chcę? - spojrzałam na niego niepewnie - Może odzyskanie pamięci nie jest dla mnie najważniejsze. Oczywiście, że wolałabym  wiedzieć co działo się ze mną przez ostatnie kilka miesięcy, ale jeśli nic nie przynosi efektów, może czas odpuścić.
- Nie. - powiedział stanowczo - Będziemy próbować.
- Nie, nie będziemy próbować. - sprzeciwiłam się wstając z łóżka - Boisz się okazać swoje uczucia względem mnie. Łatwiej przychodzi ci nastawienie mnie na ból i cierpienie, niż przyznanie się do tego co czujesz!
- Nie masz racji! - krzyknął.
- Nie? A dzisiejszy dzień? Poważnie wolisz patrzeć, jak jakaś wiedźma zadaje mi ból, niż mnie pocałować?! - mówiłam drżącym głosem. Nie odezwał się słowem, czułam jak łzy cisnęły mi się do oczu - Pocałuj mnie albo zostaw w spokoju. - mój głos zaczął się łamać. Klaus patrzył na mnie z niedowierzaniem, jakbym mówiła w innym języku. Nie wiem co było bardziej dobijające, to że zastanawiał się nad tym co zrobić czy to że skierował się w stronę drzwi. W tym momencie coś we mnie pękło, gdy odwrócił się ode mnie, nie potrafiłam  powstrzymywać już łez. Nie miałam na to siły.
- Nigdy nie zostawię cię w spokoju. - jego głos wyrwał mnie z amoku - Zawsze będę przy tobie. - powiedział odwracając się w moją stronę. Nie wierzyłam w to co mówił, nie wiedziałam czy mam w to wierzyć. Po chwili jednak stałam w objęciach Klausa, patrzył na mnie z zachwytem tak jak dzisiejszego ranka - I chciałbym, abyś ty zawsze była przy mnie. - dodał i pocałował mnie namiętnie. Poczułam przyjemny dreszcz, a rosnące pożądanie rozpalało nasze ciała.  Pierwotny przyciągnął mnie mocniej do siebie, na chwilę odrywając usta - Przepraszam. - powiedział ocierając moje policzki z łez.
- Nik. - wyszeptałam, na co wampir ponownie musnął moje usta, uśmiechając się do mnie. Tak bardzo pragnęłam poczuć jego usta, utonąć w jego ramionach. Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy teraz i na zawsze tylko dla siebie.

środa, 23 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ IX


"I chyba tylko utrata pamięci byłaby w stanie wyrzucić Cię z mojego umysłu. Obawiam się jednak, że gdybym Cię zobaczyła, nie wiedząc nawet kim jesteś, serce zaczęłoby szybciej bić, dając znak, że jesteś dla mnie kimś ważnym."


Skyler Fall

Drogi Pamiętniku, 
       Minął drugi dzień od mojego ostatniego wpisu, niestety z żalem muszę przyznać, że ten niczym nie będzie różnił się od poprzedniego. W dalszym ciągu moja pamięć nie wróciła, pomimo usilnych starań Klausa. Sama nie wiem dlaczego mu zaufałam, przecież tak bardzo nie chciałam uwierzyć w to co mówił, ale luki w pamięci nie powstały od tak. Wiedział co się stało, niestety nie wiedział jak mi pomóc. Wracając do zaufania, nie jest ono bezgraniczne, nie wierzę od razu w każde jego słowo. Stopniowo je analizuję i wtedy dopiero podejmuję decyzję, czy w to wierzę czy nie; chociaż jest to ogromnie denerwujące! Nie mam w pobliżu osoby która by mnie wsparła i doradziła, przez to czuję się strasznie samotnie, mimo, że rzadko kiedy jestem sama. 
        Jedynym newsem na dziś jest informacja, że jutro wracam do szkoły. Skąd ta decyzja?  W większej mierze z nudów, po drugie samotność, po trzecie nie mogę już znieść spojrzeń Klausa. Jest w jego oczach coś niesamowitego, coś co mnie hipnotyzuje. Wiem, że coś między nami było, czego ja nie pamiętam. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, spodziewam się, że nie chce poruszać tego tematu... Mnie również nie jest łatwo podjąć temat, nawet nie wiem jak się zachować. Zdaję sobie również sprawę z tego, że nie jestem tą dziewczyną, którą poznał, którą kochał, jestem inna... a może tylko tak mi się  wydaje... 

        Patrzyłam na zeszyt kręcąc głową, gdybym wcześniej wzięła się za pisanie pamiętnika może szybciej wróciłaby mi pamięć. Wzięłam głęboki oddech i niespiesznie odłożyłam brulion do szuflady. Przez chwilę przyglądałam się czerwonym końcówkom "Jak mogłam wpaść na taki durny pomysł?". 
        Zeszłam schodami do kuchni, w lodówce czekała na mnie torebka z krwią. Łapczywie wypiłam jej zawartość. Wciąż czując niedosyt sięgnęłam po jeszcze jedną torebkę. Chciałam wypić ją powoli, ale na moich założeniach się skończyło, miałam wrażenie, że trwało to krócej niż przy pierwszej. Czułam, jak moje oczy z zielonych stają się niemal czarne. Delektowałam się pozostałością krwi w moich ustach.
- Skye. - z amoku wyrwał mnie ciepły brytyjski akcent. Szybko wyrzuciłam puste torebki do kosza i równie  szybko chciałam wyjść z kuchni, by uniknąć jego spojrzenia. 
- Wszystko w porządku? - zapytał stając na mojej drodze ucieczki.
- W jak najlepszym. - odpowiedziałam pośpiesznie, próbując wyminąć pierwotnego. Wzdrygnęłam się gdy poczułam jego kciuk przy moich ustach, otarł nim spływającą krew. Dłonią skierował moją twarz ku sobie. Jego spojrzenie mnie parzyło, przeszywało na wskroś. Co teraz zrobi? Co jeśli zechce mnie pocałować? Czy powinnam? Z tej perspektywy jego usta wyglądają jeszcze lepiej. Jestem ciekawa jak smakują? Przymknęłam na chwilę oczy by zebrać myśli. 
- Jakie masz plany na dziś? - zapytał odsuwając dłoń, wciąż przyglądając się mojej twarzy.
- Idziemy na zakupy. - oznajmiła wchodząca do kuchni Rebeka, mimowolnie odsunęłam się od wampira - Nie wyglądasz najkorzystniej w tym dresie. - popatrzyłam na siebie, faktycznie nie wyglądałam dobrze. Stare rozciągnięte dresy, aż zrobiło mi się wstyd przed Klausem. On zawsze wyglądał świetnie.
- Właśnie takie mam plany na dziś. - odpowiedziałam na jego pytanie starając się ukryć zażenowanie i pośpiesznie wyszłam z kuchni.


***

        Zakupy? Serio to ostatnie na co miałam ochotę, ale musiałam jakoś wybrnąć z sytuacji i nie dopuścić do tego by ponownie zostać z nim sam na sam. Zatrzymałyśmy się przed kolejną witryną sklepową, Rebeka w dwie sekundy zdecydowała, że jednak wejdziemy do tego sklepu.
- To już ostatni. Padam z nóg. - jesteśmy wampirami i praktycznie nie odczuwamy zmęczenia, co najwyżej znudzenie i tak jest chyba w przypadku Beki. 
- Mam ochotę na kawę, a ty? - zapytałam udając, że interesują mnie kolejne ciuchy. Wiem, że dla nas kobiet ciuchów nigdy dość, ale dziś nie jest mój dzień jeśli chodzi o zakupy. Ciągle myślę o jego ustach.
- Zdecydowanie. - uśmiechnęła się nieznacznie - A teraz przymierz to. - powiedziała wręczając mi  czarny kawałek materiału i czarne szpilki, po czym wepchnęła mnie do małej przymierzalni. Posłusznie założyłam sukienkę. Przyglądałam się swojemu odbiciu. Sukienka delikatnie przylegała do ciała, z niewielkim dekoltem, idealne podkreślała moją figurę.
- Seksy. - w przymierzalni rozległ się męski głos.
- Frank. - spiorunowałam mężczyznę wzrokiem - Nie możesz się tak pojawiać znienacka. 
- Nie jestem Frank. - oburzony skrzyżował ręce na piersi.
- Szkoda, pasuje do ciebie to imię. - uśmiechnęłam się lekko - Nie chcesz mi powiedzieć jak ci na imię, więc będziesz Frank. 
- Nie powiem. Zaczekam, aż sobie przypomnisz. 
- O ile wróci mi pamięć. - moje usta wygięły się w nieudolny uśmiech - Dlaczego mnie nawiedzasz? - zapytałam.
- Wszystko w porządku? - zza zasłonki dobiegł mnie głos Rebeki.
- Tak, już wychodzę. - odpowiedziałam głośniej, po czym skierowałam się do Franka znacznie ciszej - Przy następnym spotkaniu oczekuję na wyczerpującą odpowiedź. - uśmiechnęłam się i wyszłam z przymierzalni. 
- Idealnie. - uśmiechnęła się szeroko, raczej do siebie.
- Dzięki. - odpowiedziałam zdawkowo i schowałam się ponownie za zasłoną w małej przymierzalni. 

       Kilka kroków od sklepu znajdowała się niewielka klimatyczna kawiarenka, kiedyś przychodziłam tu z tatą na domowy sernik z brzoskwiniami, pamiętam, że był przepyszny. Ciekawe czy nadal jest tak smaczny. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku wewnątrz kawiarni. Mimo, że jest już końcówka października to nie brakuje chętnych do rozkoszowania się kawą na zewnątrz. Otworzyłam menu i mój wzrok powędrował do ciast. 
- Dzień dobry. Co podać? - zapytał z uśmiechem kelner.
- Sernik z brzoskwinią i latte. - pierwsza wyrwałam się do odpowiedzi.
- Mhm. - zanotował w notesiku, po chwili zwrócił się do Rebeki - A dla pani?
- Latte. 
- Może coś na słodko? Polecam tartę z orzechami. - zaproponował kelner.
- Ty jesteś słodki. - odparła uśmiechając się szeroko do chłopaka - Niech będzie tarta. - dodała widząc zakłopotanie kelnera.
- Za chwileczkę podam do stolika. - Beka odprowadziła kelnera wzrokiem. Do końca nie wiem dlaczego zabrała mnie na zakupy, może z nudów? Przez cały dzień zamieniła ze mną raptem kilka słów, a zazwyczaj dziewczyny paplają bez końca. Ale był jeden haczyk, obie nie byłyśmy zwykłymi dziewczynami. Jesteśmy wampirami z dużym bagażem doświadczeń, zwłaszcza Rebeka, ponad tysiąc lat. Nie wyobrażam sobie, żeby udało mi się przeżyć chociaż połowę tych lat. Może gdybym miała obok ukochaną osobę, patrzyłabym na to inaczej.
- Przypomniałaś sobie coś? - zapytała znienacka wampirzyca wpatrując się we mnie.
- Nie. - odpowiedziałam krótko - Dziękuję za dzisiejszy dzień. - mówiłam szczerze, choć nie miałam ochoty na żaden shopping, pomogło mi to jednak oderwać myśli od mojej amnezji. 
- Nie ma za co. - jej twarz rozpromieniała - Wiem, że jest ci ciężko, ale Nik coś wymyśli.
       Do naszego stolika podszedł kelner z zamówieniem. Uśmiechnęłam się szeroko na widok sernika. Spojrzałam kątem oka na Rebekę, dłubała widelcem w swojej porcji bez większego zainteresowania.
- Co łączyło mnie z Klausem przed moją amnezją? - zapytałam, choć mogę się spodziewać jaka będzie odpowiedź, ale musiałam chociaż spróbować. Widelec zatrzymał się, po chwili został odłożony obok tarty. Rebeka spojrzała na mnie jakbym zrobiła coś złego. Jestem wampirem, samo to, że żyję jest złe! 
- Dobrze wiesz, że nie mogę ci  nic powiedzieć. 
- Czyli miałam rację. - uśmiechnęłam się lekko, wbijając widelczyk w sernik odkrawając kolejny kawałek.
- Skye! - zaczęła karcąco - Nie możesz...
- Czego nie mogę? Dowiedzieć się co robiłam przez cztery miesiące? I dlaczego pamiętam was wszystkich oprócz Klausa? 
- Nie wszystkich pamiętasz. - za sobą usłyszałam głos Franka, jak zawsze pojawia się w najmniej odpowiednim momencie. Zignorowałam go czekając na odpowiedź.
- Opowiedz mi chociaż ogólnikami, proszę.
- Nik mnie zabije. - powiedziała do siebie - Pamiętasz pogrzeb swojej matki? - zapytała czekając na moją reakcję, skinęłam więc szybko - Po nim wyjechałaś do Mystic Falls do swojej ciotki. Z tego co opowiadał Eljiah przez większość pobytu tam nie wychodziłaś z domu.
- Wtedy zrobiłam to? - zapytałam wskazując na włosy. Rebeka skinęła głową.
- Tuż przed twoim wyjazdem Nik użył perswazji byś o nim zapomniała i ułożyła sobie życie bez niego. Z czasem okazało się, że niczego nie zapomniałaś. - upiła łyk kawy - Miałaś we krwi werbenę.
- I..? - ponaglałam zniecierpliwiona.
- I tak za dużo powiedziałam. - skwitowała i nie miała zamiaru mówić nic więcej. 
- Wcale nie tak dużo. - odezwał się Frank. Westchnęłam zapychając się kolejnym kawałkiem sernika, niestety nie jest już tak smaczny, jak kiedyś. 
      Od niechcenia rozejrzałam się po wnętrzu, które pękało w szwach od ilości gości. Mój wzrok zatrzymał się na twarzy Rebeki, była zaskoczona i zdenerwowana. Zastanawiałam się co mogło wywołać ten stan, po chwili jednak wszystko się wyjaśniło.
- Cześć dziewczyny. - do naszego stolika podszedł Marcel. Przygryzłam dolną wargę zastanawiając się czego chce.
- Zostaw nas samych. - ku mojemu zdziwieniu Beka mówiła to do mnie, gdyby mówiła to do Marcela powiedziałaby "Zostaw nas same". Powiedziała "samych", a nie jak mi się wydawało  "same". W dalszym ciągu patrzyłam zaskoczona na wampirzycę, która próbowała mnie przekonać siłą spojrzenia, że to nie najgorszy pomysł. Bo to jest jeden z głupszych. - Skye. - ponagliła. Niespiesznie wstałam od stolika, starając się aby moje spojrzenie, jakie rzuciłam na Marcela, było wystarczająco groźne. Nie ukrywam, że ciekawi mnie dlaczego chcieli zostać sami. 
       Przed wyjściem z kawiarni założyłam kurtkę, a na szyję zarzuciłam  szal, choć tak na prawdę nie potrzebuję cieplejszych ubrań, tak robią normalni ludzie. Chcę uchodzić za normalnego człowieka, nawet jeśli nim nie jestem.
          W oddali dostrzegłam salon fryzjerski.
- Tego właśnie mi potrzeba. - powiedziałam do siebie i szybkim krokiem ruszyłam naprzód. Przeszłam przez oszklone drzwi do środka, od progu przywitała mnie niewysoka brunetka.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- Chciałabym wrócić do swojego naturalnego koloru. - odparłam z uśmiechem.
- Dobrze. Jaki termin pani odpowiada? - podeszła do lady recepcyjnej i otworzyła kalendarz.
- Dzisiaj.
- Oh, dziś nie dam rady. Mam jeszcze dwie panie, na balejaż i farbowanie. - zrobiła smutną minę kręcąc głową - Może być pojutrze, to byłby piątek. Zapisać?
- Nalegam na dziś. - spojrzałam wprost w jej piwne oczy.
- Oczywiście. - odpowiedziała z uśmiechem - Proszę zdjąć kurtkę i usiąść w fotelu.
- Doskonale. - uśmiechnęłam się szeroko do siebie. 
       Siedząc w fotelu i przyglądając się fryzjerce, jak nakłada mi jakąś jasną maź na włosy, naszły mnie małe wyrzuty sumienia. Wiem, że używanie perswazji jest uważane za złe, ale wydaje mi się, że jeżeli nikt przez to nie cierpi to nic złego się nie stanie. A tym dwóm paniom nic się nie stanie jak chwilę zaczekają.


***
       Pokonując ostatnią przecznicę Rebeka zwróciła się do mnie:
- Moi bracia nie mogą się o niczym dowiedzieć. - to nie była prośba tylko stanowcza decyzja.
- Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna.  - powiedziałam nie patrząc na wampirzycę, kątem oka dostrzegłam uśmiech na jej twarzy. 
        Beka zaparkowała tuż przy schodach prowadzących do drzwi wejściowych, wyciągnęłyśmy wszystkie torby z zakupami z bagażnika i weszłyśmy do środka. W domu nikogo nie było. "Szkoda", pomyślałam. Miałam nadzieję spotkać Klausa.
- Słyszysz to? - zapytała pierwotna, wytężyłam słuch, ale niczego nie słyszałam - Cisza. - odpowiedziała sobie - Zapowiada się spokojny wieczór, bez paplania starszych braci. - wzniosłam oczy ku górze i ruszyłam schodami do swojego pokoju - A ty dokąd się wybierasz? - usłyszałam za plecami.
- Spać, jestem zmęczona. - nie jestem zmęczona, po prostu nie wytrzymałabym dłużej w jej towarzystwie.
        Wchodząc do pokoju rzuciłam torby w kąt i przekręciłam kluczyk w drzwiach. Nie włączając światła położyłam się na łóżku, zwijając w kłębek. Czuję się taka wyprana, nie wiem kim jestem, nie wiem, jak mam odnaleźć siebie. Po policzkach spłynęło kilka łez. Powinnam być silna, przecież jestem wampirem... niestety wcale nie czuję się silna, wręcz przeciwnie. Zalałam się płaczem, z którego szybko wyrwało mnie pukanie do drzwi. Niechętnie zerwałam się z łóżka wycierając łzy. Otwierając drzwi, przymrużyłam oczy od wpadającego z korytarza światła, po chwili dostrzegłam postać mężczyzny. Klaus. Bez wahania wpuściłam go do środka zamykając drzwi, w pokoju znowu zapanowała ciemność, włączyłam lampkę stojącą na komodzie pod lustrem.Nie wiedząc dlaczego chciałam się do niego przytulić, chciałam zatonąć w jego ramionach.  
- Tak bardzo jest ci zimno? - wskazał na moje ubranie wierzchnie. Całkowicie zapomniałam je zdjąć - Jeśli chcesz podkręcę ogrzewanie. - dodał z sarkazmem.
- Nie trzeba. - wymamrotałam chowając kurtkę i szalik do szafy.
- Jak ci minął dzień? - zapytał siadając na łóżko.
- Wspaniale. - uśmiechnęłam się sztucznie. Cały czas myślałam o tobie i twoich ustach - A tobie? - zdenerwowana odbiłam piłeczkę.
- Nie tak dobrze, jak tobie. - ułożyłam usta w prostą linię, chcąc powiedzieć coś mądrego, ale nic nie przychodziło mi do głowy - Rebeka cię nie zamęczyła? - mimowolnie uśmiechnęłam się szeroko kręcąc głową.
- Wiesz, że nie musisz się mnie bać. - dodał znienacka.
- Nie boję się. - odparłam szybko, na co pierwotny lekko się uśmiechnął. Usiadłam obok, patrząc na niego kątem oka, był zaskoczony moją bliskością. 
- Mam coś dla ciebie. - przerwał niezręczną ciszę podając mi prostokątne pudełko - Poprzedni zgubiłaś w lesie. - dodał,kiedy rozpakowałam pakunek, a moim oczom ukazał się nowiutki smartphone.
- Dziękuję. - wymamrotałam odkładając telefon na szafkę nocną. Wstałam z łóżka palcami przeczesując włosy, nie mogłam znieść tej bliskości. Tak bardzo chciałam się do niego przytulić, albo chociaż potrzymać za rękę, aż paliło mnie w środku - Wiem, że coś było między nami. - wypaliłam znienacka. Co ty robisz głupia? 
- Byliśmy przyjaciółmi. - odparł.
- Nie jestem głupia, widzę jak na mnie patrzysz. - patrzyłam wprost w jego, pochłaniające mnie bez reszty, oczy. Wampir podszedł do mnie, a moje ciało przeszły dreszcze.
- Nie chcę byś żyła tylko tym co ci opowiem, chcę, żebyś miała własne wspomnienia. - mówił nieco głośniej - Co jeszcze ma ci powiedzieć? 
- Prawdę. - odparłam krótko nie patrząc na Klausa.
- To nie było zwykłe coś. - szepnął mi do ucha i wyszedł. Moje oczy zaszły łzami, a w środku poczułam gorycz i ogromne poczucie winy, ale to on pozwolił mi odejść, to on chciał, żebym o nim zapomniała. Wiedźma spełniła tylko jego życzenie.

niedziela, 23 lipca 2017

ROZDZIAŁ VIII



"Don't let her go."


Skyler Fall       

      Patrzyłam w kolejną szklaneczkę z burbonem i dziękowałam, że wampiry nieco wolniej się upijają. Będąc człowiekiem nie piłam dużo wysokoprocentowego alkoholu, cóż teraz już nim nie jestem. Jestem inna. Na samą myśl mocniej ściskam szklankę, czasem tęsknię za byciem normalnym człowiekiem. Brak mi tej beztroski, zwykłego spotkania z przyjaciółkami w kawiarni. Tęsknię nawet za baletem. Szybko odpędziłam od siebie te ponure myśli. Nigdy nie będę człowiekiem i chcąc nie chcąc muszę się z tym pogodzić, a nie użalać się nad sobą.
       Przyglądałam się na swoje odbicie w lusterku schowanym za butelkami, widziałam w nim siebie. Przecież to normalne idiotko? Fikcją jest, że wampiry nie widzą swojego odbicia. Taki zabobon niczym nie poparty. Jednak w lustrze widziałam zupełnie inną dziewczynę, wyglądała jak ja. Miała moje oczy, nos i uśmiech, ale to nie byłam ja. Nawet nie przypominam sobie, kiedy pofarbowałam włosy. Co oni mi zrobili? Jak długo mnie przetrzymywali?
- Którego mamy dzisiaj? - zapytałam barmankę.
- Drugi października. - odpowiedziała nie patrząc na mnie.
        Czułam, jak wszystko dookoła zaczyna wirować. Niemożliwe, że straciłam cztery miesiące. Dlaczego nic nie pamiętam? Łzy cisnęły mi się do oczu, a w gardle czułam rosnącą gulę. Jednym duszkiem wypiłam szklaneczkę whiskey i poprosiłam o dolewkę. I jeszcze jedną, i jeszcze...
- Kiepski dzień? - zapytał siedzący obok mężczyzna, nie zwróciłam nawet uwagi kiedy się dosiadł.
- Jeden z gorszych. - odpowiedziałam już wstawiona - A Twój? - zapytałam w rewanżu.
- Też nie najlepszy.
- Zatem wypijmy za to by było lepiej. - uniosłam szklankę i upiłam większy łyk. Czułam na sobie wzrok mężczyzny - Ty nie pijesz? 
- Wszystko w porządku? - zwróciła się do mnie kelnerka.
- Tak, dlaczego pytasz? - spojrzałam ze zdziwieniem na dziewczynę.
- Rozmawiasz sama  ze sobą. - wlepiałam w nią oczy nie dowierzając w to co  mówi. Siedzący obok brunet wydawał się taki realny, czy to samotność się na mnie odbija? Mam omamy? 
- Nie widzisz, tego... obok...? - wydukałam wskazując miejsce obok. Barmanka pokręciła przecząco głową. Spojrzałam w stronę mężczyzny, siedział w tym samym miejscu. Jednak jego zachowanie było zaskakujące, wzruszył ramionami a na jego twarzy widać było żal. Kręcąc głową odsunęłam od siebie szklaneczkę z burbonem i podziękowałam barmance. 
         Wychodząc z baru usłyszałam swoje imię, mimowolnie odwróciłam się. W moją stronę szedł ciemnoskóry mężczyzna, z kumplami.
- Nie wiedziałem, że wróciłaś. Urządziłbym imprezę. - powiedział głośno akcentując słowo impreza, na co tłum zaczął mu wtórować. Wróciłam? Może i wróciłam. Chociaż nie przypominam sobie, żebym w ogóle wyjeżdżała.
- Wybacz, zapomniałam zadzwonić. - odpowiedziałam ironicznie odwracając się od wampira.
- Klaus wie, że błąkasz się sama? - Klaus? Jaki Klaus? Przymknęłam na chwilę oczy, nie mogę pozwolić, żeby Marcel zorientował się, że coś jest nie tak.
- Jestem dużą dziewczynką, nie potrzebuję  niańki. - odparłam  ponownie stając twarzą w stronę mężczyzny, z aroganckim uśmiechem dodając - W przeciwieństwie do ciebie. Serio potrzebujesz takiej obstawy? - zadrwiłam.
- Wyostrzył ci się dowcip. - powiedział ze śmiechem, odprawiając swoich bodygardów - Kłopoty w raju? - dodał poważniej, tym  pytaniem zbił mnie z pantałyku.
- Zależy o który pytasz. - obecnie w żadnym nie byłam, co najwyżej w swoim własnym piekle. 
- O ciebie i Klausa. - odpowiedział z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
- Jesteś zazdrosny? - zaśmiałam się, jednocześnie starając się wymigać z udzielania odpowiedzi. 
- Zawsze. - odpowiedział a na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech - Na długo przyjechałaś? Może zdążę zwołać jakiś komitet powitalny.
- Dziękuję za troskę, ale... Nie zrozum mnie źle, miło że się przywitałeś, ale na mnie już czas. - uśmiechnęłam się ironicznie i wyszłam pośpiesznie z baru. Nie miałam ochoty prowadzić dalej tej bezcelowej konwersacji. Szłam prosto przed siebie, ale po chwili na mojej drodze ponownie stanął Marcel.
- Serio? - przechyliłam głowę na bok i patrzyłam z niedowierzaniem na wampira.
- Co słychać u Klausa? Dawno go nie widziałem. W dalszym ciągu pragnie zająć moje miejsce?
- Może zapytasz o to jego samego? - odparłam zastanawiając się kim jest Klaus.
- Właśnie Marcel. Dlaczego sam mnie nie zapytasz? - za plecami usłyszałam brytyjski akcent, moje ciało zesztywniało, bo wiedziałam, że to Klaus. Bałam się odwrócić by sprawdzić kim jest i jak wygląda. A z tego co zdążyłam się zorientować, jest jakąś bliską mi osobą. Czy nie urażę go swoją reakcją na jego widok? Może pomógłby mi zrozumieć co mi się stało?
       Powoli odwróciłam się i...
       ...zamarłam.

Niklaus Mikaelson

- Klaus. - wypowiedziała ledwie słyszalnie moje imię. Dobrze, że już ją znalazłem, tak bardzo się o nią martwiłem. Tak, właśnie ja. Teraz pozostaje mi jedynie szybko spławić Marcela i nakłonić Skye, by mi zaufała.
- Wszędzie cię szukałem, kochanie. - podszedłem bliżej dziewczyny, jej zdziwienie było ogromne, gdy ująłem jej dłoń - Marcel, przyjacielu. - powiedziałem akcentując ostatnie słowo. Kiedyś był moim przyjacielem, traktowałem go nawet jak własnego syna. Niestety czasy się zmieniły, my się zmieniliśmy, wszystko jest inne. Jednak w tym momencie nie jest to istotne. Pragnę jak najszybciej porwać stąd Skye. - Jak się miewa twoje królestwo? 
- Perfekcyjnie. - odparł śmiejąc się przy tym gorzko - Poza kilkoma trupami, na obrzeżach miasta. - dodał krzyżując ręce na piersi - Mam nadzieję, że nie masz z tym nic wspólnego.
- Jeśli twoi przyjaciele nie wchodzą mi w drogę. - uśmiechnąłem się ironicznie, w dalszym ciągu trzymając dłoń wampirzycy. Jestem pozytywnie zaskoczony, że jeszcze nie uciekła i odwzajemnia uścisk. 
- I niech tak zostanie. - skwitował i zwrócił się do Skye - Miło było znowu cię zobaczyć.
- Ciebie również. - odpowiedziała delikatnie z wyczuwalną niechęcią. Przynajmniej pamięta, że na Marcela trzeba uważać. Pożegnaliśmy się kurtuazyjnie z wampirem, i zostaliśmy sami na środku ulicy, w dalszym ciągu trzymając się za ręce. Czekałem, aż dziewczyna się odezwie. - Jesteś Klaus Mikaelson? - zapytała pewnym chłodnym głosem.
- Tak. - odpowiedziałem bez chwili zastanowienia i już wiedziałem, że nie taką odpowiedź chciała usłyszeć. Wyrywając swoją dłoń uciekła w wampirzym tempie. Nie mogłem pozwolić jej uciec. - Daj mi szansę. - powiedziałem przyciskając dziewczynę do drzewa.
- Szansę? - wydyszała zdezorientowana - Na co? - dodała nieco ostrzej.
- Żebym mógł tobie pomóc. Wszystko wyjaśnić.
- Nie! - krzyknęła próbując wyrywać się z mojego uścisku - Twoja rodzina nie dała mi nic prócz cierpienia! Twój brat zabił moją matkę, przez niego w wypadku zginął mój ojciec, a na koniec zamienił mnie w to! - powiedziała z obrzydzeniem - Powiedz mi dlaczego miałabym zaufać tobie po tym wszystkim co mnie spotkało?! - jej twarz była pełna złości.
- To wszystko jest kłamstwem! - krzyknąłem, przez chwilę zobaczyłem strach w jej oczach. Ginewra dopięła swego, chciała się zemścić na mnie krzywdząc najbliższą mi osobę; muszę znaleźć sposób, aby pomóc Skye. Nie wiem jeszcze w jaki sposób, ale coś wymyślę  - Pozwól, że wytłumaczę tobie to wszystko na spokojnie w domu. -  dodałem opanowany.
- Nigdzie z tobą nie pójdę. - parsknęła - Dopiero co uciekłam z tego więzienia, na pewno tam nie wrócę! 
- Nie byłaś więziona! - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
- Jasne, byłam na wczasach w rezydencji Mikaelson'ów. Jakoś sobie nie przypominam, żebym...
-Wiedźma wymazała ci wspomnienia! - krzyknąłem wypuszczając ją z uścisku.
- Co takiego? Żartujesz, prawda? - spojrzała na mnie przerażona - Powiedz, że żartujesz! - krzyknęła przyciskając mnie do drzewa. Z troską patrzyłem w oczy wampirzycy, tak bardzo chciałbym nie mieć racji. Nie odrywając spojrzenia odsunęła się ode mnie, jakby zaczęła zdawać sobie sprawę, że mówię prawdę. Po chwili jednak podeszła - Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. - zaczęła spokojnie - Chciałabym, żebyś zostawił mnie w spokoju. Nie wchodź mi więcej w drogę, ani ty ani twoja rodzina. - oczy miała pełne złości. 
       Wziąłem głęboki oddech mocno zaciskając zęby, bez namysłu chwyciłem wampirzycę za szyję, skręcając jej kark.
- Przepraszam kochanie, ale nie dałaś mi wyboru. - szepnąłem podnosząc ciało z ziemi.


***
        Położyłem ciało dziewczyny na łóżku, w tym samym pokoju w którym obudziła się dziś rano. Odgarniając kosmyk mahoniowych włosów z jej twarzy, zastanawiałem się co bardziej zabolało, to że mnie nie pamięta czy jej widoczna nienawiść? Nie wiem. Mam jeszcze chwilę zanim się obudzi.
- Wymyślimy coś Nik. - z progu dobiegł mnie głos Rebeki.
- Mam taką nadzieję. - odparłem krótko wychodząc z pokoju, w salonie czekał na mnie Eljiah - Zaczekamy, aż  się obudzi wtedy spróbuję z nią porozmawiać jeszcze raz. 
- Wiem, kto może nam pomóc. - siedział na sofie z księgą naszej matki na kolanach. Przykuł moją uwagę, jednocześnie miałem nadzieję, że to jakiś sensowny pomysł. 
- Zamieniam się w słuch. - odparłem krzyżując ręce - Kim jest ta osoba?
- To Davina.