środa, 23 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ IX


"I chyba tylko utrata pamięci byłaby w stanie wyrzucić Cię z mojego umysłu. Obawiam się jednak, że gdybym Cię zobaczyła, nie wiedząc nawet kim jesteś, serce zaczęłoby szybciej bić, dając znak, że jesteś dla mnie kimś ważnym."


Skyler Fall

Drogi Pamiętniku, 
       Minął drugi dzień od mojego ostatniego wpisu, niestety z żalem muszę przyznać, że ten niczym nie będzie różnił się od poprzedniego. W dalszym ciągu moja pamięć nie wróciła, pomimo usilnych starań Klausa. Sama nie wiem dlaczego mu zaufałam, przecież tak bardzo nie chciałam uwierzyć w to co mówił, ale luki w pamięci nie powstały od tak. Wiedział co się stało, niestety nie wiedział jak mi pomóc. Wracając do zaufania, nie jest ono bezgraniczne, nie wierzę od razu w każde jego słowo. Stopniowo je analizuję i wtedy dopiero podejmuję decyzję, czy w to wierzę czy nie; chociaż jest to ogromnie denerwujące! Nie mam w pobliżu osoby która by mnie wsparła i doradziła, przez to czuję się strasznie samotnie, mimo, że rzadko kiedy jestem sama. 
        Jedynym newsem na dziś jest informacja, że jutro wracam do szkoły. Skąd ta decyzja?  W większej mierze z nudów, po drugie samotność, po trzecie nie mogę już znieść spojrzeń Klausa. Jest w jego oczach coś niesamowitego, coś co mnie hipnotyzuje. Wiem, że coś między nami było, czego ja nie pamiętam. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, spodziewam się, że nie chce poruszać tego tematu... Mnie również nie jest łatwo podjąć temat, nawet nie wiem jak się zachować. Zdaję sobie również sprawę z tego, że nie jestem tą dziewczyną, którą poznał, którą kochał, jestem inna... a może tylko tak mi się  wydaje... 

        Patrzyłam na zeszyt kręcąc głową, gdybym wcześniej wzięła się za pisanie pamiętnika może szybciej wróciłaby mi pamięć. Wzięłam głęboki oddech i niespiesznie odłożyłam brulion do szuflady. Przez chwilę przyglądałam się czerwonym końcówkom "Jak mogłam wpaść na taki durny pomysł?". 
        Zeszłam schodami do kuchni, w lodówce czekała na mnie torebka z krwią. Łapczywie wypiłam jej zawartość. Wciąż czując niedosyt sięgnęłam po jeszcze jedną torebkę. Chciałam wypić ją powoli, ale na moich założeniach się skończyło, miałam wrażenie, że trwało to krócej niż przy pierwszej. Czułam, jak moje oczy z zielonych stają się niemal czarne. Delektowałam się pozostałością krwi w moich ustach.
- Skye. - z amoku wyrwał mnie ciepły brytyjski akcent. Szybko wyrzuciłam puste torebki do kosza i równie  szybko chciałam wyjść z kuchni, by uniknąć jego spojrzenia. 
- Wszystko w porządku? - zapytał stając na mojej drodze ucieczki.
- W jak najlepszym. - odpowiedziałam pośpiesznie, próbując wyminąć pierwotnego. Wzdrygnęłam się gdy poczułam jego kciuk przy moich ustach, otarł nim spływającą krew. Dłonią skierował moją twarz ku sobie. Jego spojrzenie mnie parzyło, przeszywało na wskroś. Co teraz zrobi? Co jeśli zechce mnie pocałować? Czy powinnam? Z tej perspektywy jego usta wyglądają jeszcze lepiej. Jestem ciekawa jak smakują? Przymknęłam na chwilę oczy by zebrać myśli. 
- Jakie masz plany na dziś? - zapytał odsuwając dłoń, wciąż przyglądając się mojej twarzy.
- Idziemy na zakupy. - oznajmiła wchodząca do kuchni Rebeka, mimowolnie odsunęłam się od wampira - Nie wyglądasz najkorzystniej w tym dresie. - popatrzyłam na siebie, faktycznie nie wyglądałam dobrze. Stare rozciągnięte dresy, aż zrobiło mi się wstyd przed Klausem. On zawsze wyglądał świetnie.
- Właśnie takie mam plany na dziś. - odpowiedziałam na jego pytanie starając się ukryć zażenowanie i pośpiesznie wyszłam z kuchni.


***

        Zakupy? Serio to ostatnie na co miałam ochotę, ale musiałam jakoś wybrnąć z sytuacji i nie dopuścić do tego by ponownie zostać z nim sam na sam. Zatrzymałyśmy się przed kolejną witryną sklepową, Rebeka w dwie sekundy zdecydowała, że jednak wejdziemy do tego sklepu.
- To już ostatni. Padam z nóg. - jesteśmy wampirami i praktycznie nie odczuwamy zmęczenia, co najwyżej znudzenie i tak jest chyba w przypadku Beki. 
- Mam ochotę na kawę, a ty? - zapytałam udając, że interesują mnie kolejne ciuchy. Wiem, że dla nas kobiet ciuchów nigdy dość, ale dziś nie jest mój dzień jeśli chodzi o zakupy. Ciągle myślę o jego ustach.
- Zdecydowanie. - uśmiechnęła się nieznacznie - A teraz przymierz to. - powiedziała wręczając mi  czarny kawałek materiału i czarne szpilki, po czym wepchnęła mnie do małej przymierzalni. Posłusznie założyłam sukienkę. Przyglądałam się swojemu odbiciu. Sukienka delikatnie przylegała do ciała, z niewielkim dekoltem, idealne podkreślała moją figurę.
- Seksy. - w przymierzalni rozległ się męski głos.
- Frank. - spiorunowałam mężczyznę wzrokiem - Nie możesz się tak pojawiać znienacka. 
- Nie jestem Frank. - oburzony skrzyżował ręce na piersi.
- Szkoda, pasuje do ciebie to imię. - uśmiechnęłam się lekko - Nie chcesz mi powiedzieć jak ci na imię, więc będziesz Frank. 
- Nie powiem. Zaczekam, aż sobie przypomnisz. 
- O ile wróci mi pamięć. - moje usta wygięły się w nieudolny uśmiech - Dlaczego mnie nawiedzasz? - zapytałam.
- Wszystko w porządku? - zza zasłonki dobiegł mnie głos Rebeki.
- Tak, już wychodzę. - odpowiedziałam głośniej, po czym skierowałam się do Franka znacznie ciszej - Przy następnym spotkaniu oczekuję na wyczerpującą odpowiedź. - uśmiechnęłam się i wyszłam z przymierzalni. 
- Idealnie. - uśmiechnęła się szeroko, raczej do siebie.
- Dzięki. - odpowiedziałam zdawkowo i schowałam się ponownie za zasłoną w małej przymierzalni. 

       Kilka kroków od sklepu znajdowała się niewielka klimatyczna kawiarenka, kiedyś przychodziłam tu z tatą na domowy sernik z brzoskwiniami, pamiętam, że był przepyszny. Ciekawe czy nadal jest tak smaczny. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku wewnątrz kawiarni. Mimo, że jest już końcówka października to nie brakuje chętnych do rozkoszowania się kawą na zewnątrz. Otworzyłam menu i mój wzrok powędrował do ciast. 
- Dzień dobry. Co podać? - zapytał z uśmiechem kelner.
- Sernik z brzoskwinią i latte. - pierwsza wyrwałam się do odpowiedzi.
- Mhm. - zanotował w notesiku, po chwili zwrócił się do Rebeki - A dla pani?
- Latte. 
- Może coś na słodko? Polecam tartę z orzechami. - zaproponował kelner.
- Ty jesteś słodki. - odparła uśmiechając się szeroko do chłopaka - Niech będzie tarta. - dodała widząc zakłopotanie kelnera.
- Za chwileczkę podam do stolika. - Beka odprowadziła kelnera wzrokiem. Do końca nie wiem dlaczego zabrała mnie na zakupy, może z nudów? Przez cały dzień zamieniła ze mną raptem kilka słów, a zazwyczaj dziewczyny paplają bez końca. Ale był jeden haczyk, obie nie byłyśmy zwykłymi dziewczynami. Jesteśmy wampirami z dużym bagażem doświadczeń, zwłaszcza Rebeka, ponad tysiąc lat. Nie wyobrażam sobie, żeby udało mi się przeżyć chociaż połowę tych lat. Może gdybym miała obok ukochaną osobę, patrzyłabym na to inaczej.
- Przypomniałaś sobie coś? - zapytała znienacka wampirzyca wpatrując się we mnie.
- Nie. - odpowiedziałam krótko - Dziękuję za dzisiejszy dzień. - mówiłam szczerze, choć nie miałam ochoty na żaden shopping, pomogło mi to jednak oderwać myśli od mojej amnezji. 
- Nie ma za co. - jej twarz rozpromieniała - Wiem, że jest ci ciężko, ale Nik coś wymyśli.
       Do naszego stolika podszedł kelner z zamówieniem. Uśmiechnęłam się szeroko na widok sernika. Spojrzałam kątem oka na Rebekę, dłubała widelcem w swojej porcji bez większego zainteresowania.
- Co łączyło mnie z Klausem przed moją amnezją? - zapytałam, choć mogę się spodziewać jaka będzie odpowiedź, ale musiałam chociaż spróbować. Widelec zatrzymał się, po chwili został odłożony obok tarty. Rebeka spojrzała na mnie jakbym zrobiła coś złego. Jestem wampirem, samo to, że żyję jest złe! 
- Dobrze wiesz, że nie mogę ci  nic powiedzieć. 
- Czyli miałam rację. - uśmiechnęłam się lekko, wbijając widelczyk w sernik odkrawając kolejny kawałek.
- Skye! - zaczęła karcąco - Nie możesz...
- Czego nie mogę? Dowiedzieć się co robiłam przez cztery miesiące? I dlaczego pamiętam was wszystkich oprócz Klausa? 
- Nie wszystkich pamiętasz. - za sobą usłyszałam głos Franka, jak zawsze pojawia się w najmniej odpowiednim momencie. Zignorowałam go czekając na odpowiedź.
- Opowiedz mi chociaż ogólnikami, proszę.
- Nik mnie zabije. - powiedziała do siebie - Pamiętasz pogrzeb swojej matki? - zapytała czekając na moją reakcję, skinęłam więc szybko - Po nim wyjechałaś do Mystic Falls do swojej ciotki. Z tego co opowiadał Eljiah przez większość pobytu tam nie wychodziłaś z domu.
- Wtedy zrobiłam to? - zapytałam wskazując na włosy. Rebeka skinęła głową.
- Tuż przed twoim wyjazdem Nik użył perswazji byś o nim zapomniała i ułożyła sobie życie bez niego. Z czasem okazało się, że niczego nie zapomniałaś. - upiła łyk kawy - Miałaś we krwi werbenę.
- I..? - ponaglałam zniecierpliwiona.
- I tak za dużo powiedziałam. - skwitowała i nie miała zamiaru mówić nic więcej. 
- Wcale nie tak dużo. - odezwał się Frank. Westchnęłam zapychając się kolejnym kawałkiem sernika, niestety nie jest już tak smaczny, jak kiedyś. 
      Od niechcenia rozejrzałam się po wnętrzu, które pękało w szwach od ilości gości. Mój wzrok zatrzymał się na twarzy Rebeki, była zaskoczona i zdenerwowana. Zastanawiałam się co mogło wywołać ten stan, po chwili jednak wszystko się wyjaśniło.
- Cześć dziewczyny. - do naszego stolika podszedł Marcel. Przygryzłam dolną wargę zastanawiając się czego chce.
- Zostaw nas samych. - ku mojemu zdziwieniu Beka mówiła to do mnie, gdyby mówiła to do Marcela powiedziałaby "Zostaw nas same". Powiedziała "samych", a nie jak mi się wydawało  "same". W dalszym ciągu patrzyłam zaskoczona na wampirzycę, która próbowała mnie przekonać siłą spojrzenia, że to nie najgorszy pomysł. Bo to jest jeden z głupszych. - Skye. - ponagliła. Niespiesznie wstałam od stolika, starając się aby moje spojrzenie, jakie rzuciłam na Marcela, było wystarczająco groźne. Nie ukrywam, że ciekawi mnie dlaczego chcieli zostać sami. 
       Przed wyjściem z kawiarni założyłam kurtkę, a na szyję zarzuciłam  szal, choć tak na prawdę nie potrzebuję cieplejszych ubrań, tak robią normalni ludzie. Chcę uchodzić za normalnego człowieka, nawet jeśli nim nie jestem.
          W oddali dostrzegłam salon fryzjerski.
- Tego właśnie mi potrzeba. - powiedziałam do siebie i szybkim krokiem ruszyłam naprzód. Przeszłam przez oszklone drzwi do środka, od progu przywitała mnie niewysoka brunetka.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- Chciałabym wrócić do swojego naturalnego koloru. - odparłam z uśmiechem.
- Dobrze. Jaki termin pani odpowiada? - podeszła do lady recepcyjnej i otworzyła kalendarz.
- Dzisiaj.
- Oh, dziś nie dam rady. Mam jeszcze dwie panie, na balejaż i farbowanie. - zrobiła smutną minę kręcąc głową - Może być pojutrze, to byłby piątek. Zapisać?
- Nalegam na dziś. - spojrzałam wprost w jej piwne oczy.
- Oczywiście. - odpowiedziała z uśmiechem - Proszę zdjąć kurtkę i usiąść w fotelu.
- Doskonale. - uśmiechnęłam się szeroko do siebie. 
       Siedząc w fotelu i przyglądając się fryzjerce, jak nakłada mi jakąś jasną maź na włosy, naszły mnie małe wyrzuty sumienia. Wiem, że używanie perswazji jest uważane za złe, ale wydaje mi się, że jeżeli nikt przez to nie cierpi to nic złego się nie stanie. A tym dwóm paniom nic się nie stanie jak chwilę zaczekają.


***
       Pokonując ostatnią przecznicę Rebeka zwróciła się do mnie:
- Moi bracia nie mogą się o niczym dowiedzieć. - to nie była prośba tylko stanowcza decyzja.
- Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna.  - powiedziałam nie patrząc na wampirzycę, kątem oka dostrzegłam uśmiech na jej twarzy. 
        Beka zaparkowała tuż przy schodach prowadzących do drzwi wejściowych, wyciągnęłyśmy wszystkie torby z zakupami z bagażnika i weszłyśmy do środka. W domu nikogo nie było. "Szkoda", pomyślałam. Miałam nadzieję spotkać Klausa.
- Słyszysz to? - zapytała pierwotna, wytężyłam słuch, ale niczego nie słyszałam - Cisza. - odpowiedziała sobie - Zapowiada się spokojny wieczór, bez paplania starszych braci. - wzniosłam oczy ku górze i ruszyłam schodami do swojego pokoju - A ty dokąd się wybierasz? - usłyszałam za plecami.
- Spać, jestem zmęczona. - nie jestem zmęczona, po prostu nie wytrzymałabym dłużej w jej towarzystwie.
        Wchodząc do pokoju rzuciłam torby w kąt i przekręciłam kluczyk w drzwiach. Nie włączając światła położyłam się na łóżku, zwijając w kłębek. Czuję się taka wyprana, nie wiem kim jestem, nie wiem, jak mam odnaleźć siebie. Po policzkach spłynęło kilka łez. Powinnam być silna, przecież jestem wampirem... niestety wcale nie czuję się silna, wręcz przeciwnie. Zalałam się płaczem, z którego szybko wyrwało mnie pukanie do drzwi. Niechętnie zerwałam się z łóżka wycierając łzy. Otwierając drzwi, przymrużyłam oczy od wpadającego z korytarza światła, po chwili dostrzegłam postać mężczyzny. Klaus. Bez wahania wpuściłam go do środka zamykając drzwi, w pokoju znowu zapanowała ciemność, włączyłam lampkę stojącą na komodzie pod lustrem.Nie wiedząc dlaczego chciałam się do niego przytulić, chciałam zatonąć w jego ramionach.  
- Tak bardzo jest ci zimno? - wskazał na moje ubranie wierzchnie. Całkowicie zapomniałam je zdjąć - Jeśli chcesz podkręcę ogrzewanie. - dodał z sarkazmem.
- Nie trzeba. - wymamrotałam chowając kurtkę i szalik do szafy.
- Jak ci minął dzień? - zapytał siadając na łóżko.
- Wspaniale. - uśmiechnęłam się sztucznie. Cały czas myślałam o tobie i twoich ustach - A tobie? - zdenerwowana odbiłam piłeczkę.
- Nie tak dobrze, jak tobie. - ułożyłam usta w prostą linię, chcąc powiedzieć coś mądrego, ale nic nie przychodziło mi do głowy - Rebeka cię nie zamęczyła? - mimowolnie uśmiechnęłam się szeroko kręcąc głową.
- Wiesz, że nie musisz się mnie bać. - dodał znienacka.
- Nie boję się. - odparłam szybko, na co pierwotny lekko się uśmiechnął. Usiadłam obok, patrząc na niego kątem oka, był zaskoczony moją bliskością. 
- Mam coś dla ciebie. - przerwał niezręczną ciszę podając mi prostokątne pudełko - Poprzedni zgubiłaś w lesie. - dodał,kiedy rozpakowałam pakunek, a moim oczom ukazał się nowiutki smartphone.
- Dziękuję. - wymamrotałam odkładając telefon na szafkę nocną. Wstałam z łóżka palcami przeczesując włosy, nie mogłam znieść tej bliskości. Tak bardzo chciałam się do niego przytulić, albo chociaż potrzymać za rękę, aż paliło mnie w środku - Wiem, że coś było między nami. - wypaliłam znienacka. Co ty robisz głupia? 
- Byliśmy przyjaciółmi. - odparł.
- Nie jestem głupia, widzę jak na mnie patrzysz. - patrzyłam wprost w jego, pochłaniające mnie bez reszty, oczy. Wampir podszedł do mnie, a moje ciało przeszły dreszcze.
- Nie chcę byś żyła tylko tym co ci opowiem, chcę, żebyś miała własne wspomnienia. - mówił nieco głośniej - Co jeszcze ma ci powiedzieć? 
- Prawdę. - odparłam krótko nie patrząc na Klausa.
- To nie było zwykłe coś. - szepnął mi do ucha i wyszedł. Moje oczy zaszły łzami, a w środku poczułam gorycz i ogromne poczucie winy, ale to on pozwolił mi odejść, to on chciał, żebym o nim zapomniała. Wiedźma spełniła tylko jego życzenie.

niedziela, 23 lipca 2017

ROZDZIAŁ VIII



"Don't let her go."


Skyler Fall       

      Patrzyłam w kolejną szklaneczkę z burbonem i dziękowałam, że wampiry nieco wolniej się upijają. Będąc człowiekiem nie piłam dużo wysokoprocentowego alkoholu, cóż teraz już nim nie jestem. Jestem inna. Na samą myśl mocniej ściskam szklankę, czasem tęsknię za byciem normalnym człowiekiem. Brak mi tej beztroski, zwykłego spotkania z przyjaciółkami w kawiarni. Tęsknię nawet za baletem. Szybko odpędziłam od siebie te ponure myśli. Nigdy nie będę człowiekiem i chcąc nie chcąc muszę się z tym pogodzić, a nie użalać się nad sobą.
       Przyglądałam się na swoje odbicie w lusterku schowanym za butelkami, widziałam w nim siebie. Przecież to normalne idiotko? Fikcją jest, że wampiry nie widzą swojego odbicia. Taki zabobon niczym nie poparty. Jednak w lustrze widziałam zupełnie inną dziewczynę, wyglądała jak ja. Miała moje oczy, nos i uśmiech, ale to nie byłam ja. Nawet nie przypominam sobie, kiedy pofarbowałam włosy. Co oni mi zrobili? Jak długo mnie przetrzymywali?
- Którego mamy dzisiaj? - zapytałam barmankę.
- Drugi października. - odpowiedziała nie patrząc na mnie.
        Czułam, jak wszystko dookoła zaczyna wirować. Niemożliwe, że straciłam cztery miesiące. Dlaczego nic nie pamiętam? Łzy cisnęły mi się do oczu, a w gardle czułam rosnącą gulę. Jednym duszkiem wypiłam szklaneczkę whiskey i poprosiłam o dolewkę. I jeszcze jedną, i jeszcze...
- Kiepski dzień? - zapytał siedzący obok mężczyzna, nie zwróciłam nawet uwagi kiedy się dosiadł.
- Jeden z gorszych. - odpowiedziałam już wstawiona - A Twój? - zapytałam w rewanżu.
- Też nie najlepszy.
- Zatem wypijmy za to by było lepiej. - uniosłam szklankę i upiłam większy łyk. Czułam na sobie wzrok mężczyzny - Ty nie pijesz? 
- Wszystko w porządku? - zwróciła się do mnie kelnerka.
- Tak, dlaczego pytasz? - spojrzałam ze zdziwieniem na dziewczynę.
- Rozmawiasz sama  ze sobą. - wlepiałam w nią oczy nie dowierzając w to co  mówi. Siedzący obok brunet wydawał się taki realny, czy to samotność się na mnie odbija? Mam omamy? 
- Nie widzisz, tego... obok...? - wydukałam wskazując miejsce obok. Barmanka pokręciła przecząco głową. Spojrzałam w stronę mężczyzny, siedział w tym samym miejscu. Jednak jego zachowanie było zaskakujące, wzruszył ramionami a na jego twarzy widać było żal. Kręcąc głową odsunęłam od siebie szklaneczkę z burbonem i podziękowałam barmance. 
         Wychodząc z baru usłyszałam swoje imię, mimowolnie odwróciłam się. W moją stronę szedł ciemnoskóry mężczyzna, z kumplami.
- Nie wiedziałem, że wróciłaś. Urządziłbym imprezę. - powiedział głośno akcentując słowo impreza, na co tłum zaczął mu wtórować. Wróciłam? Może i wróciłam. Chociaż nie przypominam sobie, żebym w ogóle wyjeżdżała.
- Wybacz, zapomniałam zadzwonić. - odpowiedziałam ironicznie odwracając się od wampira.
- Klaus wie, że błąkasz się sama? - Klaus? Jaki Klaus? Przymknęłam na chwilę oczy, nie mogę pozwolić, żeby Marcel zorientował się, że coś jest nie tak.
- Jestem dużą dziewczynką, nie potrzebuję  niańki. - odparłam  ponownie stając twarzą w stronę mężczyzny, z aroganckim uśmiechem dodając - W przeciwieństwie do ciebie. Serio potrzebujesz takiej obstawy? - zadrwiłam.
- Wyostrzył ci się dowcip. - powiedział ze śmiechem, odprawiając swoich bodygardów - Kłopoty w raju? - dodał poważniej, tym  pytaniem zbił mnie z pantałyku.
- Zależy o który pytasz. - obecnie w żadnym nie byłam, co najwyżej w swoim własnym piekle. 
- O ciebie i Klausa. - odpowiedział z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
- Jesteś zazdrosny? - zaśmiałam się, jednocześnie starając się wymigać z udzielania odpowiedzi. 
- Zawsze. - odpowiedział a na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech - Na długo przyjechałaś? Może zdążę zwołać jakiś komitet powitalny.
- Dziękuję za troskę, ale... Nie zrozum mnie źle, miło że się przywitałeś, ale na mnie już czas. - uśmiechnęłam się ironicznie i wyszłam pośpiesznie z baru. Nie miałam ochoty prowadzić dalej tej bezcelowej konwersacji. Szłam prosto przed siebie, ale po chwili na mojej drodze ponownie stanął Marcel.
- Serio? - przechyliłam głowę na bok i patrzyłam z niedowierzaniem na wampira.
- Co słychać u Klausa? Dawno go nie widziałem. W dalszym ciągu pragnie zająć moje miejsce?
- Może zapytasz o to jego samego? - odparłam zastanawiając się kim jest Klaus.
- Właśnie Marcel. Dlaczego sam mnie nie zapytasz? - za plecami usłyszałam brytyjski akcent, moje ciało zesztywniało, bo wiedziałam, że to Klaus. Bałam się odwrócić by sprawdzić kim jest i jak wygląda. A z tego co zdążyłam się zorientować, jest jakąś bliską mi osobą. Czy nie urażę go swoją reakcją na jego widok? Może pomógłby mi zrozumieć co mi się stało?
       Powoli odwróciłam się i...
       ...zamarłam.

Niklaus Mikaelson

- Klaus. - wypowiedziała ledwie słyszalnie moje imię. Dobrze, że już ją znalazłem, tak bardzo się o nią martwiłem. Tak, właśnie ja. Teraz pozostaje mi jedynie szybko spławić Marcela i nakłonić Skye, by mi zaufała.
- Wszędzie cię szukałem, kochanie. - podszedłem bliżej dziewczyny, jej zdziwienie było ogromne, gdy ująłem jej dłoń - Marcel, przyjacielu. - powiedziałem akcentując ostatnie słowo. Kiedyś był moim przyjacielem, traktowałem go nawet jak własnego syna. Niestety czasy się zmieniły, my się zmieniliśmy, wszystko jest inne. Jednak w tym momencie nie jest to istotne. Pragnę jak najszybciej porwać stąd Skye. - Jak się miewa twoje królestwo? 
- Perfekcyjnie. - odparł śmiejąc się przy tym gorzko - Poza kilkoma trupami, na obrzeżach miasta. - dodał krzyżując ręce na piersi - Mam nadzieję, że nie masz z tym nic wspólnego.
- Jeśli twoi przyjaciele nie wchodzą mi w drogę. - uśmiechnąłem się ironicznie, w dalszym ciągu trzymając dłoń wampirzycy. Jestem pozytywnie zaskoczony, że jeszcze nie uciekła i odwzajemnia uścisk. 
- I niech tak zostanie. - skwitował i zwrócił się do Skye - Miło było znowu cię zobaczyć.
- Ciebie również. - odpowiedziała delikatnie z wyczuwalną niechęcią. Przynajmniej pamięta, że na Marcela trzeba uważać. Pożegnaliśmy się kurtuazyjnie z wampirem, i zostaliśmy sami na środku ulicy, w dalszym ciągu trzymając się za ręce. Czekałem, aż dziewczyna się odezwie. - Jesteś Klaus Mikaelson? - zapytała pewnym chłodnym głosem.
- Tak. - odpowiedziałem bez chwili zastanowienia i już wiedziałem, że nie taką odpowiedź chciała usłyszeć. Wyrywając swoją dłoń uciekła w wampirzym tempie. Nie mogłem pozwolić jej uciec. - Daj mi szansę. - powiedziałem przyciskając dziewczynę do drzewa.
- Szansę? - wydyszała zdezorientowana - Na co? - dodała nieco ostrzej.
- Żebym mógł tobie pomóc. Wszystko wyjaśnić.
- Nie! - krzyknęła próbując wyrywać się z mojego uścisku - Twoja rodzina nie dała mi nic prócz cierpienia! Twój brat zabił moją matkę, przez niego w wypadku zginął mój ojciec, a na koniec zamienił mnie w to! - powiedziała z obrzydzeniem - Powiedz mi dlaczego miałabym zaufać tobie po tym wszystkim co mnie spotkało?! - jej twarz była pełna złości.
- To wszystko jest kłamstwem! - krzyknąłem, przez chwilę zobaczyłem strach w jej oczach. Ginewra dopięła swego, chciała się zemścić na mnie krzywdząc najbliższą mi osobę; muszę znaleźć sposób, aby pomóc Skye. Nie wiem jeszcze w jaki sposób, ale coś wymyślę  - Pozwól, że wytłumaczę tobie to wszystko na spokojnie w domu. -  dodałem opanowany.
- Nigdzie z tobą nie pójdę. - parsknęła - Dopiero co uciekłam z tego więzienia, na pewno tam nie wrócę! 
- Nie byłaś więziona! - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
- Jasne, byłam na wczasach w rezydencji Mikaelson'ów. Jakoś sobie nie przypominam, żebym...
-Wiedźma wymazała ci wspomnienia! - krzyknąłem wypuszczając ją z uścisku.
- Co takiego? Żartujesz, prawda? - spojrzała na mnie przerażona - Powiedz, że żartujesz! - krzyknęła przyciskając mnie do drzewa. Z troską patrzyłem w oczy wampirzycy, tak bardzo chciałbym nie mieć racji. Nie odrywając spojrzenia odsunęła się ode mnie, jakby zaczęła zdawać sobie sprawę, że mówię prawdę. Po chwili jednak podeszła - Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. - zaczęła spokojnie - Chciałabym, żebyś zostawił mnie w spokoju. Nie wchodź mi więcej w drogę, ani ty ani twoja rodzina. - oczy miała pełne złości. 
       Wziąłem głęboki oddech mocno zaciskając zęby, bez namysłu chwyciłem wampirzycę za szyję, skręcając jej kark.
- Przepraszam kochanie, ale nie dałaś mi wyboru. - szepnąłem podnosząc ciało z ziemi.


***
        Położyłem ciało dziewczyny na łóżku, w tym samym pokoju w którym obudziła się dziś rano. Odgarniając kosmyk mahoniowych włosów z jej twarzy, zastanawiałem się co bardziej zabolało, to że mnie nie pamięta czy jej widoczna nienawiść? Nie wiem. Mam jeszcze chwilę zanim się obudzi.
- Wymyślimy coś Nik. - z progu dobiegł mnie głos Rebeki.
- Mam taką nadzieję. - odparłem krótko wychodząc z pokoju, w salonie czekał na mnie Eljiah - Zaczekamy, aż  się obudzi wtedy spróbuję z nią porozmawiać jeszcze raz. 
- Wiem, kto może nam pomóc. - siedział na sofie z księgą naszej matki na kolanach. Przykuł moją uwagę, jednocześnie miałem nadzieję, że to jakiś sensowny pomysł. 
- Zamieniam się w słuch. - odparłem krzyżując ręce - Kim jest ta osoba?
- To Davina.  

wtorek, 4 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ VII


"Są w życiu chwile, gdy myśli się, że jest tak źle, iż już gorzej być nie może. 
Wtedy właśnie okazuje się...że jednak może." Rafał Kosik



Skyler Fall

- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? - zapytałam zaczynając wątpić w sens wizyty u wiedźmy. Staliśmy kilka metrów od starego drewnianego domu, był zaniedbany i nie wyglądał jakby ktoś w nim mieszkał. 
- Nie. - po krótkiej chwili usłyszałam głos pierwotnego - Ale skoro już tu jesteśmy, możemy spróbować. - zasugerował delikatnie się uśmiechając. Skinęłam kilka razy głową, w końcu nie szłam przez pół lasu, żeby się teraz rozmyślać. Szłam pewnym krokiem zbliżając się tym samym do starego domu, Nik szedł krok przede mną. Zapukał w zniszczone, a zarazem masywne drzwi, gdy nie usłyszał odzewu otworzył je na oścież sprawdzając czy może wejść. Wewnątrz panowała ciemność, lecz wyglądał dużo lepiej niż z zewnątrz. Pierwotny wszedł do środka rozglądając się po wnętrzu, poszłam w jego ślady.
- Ginewra, wiem, że tu jesteś. Pokaż się. - powiedział głośno, zachęcając wiedźmę do ujawnienia się. Po chwili drzwi za mną trzasnęły z hukiem.
- Witaj Klaus. - przed wampirem stanęła ciemnoskóra kobieta. Czułam, jak moje mięśnie napięły się,  byłam pełna obaw, choć wiedźma stała do mnie plecami lekceważąc moją obecność. Całą swoją uwagę poświęcała pierwotnemu. - Minęło...wiele lat.
- Zaledwie dwadzieścia. - uśmiechnął się szelmowsko - Nadal wyglądasz wspaniale. - słysząc to wywróciłam teatralnie oczami, okazując swoje niezadowolenie.
- Co cię sprowadza? - zapytała wiedźma. - Stęskniłeś się? - Nik uniósł lekko kąciki ust.
- Bardzo. - dodał po chwili - Potrzebujemy twojej pomocy.
       Czarownica podeszła do mnie lekkim krokiem. Miała długie czarne kręcone włosy i wyglądała na co najmniej czterdzieści pięć lat.
- Witaj słońce! - powiedziała łagodnie - Przepraszam, że cię nie zauważyłam. - dodała gładząc mój policzek.
- Nic nie szkodzi. - odparłam chłodno odsuwając się odrobinę.
- W jakim celu przyprowadziłeś mi tego aniołka? - zapytała Klausa, nie odrywając ode mnie spojrzenia.
- Jak już mówiłem, potrzebujemy twojej pomocy.
        Ginewra wskazała na stojące przy stole krzesło, usiadłam nie spuszczając wzroku z wiedźmy. Nie potrafiłam jej zaufać.  Dlaczego bym miała? Moje ostatnie doświadczenia z nimi nie należały do przyjemnych.
- Powiedz mi, słońce, z czym się borykasz?
        Popatrzyłam kątem oka na Niklausa, stał przy oknie i przyglądał się nam uważnie.
- Potrafię czytać w myślach. - powiedziałam po chwili - Nie zawsze to działa. Z ludźmi jest inaczej, łatwiej. Nie zamykają swojego umysłu tak jak wampiry czy wiedźmy. Nie wiem od czego to zależy. - widziałam ciekawość w oczach wiedźmy - Niestety myśli, które słyszę  często mnie przytłaczają, trudno jest mi zamknąć się przed nimi.
- A teraz? Potrafisz przeczytać moje myśli? - zapytała.
- Nie. - odpowiedziałam po chwili zastanowienia - Pomożesz mi się z tym jakoś uporać? - zapytałam dotykając jej dłoni. Przez chwilę byłam w jej świecie, widziałam urywki z jej życia. Pierwsze zaklęcia, zabawa z przyjaciółmi, beztroskie życie; później wszystko się zmienia, spotyka pierwszego wampira, zakochuje się w nim, wkracza w mrok, jej przyjaciele giną. Młoda dziewczyna zostaje sama, bez przyjaciół, bez miłości. Przestraszona szybko oderwałam swoją dłoń.
- Wszystko dobrze? - zapytała reagując na zmianę mojego nastroju.
- Tak. - odparłam pośpiesznie - Po prostu denerwuję się. Rzadko o tym opowiadam. - starałam się aby mój głos brzmiał naturalnie, choć w  środku cała drżałam.
- Jesteś wyjątkowa. - powiedziała ciepło - Nigdy nie słyszałam, żeby wampir miał taki dar. A ty Niklausie? - zwróciła się do pierwotnego, który w dalszym ciągu stał przy oknie.
- Nie. - odparł krótko, wyraźnie nie chcąc uczestniczyć w rozmowie.
- Kiedyś był bardziej rozmowny. - powiedziała do mnie szeptem, choć wiedziała, że i tak ją usłyszy - Nie wiem, jak mogłabym tobie pomóc. Jeśli byś chciała zatrzymać ten dar, możemy poćwiczyć medytację. Czarami nie nauczę cię tego kontrolować. Jeśli nie, wtedy magia jest jedynym rozwiązaniem. - powiedziała opierając się o oparcie drewnianego krzesła.
- Możemy spróbować medytacji. - odpowiedziałam po chwili zastanowienia uśmiechając się lekko. 
- To twoja decyzja. - uśmiechnęła się do mnie lekko - Ale potrzebna jest nam dobra energia. - stwierdziła patrząc w stronę Klausa.
- Nigdzie się nie wybieram. - odrzekł chłodno. 
         Spojrzałam porozumiewawczo na Ginewrę, po chwili zostawiła nas samych. Nie minęła chwila, a wampir stał przede mną. 
- Nie zostawię cię tu samej. - powiedział zaczesując pukiel moich włosów za ucho.
- Nik, proszę. Wiesz jakie to dla mnie ważne. - patrzyłam błagalnie - Nic mi się nie stanie. - dodałam. Przyglądał mi się, patrzył, jak w piękny obrazek. 
- Zapewne będę tego żałował, jestem tego bardziej niż pewien. - zrobił krótką pauzę - Będę w pobliżu. Uważaj na siebie. - powiedział, by po chwili zniknąć za drzwiami. Usiadłam na kanapie starając się odprężyć ciało i umysł, oglądałam kiedyś odcinek Star Gate Atlantis, w którym Teyla próbowała nauczyć Ronona medytacji. Mam nadzieję, że mi pójdzie nieco lepiej. Wzięłam kilka głębokich wdechów.  Usłyszałam w swojej głowie, krótkie słowa "Kocham Cię", otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Nik. Pierwszy raz mogłam odczytać jego myśli, choć właściwie to on mi ją podsuną. Teraz to nie miało znaczenia. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Widzę, że już zaczęłaś. - zza myśleń wyrwała mnie Ginewra. 
- Tak, ale kiepsko mi idzie. - odparłam pośpiesznie, odsuwając od siebie myśl, którą chciałam przesłać hybrydzie.
       Wiedźma rozstawiła świece po pokoju tworząc odpowiedni nastrój, po czym usiadła obok mnie. Zasugerowała abym odprężyła ciało i umysł.
- Zrób to samo co przed paroma minutami tylko lepiej, nie rozpraszaj się. - w końcu udało mi się uwolnić umysł ze zbędnych myśli - Spróbuj postawić w swoim umyśle tarczę ochronną, osłaniając się od zagrożenia jakim są zbędne myśli. - mówiła.
       Próbowałam postawić osłonę, ale bezskutecznie. Za każdym razem opadała odkrywając mój umysł. 
- To jest bezsensu. - stwierdziłam przeczesując włosy.
- Skoncentruj się. - powiedziała ostrzej, niż dotąd - Bez tego nic nie osiągniesz. - dodała nieco łagodniej.
- Jasne. Spróbujmy jeszcze raz. - odparłam zabierając się za ponowną medytację. Tym razem czułam, że jestem bardziej skoncentrowana. Udało mi się postawić tarczę, mimo, że była niestabilna i kilka razy ją straciłam, to nie poddałam się, aż do chwili gdy będę potrafiła utrzymać ją dłużej. 


***

- Radzisz sobie coraz lepiej. - stwierdziła Ginewra po dwóch godzinach medytacji. Usiadła obok na kanapie podając mi kubek z gorącą herbatą.
- Dziękuję szepnęłam. - starałam się zachować ostrożność i pozory, że jej ufam.
- Więc...ty i Klaus? - zapytała znienacka, zbiła mnie z pantałyku. Skąd to pytanie? Czy słyszała moje myśli? Wyznanie Nika?
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - odparłam lekko się uśmiechając, nie chciałam, żeby zauważyła moje zakłopotanie. Zależy mi na Niklausie, ale nie zamierzam z nią o tym rozmawiać. 
- Wiem, jak to jest być zakochaną w Kalusie. - uśmiechnęła się szeroko - Jest czarujący, przystojny i ten brytyjski akcent. Niesamowite, że jest takim potworem. - z twarzy wiedźmy szybko znikł uśmiech.
- Więc...ty i Nik? - bez wyrzutów, choć z lekką zazdrością powtórzyłam.
- Tak, a przynajmniej tak myślałam. - wzięła łyk herbaty - Byłam w twoim wieku, gdy  go poznałam. Fascynował mnie. Wiesz, taki przystojniak zwrócił na mnie uwagę. - przez chwilę widziałam na jej twarzy płomyk szczęścia, który po chwili zgasł - Resztę już znasz. - dodała wymijająco.
- Znam? - zapytałam, jak idiotka.
- Gdy mnie dotknęłaś, poznałaś moją historię. - lekko przymknęła powieki powstrzymując łzy - Nienawidzę twojego przyjaciela. - odparła ostro - Nienawidzę całym sercem, całą sobą.
- Skoro go nienawidzisz to dlaczego mu pomagasz? - zapytałam odstawiając kubek na mały drewniany stolik.
- Nie pomagam Klausowi, tylko Tobie. A na nim się zemszczę. - uśmiechnęła się szeroko. Wstałam szybko biegnąc w stronę drzwi, lecz w pół drogi upadłam na podłogę z wielkim bólem głowy wywołanym czarami Ginewry.
- Czego ode mnie chcesz? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby próbując wstać. Czułam jak moja głowa miała za chwilę eksplodować. 
- Chcę ci pomóc, Skye. - stanęła przede mną, cały czas sprawiając mi ból. Po chwili jednak złapała mnie za przedramiona i postawiła do pionu. Ból ustał. Patrzyłam zdezorientowana na wiedźmę, chciałam uciekać, zawołać Nika, ale coś mi nie pozwalało; jakby Ginewra przejęła nade mną kontrolę - Chciał, abyś o nim zapomniała, samolubnie cię odepchnął. Niech więc spełni się jego życzenie.
- Nie! - krzyknęłam przeraźliwie - Nie rób tego!

Niklaus Mikaelson

               Wszedłszy do salonu poczułem zapach świeżej krwi, mój węch nie mylił się, przy kanapie leżało ciało młodego mężczyzny; a tuż przy nim siedziała Skye. Podszedłem bliżej.
- Odejdź. - powiedziała zachrypniętym głosem. Nie, kochana, nie zostawię cię. Bezgłośnie usiadłem na kanapie, bym mógł przyjrzeć się bliżej jej twarzy. Była ubrudzona krwią, oczy pełne łez patrzyły w jeden bliżej nieokreślony punkt. Mimo, że zdecydowała się być wampirem, to nie radzi sobie z tym, krzywdzenie ludzi nie leżało w jej naturze. Ani jako człowiek, ani jako wampir. Spojrzałem na chłopaka, i ku własnemu zdziwieniu stwierdziłem, że żyje. Szybko rozgryzłem swój nadgarstek i przyłożyłem brunetowi do ust zmuszając do picia, po chwili chłopak był jak nowy. Zauroczyłem go by o wszystkim zapomniał. Natomiast dziewczyna siedziała w tym samym miejscu, co przed kilkoma minutami. Usiadłem obok ujmując jej twarz w dłonie, zmuszając tym samym, by na mnie spojrzała. Patrzyła na mnie pustymi oczami, na policzkach miała zaschnięte łzy rozmazane z krwią. 
- On żyje. - powiedziałem delikatnie, kilka razy powtarzając, by zrozumiała, że nie zabiła tego młodego mężczyzny. To byłoby dla niej nie do zniesienia. Po krótkiej chwili  blondynka oprzytomniała. 
- Żyje? -  zapytała pełna nadziei. Przytaknąłem. Widziałem, jak spada jej kamień z serca - To było okropne. - wyszlochała mocno się do mnie przytulając.
        Chodziłem zdenerwowany po salonie, po tym samym w którym Skye prawie zabiłaby człowieka, dla mnie to nie miałoby znaczenia, ale ona by tego nie zniosła. Natomiast w chwili obecnej trawiła mnie inna sprawa; nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że ponownie naraziłem Skye na niebezpieczeństwo. Niepotrzebnie zabierałem ją do Ginewry, całą swoją złość do mnie przelała na moją ukochaną. 
- Obudziła się? - zapytałem wchodzącego Eljiaha - Powiedz, że się obudziła!
- Nik... - zaczął ciężko - ...Ginewra rzuciła na nią jakieś zaklęcie. Przeglądałem stare księgi matki, niestety niczego nie znalazłem. Potrzebujemy pomocy innej wiedźmy. 
- Nie ma mowy! - spiorunowałem brata wzrokiem - Nie będę narażał Skye. Nigdy więcej! Rozumiesz!? - wykrzyczałem. Podszedłem do barku, wyciągnąłem dwie szklanki i napełniłem je burbonem. 
- Powiesz mi co się tam wydarzyło? - zapytał wampir. Odkąd wróciłem ze Skye, nie był w stanie wydusić ode mnie ani słowa, na temat tamtego dnia, a i ja nie jestem pewien co powinienem odpowiedzieć. Obiecałem, że będę ją chronić, byłem w pobliżu, a nie udało mi się jej pomóc. 
- Zawiodłem. - przyznałem z dziwnym żalem. Tak nie przystało pierwotnej hybrydzie. Podałem Eljiah szklankę z bursztynowym płynem, a sam usiadłem w wielkim fotelu - Nie radziła sobie ze swoim darem, więc zaproponowałem jej pomoc.
- Darem?
- Wiem, to niedorzeczne, ale tak to nazywała. - skwitowałem - Wszystko miało pójść gładko i po mojej myśli, niepotrzebnie ją tam zostawiłem.

- Zapytam ponownie. Jakim darem?
- Nie panowała nad nim. Ginewra miała z nią tylko medytować.
- Nik! - Eljiah krzyknął wyciągając mnie tym samym z otępienia. Spojrzałem na niego, ale dopiero po chwili doszedłem do siebie - W porządku? - zapytał. Skinąłem kilka razy głową - Nad czym nie panowała?
- Czyta w myślach, ludzi i wampirów. Potrafi wpływać na ich zachowania. - widziałem zdziwienie na twarzy brata - Też o tym nie wiedziałem. 
        Opowiedziałem pierwotnemu bratu o wszystkim co wydarzyło się w ostatnim czasie. W jaki sposób odnalazłem Skye, co spotkało ją w Mystic Falls. Pomijając szczegóły kolacji i późniejszego poranka...


Skyler Fall

        Obudziłam się w nieznanym mi miejscu, przestraszona zerwałam się szybko z wielkiego łóżka. Podeszłam cicho do drzwi pokoju, niestety nic nie usłyszałam, żadnych głosów, ani kroków. Nic, prócz ciszy. Rozejrzałam się po pokoju, był gustownie urządzony i nie wyglądał jak więzienie, ale pozory mylą; obok szafy dostrzegłam dwie czerwone walizki, wyglądały zupełnie jak moje. Skąd one się tu znalazły? Jak ja się tu znalazłam? Otworzyłam pierwszą walizkę, w której znalazłam moje rzeczy, w drugiej również.
- O co chodzi? - zapytałam sama siebie siadając na łóżku. Starałam się przypomnieć sobie coś, cokolwiek co naprowadziłoby mnie na jakiś trop. Niestety w głowie miałam pustkę. Wiedziałam, jedynie, że muszę się stąd wydostać, i to jak najszybciej. Spojrzałam na rąbek białej koronkowej koszuli, którą miałam na sobie. Kto mnie w nią ubrał? Nie przypominam sobie, abym taka miała. Zupełnie nic nie rozumiem, ale nie mogę tak uciekać, muszę się przebrać. Z walizki wyciągnęłam ciemne dżinsowe spodnie z wysokim stanem, luźną czarną bluzkę i dżinsową kurtkę; z drugiej walizki wyciągnęłam czarne botki. Ponownie podeszłam do drzwi upewniając się, że nikogo nie ma. Wyszłam po cichu. Schodząc schodami spotkałam znajomego wampira i od razu wiedziałam gdzie jestem. Tylko nadal nie wiedziałam dlaczego.
- Witaj Skyler. - przywitał się z lekkim uśmiechem, jak zawsze elegancko ubrany i szarmancki, niestety to tylko złudzenie.
- Eljiah. - ledwo słyszalnie wypowiedziałam jego imię. Przestraszona nie wiedziałam co zrobić, jedyne co przyszło mi do głowy to ucieczka. Próbowałam wybiec w wampirzym tempie, lecz wyjście zagrodził mi inny wampir. Przystojny niebieskooki blondyn. Nie wiedziałam dlaczego moje serce zabiło mocniej. Wampir nie powiedział nic, przyglądał się mi uważnie, a ja dostrzegłam na jego twarzy troskę. Zdezorientowana odwróciłam się w stronę Eljiaha, skrzyżowałam ręce na piersi jednocześnie pytając:
- Czego ode mnie chcesz?
- Nic. - odpowiedział zdziwiony.
- Jasne. A ja sama chciałam, żebyś mnie więził, tak?
- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? - zapytał.
- Nic nie jest w porządku! - uniosłam głos - Nie wiem co tutaj robię i jak długo tu jestem. Jeśli chcesz mnie zabić to zrób to tu i teraz, ale szybko!
- Nikt cię nie zabije. - odparł z brytyjskim akcentem wampir za mną. Odwróciłam się patrząc
na przystojniaka.
- Kim ty właściwie jesteś? - zapytałam zirytowana. Eljiah podszedł nieco bliżej.
- Nie znasz go? - zapytał nie ukrywając zdziwienia. Pokręciłam przecząco głową - Zaczekaj w salonie. - zwrócił się do mnie, a następnie wyszedł z blondynem do kuchni. 
- I tak będę was słyszała. - dodałam ironicznie, wchodząc do salonu kątem oka dostrzegłam butelkę burbonu. Podeszłam do stolika i nalałam do szklaneczki bursztynowego płynu. Upiłam łyk. Wyostrzając słuch, usłyszałam, że moi nowi wampirzy koledzy są pochłonięci rozmową, a nawet kłótnią; w sekundę podjęłam decyzję, że wykorzystam zaistniałą sytuacje i w wampirzym tempie wybiegłam z posesji Mikaelsonów.